Wargaming Zone     

Zapowiedzi i nowości wydawnicze – styczeń
Data: Sob 07 Sty, 2006
Autor: Jarosław Kocznur
Kolejna porcja zapowiadanych na styczeń książek

Bardzo serdecznie witam wszystkich w Nowym Roku 2006 po raz kolejny przedstawiając informacje o książkach, które mogą się ukazać w nowym miesiącu czyli w styczniu.



DOM WYDAWNICZY BELLONA



Jak zwykle zacznę od przypomnienia pozycji, które miały się ukazać w poprzednim miesiącu, ale się nie ukazały, przechodząc jako zapowiedzi na styczeń. W tym miesiącu w Bellonie jest to jedna pozycja, ale za to prawdziwa rekordzistka, na która czekamy już czwarty miesiąc:



1) POCZET HETMANÓW RZECZYPOSPOLITEJ. HETMANI LITEWSCY - pod red. Mirosława Nagielskiego. ISBN 8311102457, oprawa twarda, format 205x295 mm, 352 stron. - Ta pozycja ma już trzymiesięczne opóźnienie.

Szerszy opis powyższej pozycji można znaleźć w artykule o nowościach wrześniowych. Miejmy nadzieje, że w tym miesiącu pozycja ta pojawi się wreszcie w księgarniach, choć nie jest niestety wykluczone że będę musiał o niej znów informować za miesiąc.

W artykule o nowościach na grudzień ubiegłego roku ubolewałem że Bellona nie przygotowała na tamten miesiąc żadnej nowości, a w listopadzie dodała do swych zapowiedzi tylko jedna pozycję. Nie mam najmniejszych złudzeń, że w jakikolwiek sposób wpłynęło to na tę naszą szacowna oficynę, ale faktem jest że na styczeń, przynajmniej w porównaniu z ostatnim okresem, mam możliwość przedstawić dość sporą ofertę nowych zapowiedzi. Są to następujące pozycje.



2) DETROIT 1763 - Aleksandra Sudaka (z serii Historyczne Bitwy). ISBN 8311103135 oprawa miękka, format 130x200 mm, 224 strony.





Książka przybliżająca realia bardzo mało znanej wojny lat 1763-1765, nazywanej wojną Pontiaka. Nie jest to wojna do jakich jesteśmy przyzwyczajeni tzn. wojna miedzy dwoma lub kilkoma państwami. Jest to bowiem wojna którą indiańskie plemiona znad Wielkich Jezior i z doliny Ohio wydały Anglikom - największej ówczesnej potędze w Ameryce Północnej i w ogóle wschodzącej potędze tzw. cywilizowanego świata. Autor ukazuje te zmagania na szerokim tle społecznym epoki. Przedstawia metody prowadzenia walk w puszczach, taktykę i strategię stosowaną przez Indian i ich przeciwników. Udowadnia, że Indianie mieli w niej pełne szanse na zwycięstwo. Zrywa też ze stereotypem, jakoby ustępowali oni intelektualnie i kulturowo przybyszom z Europy. Wszystkie te stereotypy zresztą jak zwykle w historii są autorstwa strony wygrywającej i jak zwykle bardzo łatwo i bardzo głęboko zakorzeniły się w świadomości zarówno Europejczyków jak i mieszkańców Ameryki pochodzenia europejskiego. Ponadto autor zgodnie z prawdą historyczną przedstawia rzeczywisty przebieg wydarzeń i rolę jaką odegrały w nich czołowe postaci tego okresu, w tym Pontiak, wódz plemienia Ottawa, któremu do niedawna powszechnie przypisywano wyłączną zasługę zorganizowania największego w dziejach zbrojnego wystąpienia Indian północnoamerykańskich.



3) ALIANCI LĄDUJĄ! NORMANDIA 1944 - Paula Carella. Tłumaczenie: Kazimierz Szarski. ISBN 8311103097 oprawa twarda lakierowana, format 170x240 mm, 268 stron.





Dla niektórych może to być kolejna publikacja opisująca przebieg walk prowadzonych w Normandii od chwili rozpoczęcia inwazji aliantów, do momentu odrzucenia wojsk niemieckich za Sekwanę. Może jednak nawet te osoby znajda w tej pozycji coś ciekawego przybliża ona bowiem niemieckie próby zlikwidowania desantu już na samym początku inwazji, a jednocześnie uwypukla błędy operacyjne dowództwa sił III Rzeszy. Łatwość, z jaką wywiadowi aliantów udało się zwieść przeciwnika, jest wprost zaskakująca. Paul Carell szczegółowo opisuje walki na plażach "Utah", "Omaha" i "Juno" oraz bitwę o Caen i oblężenie Cherbourga. Sporo miejsca poświęca działaniom w zachodniej części półwyspu Cotentin, które doprowadziły do przełamania pod Avranches i wyjścia armii pancernej gen. Pattona na tyły niemieckiej 7 armii, co w końcowym efekcie spowodowało utworzenie się kotła pod Falaise. Autor kończy swoją książkę najważniejszym chyba dla Francuzów w 1944 r. wydarzeniem, poza samym lądowaniem, jakim była niewątpliwie kapitulacja niemieckiego garnizonu Paryża.



4) POLSKIE ODDZIAŁY SPECJALNE W II WOJNIE ŚWIATOWEJ - Grzegorza Korczyńskiego. ISBN 8311102805 oprawa miękka, format 170x240 mm, 200 stron.





Ta pozycja podobnie jak poprzednia i wszystkie pozostałe dotyczy najpopularniejszego chyba tematu czyli okresu II Wojny Światowej. Jak zapewnia wydawca pozycja ma być interesująca i oparta na gruntownych badaniach źródłowych. Pewna gwarancją tych zapewnień może być fakt że autor tej pozycji jest pracownikiem Oddziału Krakowskiego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W swojej publikacji przedstawia on dzieje oddziałów specjalnych formowanych we wszystkich armiach polskich walczących na frontach II wojny światowej. Grzegorz Korczyński szczegółowo opisuje kadry, struktury organizacyjne, szkolenie, wyposażenie i uzbrojenie oraz dokonania bojowe polskich oddziałów specjalnych - dywersję, terror, sabotaż, wojnę psychologiczną, akcje partyzanckie i przeciwpartyzanckie. Prezentuje Zielone Diabły i Czerwone Diabły, formacje spadochronowe Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz na froncie wschodnim, Cichociemnych, oddziały Commando, a także elitarne oddziały dywersyjne Armii Krajowej. Nie jestem specjalista od tego okresu ale tak wszechstronne i najprawdopodobniej bezstronne spojrzenie na te kwestie może być ciekawe. Najbardziej jestem ciekaw opisu działań kont partyzanckich, tj. jak rozumiem bratobójczych walk miedzy polskimi partyzantkami popieranymi przez wschód i zachód. Wydaje mi się bowiem że na ten temat jeszcze niewiele napisano.



5) NAJWIĘKSZE PODNIEBNE BITWY - Michaela Patersona. Tłumaczenie: Sławomir Białostocki. ISBN 8311102732 oprawa miękka, format 170x240 mm, 250 stron.





Książka ta jest autorstwa znanego, jak zapewnia Bellona, brytyjskiego publicysty i historyka, pracownika The Imperial War Museum w Londynie. Zawiera relacje asów lotnictwa myśliwskiego oraz pilotów lotnictwa bombowego, którzy czynnie uczestniczyli w operacjach powietrznych na europejskich i dalekowschodnich teatrach II wojny światowej. Uwzględnia wspomnienia tak znanych postaci, jak: Adolf Galland, Peter Townsend, Leonard Cheshire, Johnnie Johnson, Erich Hartmann, Gunther Rall czy Bob Stanford-Tuck. Opowiadają oni o swoich najbardziej niebezpiecznych i dramatycznych misjach bojowych oraz o samolotach, na których latali. Wspominają pojedynki powietrzne, w jakich przyszło im wziąć udział, a także oceniają przeciwników.



6) ASY MYŚLIWSKIE ALIANTÓW - Mike Spick. Tłumaczenie: Andrzej Gałązka. ISBN 8311102724 oprawa miękka, format 150x210 mm, 250 stron.





To kolejna w tym miesiącu książka o lotnictwie. Jej autorem jest brytyjski historyk lotnictwa Mike Spick. Książka w pewnym sensie pokrywa się z treścią wcześniej omówionej pozycji przedstawia bowiem sylwetki asów myśliwskich z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz państw Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, wśród których poczesne miejsce zajmują Polacy. Mike Spick opisuje i poddaje analizie najskuteczniejsze techniki walki na wszystkich głównych frontach wojny, porównuje typy samolotów i ich uzbrojenie, przedstawia warunki, w jakich walczono, a także przybliża taktykę walki. Niewątpliwą zaletą tej książki, w odróżnieniu od poprzedniej pozycji, mogą być rysunki i diagramy przedstawiające najczęściej stosowane i najgroźniejsze dla przeciwnika sposoby ataku. Mogą się one okazać przydatne dla tych graczy w historyczne systemy bitewne którzy są zainteresowani systemami symulującymi walki powietrzne. (Bo i takie systemy istnieją i również takie walki można odtwarzać przy użyciu modeli).



INFORTEDITIONS



Wydawnictwo INFORTEDITIONS nie planuje raczej z tego co mi wiadomo wydąć nic w pierwszym miesiącu Nowego Roku, ale nie ma co mieć o to do niego pretensji jeśli weźmie się pod uwagę że na koniec ubiegłego miesiąca sprezentowali nam dwie całkiem ciekawe pozycje. Skoro nie ma nowości to pozwolę sobie napisać parę zdań o tym co ostatnio się ukazało. Obie nowości z grudnia już mam jednakże BITWY POD AUSTERLITZ 2 GRUDNIA 1805 - Tomasza Rogackiego nie zdążyłem jeszcze przeczytać. Trudno mi więc coś więcej powiedzieć na temat tej pozycji. Zdążyłem jednak przeczytać drugą nowość jaką był LUBIESZÓW 17 IV 1577 - Radosława Sikory, z nowej bo mającej dopiero dwie pozycje seria "Pola bitew". Spróbuję zatem w kilku zdaniach przedstawić moją opinie o tej pozycji i serii. O ile bowiem serie Bitwy/Taktyka osoby kupujące pozycje tego wydawnictwa już chyba dość dobrze znają dzięki temu że BITWY POD AUSTERLITZ jest już chyba 5 pozycja z tej serii i mam nadzieje że podobnie jak ja, dobrze ja oceniają. O tyle seria "Pola bitew" jest jeszcze moim zdaniem mało znana.

Dla mnie osobiście serię "Pola bitew" wydawnictwa INFORTEDITIONS można najkrócej scharakteryzować jako mniejszego i bardziej akademickiego brata serii Bitwy/Taktyka. O ile bowiem pozycje z serii Bitwy/Taktyka to dość pokaźne, kilkusetstronicowe pozycje to w serii Pola bitew ukazują się zdecydowanie mniejsze, niewiele przekraczające 100 stron pozycje. Może właśnie dlatego obie dotychczas wydane w tej serii książki charakteryzują się dość ciężkim naukowym językiem prac magisterskich i przynajmniej ja czytałem je z o wiele większym trudem niż pozycje z serii Bitwy/Taktyka napisane w bardziej przystępny sposób. Mimo wszystko jednak chyba warto je kupić bo, podobnie jak większość pozycji tego wydawnictwa, omawiają mniej znane epizody historii.

Przechodząc zaś już konkretnie do omówienia najnowszej, drugiej pozycji z serii Pola bitew tj. LUBIESZOWA 17 IV 1577 - Radosława Sikory należy podkreślić że pozycja ta wyróżnia się jeszcze w jeden sposób. Poza dużą ilością faktów, cytatów i zestawień zawiera też bardzo dużo, przynajmniej jak na dotychczasowe pozycje tego wydawnictwa, ilustracji. Są one co prawda czarno białe, ale nie zmienia to faktu, że są! Należy też raczej wybaczyć fakt, że przy tak dużej ilości ilustracji wkradło się do nich, przynajmniej moim zdaniem, kilka mniej lub bardziej istotnych błędów dotyczących ubioru żołnierzy. Mimo wszystko jest to bardzo miła niespodzianka. I oby tak dalej. Istotniejsze dla przyszłego czytelnika może być to, że pomimo tego iż w zapowiedziach tej książki pisano, że będzie w niej opisane starcie dwóch zupełnie odmiennych wojsk tego okresu tj. niemieckich lancknechtów z polską husarią (sam popełniłem taką informację w zapowiedziach grudniowych!) Oraz że będzie tam można znaleźć wyjaśnienie jak doszło do tego że husaria wygrała to starcie! Nic takiego nie znajdziemy w tej książce! Bo jak wynika ze szczegółowego opisu starcia tam zamieszczonego lancknechtów pokonali nie husarze a węgierscy hajducy!!! Husaria zaś rozprawiła się z mniej liczną zresztą rajtarią.

Dla mnie osobiście jest to jeszcze jeden przyczynek do pewnego demonizowania husarii w polskich opracowaniach, a zwłaszcza do mitologizowania wyjątkowej jakoby jej zdolności rozbijania w tym okresie pikiniersko muszkieterskich formacji piechoty zachodniej, czego faktycznie nie potrafiła żadna kawaleria tego okresu. Z tym swego rodzaju mitem, przynajmniej częściowo, rozprawia się w Radosław Sikora, autor Lubieszowa, w innych swoich pracach. Nie będę więc rozwijał szerzej tego tematu. Każdy jednak kto uważnie prześledzi największe zwycięstwa polskiej husarii łatwo stwierdzi że w starciach z armiami typu zachodniego (a więc głównie ze Szwedami) husaria biła przede wszystkim jazdę a nie piechotę!

Szczerze mówiąc właśnie ze względu na to jakoby mające mieć miejsce w tej bitwie starcie husarii z pikinierami, tak bardzo czekałem na tę pozycje i dla tego kupiłem ja i przeczytałem prawie że w "chwilę" po ukazaniu się tej książki.

Mimo jednak że nie znalazłem w niej ww. starcia i sposobu w jaki husarze mieliby pokonać lancknechtów, uważam że jest to ciekawa pozycja i nie żałuje że ją kupiłem.



WYDAWNICTWA KSIĄŻKA I WIEDZA



Na koniec jeszcze jedna informacja o książce która już się ukazała. Na dodatek prawie pół roku temu. Dopiero jednak wczoraj dowiedziałem się o tym przy okazji rozmowy o ostatnio wydanej pozycji z serii Historyczne Bitwy Bellony czyli o Tannenbergu 1914. (Nie interesuje się historią bardziej współczesną niż XIX-sto wieczna stad moja wiedzę o wydawnictwach dotyczących XX wieku czerpię od znajomych i przyjaciół.)

Osobom zainteresowanym tą bitwą, a chcącym przeczytać coś więcej niż napisał Piotr Szlanta (podobno bardzo ciekawie zresztą), gorąco polecam, za innym moim znajomym, pozycje:



TANNENBERG 1914 ZDERZENIE IMPERIÓW - Denisa E. Showaltera. W tłumaczeniu Rafała Dymka. ISBN 8305133893 oprawa twarda, format 145x205 mm, 568 stron.



I to już wreszcie wszystko o czym chciałem napisać w tych pierwszych zapowiedziach wydawniczych na nowy 2006 rok. Przy okazji pozwolę sobie jeszcze raz, tym razem już w Nowym Roku, życzyć sobie i wszystkim czytelnikom tego cyklu artykułów wielu ciekawych nowości.

Komentarze

Śr 18 Sty, 2006 smednir napisał:
DETROIT 1763 zapowiada sie interesujaco :) Zobaczymy tylko w praktyce jak zostanie opisany ten skadinad, znany mi konflikt.
Autor aczkolwiek mi znany tylko z kilku artykułow (chocby w Tawacinie) czy z indianskich forum. No i o ile sie nie myle Sudak jest autorem bardzo dobrej ksiazki pt. "Leksykon 300 najsłyniejszych Indian". Polecam.
Pozdrawiam

Pi± 13 Sty, 2006 Gość napisał:
Idźcie sobie pobiegać - może Wam przejdzie :)

Pi± 13 Sty, 2006 pawel11 napisał:
Umiłowani bracia wargemingowcy: Pax! Pax!;-)

Czw 12 Sty, 2006 Hubert napisał:
Jarku,

Z Twojej definicji NIE wynika, ze obroncy Poczty Polskiej walczyli. 11.01.06 napisales "pod Lubieszowem nie doszło do starcia czyli walki między lancknechtami i husarią bo lancknechci byli raczej zdezorganizowani a co za tym idzie nie byli w stanie podjąć zorganizowanego działania i raczej nie myśleli o pobiciu przeciwnika a jedynie o tym jak z stamtąd się wycofać jeśli nie po porostu zwiać:)". Skoro wiec lancknechci nie walczyli, bo "nie mysleli o pobiciu przeciwnika a jedynie o tym jak sie wycofac", to to samo dotyczy obroncow Poczty Polskiej i obroncow Westerplatte - "nie mysleli o pobiciu, a o utrzymaniu pozycji". Z Twojego wlasnego postu wynika, jak nalezy uzywac przytoczona przez Ciebie definicje. Prowadzi to do absurdu, co dowodzi jakosci tejze definicji, lub jej interpretacji, ktorego dokonales w komentarzu z 11.01.06. Z definicji wg. profesora Kotarbinskiego wychodiz cos zdecydowanie innego, z czego wynika, ze Twoje twierdzenie, iz jest ona "może bardziej rozbudowana i napisana w sposób filozoficzny, ale merytorycznie niewiele się raczej różni" nie ma zadnego pokrycia w faktach.

Dodam, ze jako pierwszy uzyles slownikowej definicji slowa walka, zeby podeprzec tym swoja argumentacje. Jak Ci to wyszlo napisalem powyzej.

Nie wiem, czy slownik PWN pisaly przedszkolaki, ale ta definicja walki, ktora przytoczyles nie swiadczy o nich najlepiej. Zas Twojego zbywania jednego z czolowych polskich filozofow stwierdzeniem "zajęciem filozofów jest filozofowanie" pozostawie bez komentarza....

Poza tym: "przeszkadzanie drugiemu podmiotowi" nie narzuca wymagan na organizacje - dzialania przypadkowe rowniez moga stanowic przeszkode. Nie wiem tez, jak z "dążenia do celów przeciwnych" wyszlo Ci dazenie do pobicia przeciwnika. Logika na prawie jak wiem jest, ale odnosze wrazenie, ze musi byc specyficzna. Postaram sie wiec zilustrowac to przykladem: celem jednej strony jest uciec, celem drugiej nie dac jej uciec. Sa to cele przeciwne. Spelniaja definicje profesora Kotarbinskiego. Jedna ze stron nie dazy do "pobicia przeciwnika", wiec nie spelniaja definicji PWN. Dokladniej rzecz biorac kazde dzialanie spelniajace definicje PWN spelnia tez definicje profesora, jednakze nie kazde dzialanie spelniajace definicje profesora splenia definicje PWN. Co jasno dowodzi, ze roznica pomiedzy definicjami istnieje, co najwyzej Ty nie potrafisz, lub nie chcesz jej dostrzedz.

Zas co do stwierdzenia, ze dyskusja jest zbyt wydumana i na tym ja konczysz - jest to typowe zachowanie kogos, komu zabraklo argumentow, a nie potrafi sie przyznac do bledu.

A odnosnie uwag pozostalych uczestnikow dyskusji - przepraszam za dyskomfort.

Pozdrawiam

Czw 12 Sty, 2006 Jarek napisał:
Zdecydowanie się zgadzam z ostatnimi dwiema wypowiedziami!
Mnie też już od tego zaczyna boleć głowa :), a każdy i tak ma prawo do swojego zdania po przeczytaniu, ale przede wszystkim książki.
Jeszcze raz dałem się w ciągnąć w zbyt wydumaną dyskusję!
Przepraszam i przynajmniej ja na tym kończę :)!!!!!

Czw 12 Sty, 2006 Gość napisał:
Panowie, dzielicie włos na czworo. Każdy i tak już wie o co chodzi, więc po co ta dalsza dyskusja? Teraz każdy okopie się na swoich pozycjach i będzie wykłócał o znaczenie słowa/słów? Czy to o to tu chodzi?

Czw 12 Sty, 2006 rrober napisał:
Głowa mnie rozbolała jak to wszystko przeczytałem :)

Czw 12 Sty, 2006 Jarek napisał:
Witam
No cóż Hubercie nie pierwszy raz różnimy się w poglądach i rozumieniu pewnych rzeczy ale podobno dyskusja rozwija, oby tylko nie przerodziła się w tak zwane "bicie piany" :)!
Co do twoich uwag odpowiem krótko:
Obrończy Poczty Polskiej, czy Westerplatte , zgodnie z przytoczona prze zemnie definicją jednak walczyli, bo moim zdaniem na pewno robili to w sposób zorganizowany i na pewno chcieli pokonać przeciwnika, inna sprawa czy mieli na to szanse. Wynika to zdecydowanie z relacji osób tam wałczących!
Co zaś do definicji pana prof. którą przytoczyłeś to według mnie jest może bardziej rozbudowana i napisana w sposób filozoficzny, ale merytorycznie niewiele się raczej różni od słownika PWN którą zresztą taż nie pisały przedszkolaki:)!
"Przeszkadzanie drugiemu podmiotowi" – to przecież inaczej zorganizowane działanie, a "dążenie do celów przeciwnych" to przecież nic innego jak pobicie przeciwnika :)!!!
No cóż nie jest wielkim odkryciem stwierdzenie, że głównym zajęciem filozofów jest filozofowanie, ale to przecież ich zawód!
Cieszę się natomiast, że nie zgłaszasz chociaż zastrzeżeń do pojęcia słowa opis jaki wskazałem! Jeśli byś i to zrobił byłbym troche załamany:)!
Pozd
Jarek

Śr 11 Sty, 2006 Hubert napisał:
Witam,

Skoro Jarku o słów znaczeniu sobie winszujesz, to proszę bardzo, nasz klient, nasz pan.

Twierdzisz więc, że walka oznacza, cytuję, "zorganizowane działanie sił zbrojnych stron przeciwnych, dążących do pobicia przeciwnika". Z dalszego Twojego wywodu wynika zaś, że duże znaczenie w tej definicji przywiązujesz do zorganizowania w działaniu. Nieodparcie ciśnie się pytanie, przy jakim poziomie braku zorganizowania walka przestaje być walką? Jak ten poziom wymierzyć? Drugi kwalifikator, który zdajesz się uważać za krytyczny do uznania zdarzenia za walkę to dążenie do pobicia przeciwnika. Jeżeli jedna ze stron nie dąży do pobicia przeciwnika, to nie ma walki. Szczerze mówiąc, nie moge do tego odnieść się inaczej jak do kuriozum. Stosując Twoją interpretację walki obrońcy Poczty Polskiej, czy Westerplatte nie walczyli z Niemcami. Nie walczyli, bowiem nie było tam żadnego dążenia do pobicia przeciwnika. Gratulacje, zarówno dla Ciebie, jak i dla zespołu redakcyjnego słownika PWN.

Odnosząc nieodparte wrażenie, że hasło walka ze słownika PWN nadaje się do tego, żeby...., postanowiłem poszukać jakichś innych definicji.

Cytując profesora Tadeusza Kotarbińskiego za Wikipedią: walka to "wszelkie działanie przynajmniej dwupodmiotowe (przy założeniu, że i zespół może być podmiotem), gdzie jeden przynajmniej z podmiotów przeszkadza drugiemu. W poszczególnym, najzwyklejszym i bodaj najciekawszym przypadku oba podmioty nie tylko dążą obiektywnie do celów niezgodnych, lecz nadto wiedzą o tym i liczą się w budowaniu swoich planów też z działaniami strony przeciwnej. Dlatego zaś ten przypadek, przypadek wzajemnego i świadomego zarazem przeszkadzania, uważamy za najciekawszy, iż wtedy obie strony zmuszają się wzajemnie w sposób osobliwie intensywny do pokonywania trudności, a więc pośrednio - do usprawniania techniki działań"

Jak widać nie ma to nic o zorganizowaniu. Szczególnym przypadkiem jest działanie świadome i celowe, co do którego można podejrzewać, że będzie zorganizowane. Szczególnym, ale nie jedynym. Nie ma nic o "dążeniu do pobicia". Jest "jeden przynajmniej z podmiotów przeszkadza drugiemu". Co ciekawsze zgodnie z tą definicją działania obrońców Poczty Polskiej, czy Westerplatte są walką. Dziwnym trafem definicja filozofa zgadza się też z tak zwanym zdrowym rozsądkiem.

Tak więc, odnoszę wrażenie, że Twoje rozumienie słowa walka jest bardzo ubogie. Tym samym nie możesz własciwie rozumieć słowa starcie, albowiem w jego definicji w słowniku PWN pojawia się słowo walka, które sprawia problemy.

Pozdrawiam

Śr 11 Sty, 2006 Jarek napisał:
Witam
Zdecydowanie chyba pawel11 ma racje. Wszystko zależy od definicji słów:)!
Można by wręcz powiedzieć że od tego czy wiemy co mówimy, a właściwie piszemy :)!, posługując się naszym pięknym językiem polskim.
W tym konkretnym wypadku od definicji słów "opis", "starcie" i "walka".
Słownik języka polskiego PWN definiuje te pojęcia następująco.
Opis-przedstawienie szczegółów dotyczących wyglądu kogoś lub czegoś, przebiegu jakiegoś wydarzenia, działania czegoś, charakterystyka czegoś; opisanie, opisywanie
Starcie-spotkanie się dwóch przeciwnych sobie sił w walce
Walka - zorganizowane działanie sił zbrojnych stron przeciwnych, dążących do pobicia przeciwnika;
Właśnie ze względu na takie pojmowanie tych słów uważam, że pod Lubieszowem nie doszło do starcia czyli walki między lancknechtami i husarią bo lancknechci byli raczej zdezorganizowani a co za tym idzie nie byli w stanie podjąć zorganizowanego działania i raczej nie myśleli o pobiciu przeciwnika a jedynie o tym jak z stamtąd się wycofać jeśli nie po porostu zwiać:).
W "Lubieszowie" nie ma również opisu tj. przedstawienia szczegółów starcia husarii z lancknechtami, a wynika to pewnym sensie z faktu że takiej walki nie było:)!
O wyniku bitwy, moim zdaniem zadecydowały jedyne dwie walki jakie tam miały miejsce, a o których już pisałem. Cała reszta była jedynie konsekwencją tych dwóch walk, które zresztą, na marginesie mówiąc, zostały opisane w książce, czyli przedstawiono ich szczegóły :)!!!

Co zaś do Hiszpanów pod Rawenną w 1512 to rzeczywiście użyli tam oni podobno metody opisanej w "Lubieszowie" niewątpliwie jednak pawel11 ma racje, że nie okazała się ona taka skuteczna jak zapewnia nas Pan Sikora. I co do tego faktu niewątpliwie bym się zgodzić gdyby pawel11, w odniesieniu do niego, zarzucił mi nieuważne czytanie, bo nie zwróciłem na to uwagi. Na szczęście on tego nie zrobił:)!

Śr 11 Sty, 2006 pawel11 napisał:
Witam. Nie wdając się w spór odnośnie kto kogo pobił chciałem tylko stwierdzić, że niewątpliwie z książki wynika, że jedno skrzydło lancknechtów (lewe) zostało pobitę przez hajduków, a na drugim (prawym) hajduków nie było, więc nie mogli tam nikogo pobić;-) Problemem jest podejście do definicji słowa ,,walka". Jeśli przyjmiemy, że wjechanie husarii w zdezorganizowany ucieczką rajtarii szyk lancknechtów nie jest walką (choć są straty) to faktycznie lancknechtów pokonał ktoś inny (ciekawe tylko kto?). Wynikiem końcowym starcia jest jednak ucieczka lancknechtów, a więc niewątpliwie zostali pokonani.
Mam także inne spostrzeżenie dotyczące ,,Lubieszowa 1577". Opisując starcie hajduków i lancknechtów, na stronie 48 autor pisze o taktyce walki zastosowanej przez hajduków i porównuje ją do metody użytej przez Hiszpanów w bitwie pod Rawenną w 1512 r., która okazała się równie skuteczna i doprowadziła do klęski lancknechtów. Pozwole sobie mieć inne zdanie. Bitwę pod Rawenną wygrała armia francuska, w skład której wchodzili lancknechci. Ich czworobok jako jedyny odparł kontratak hiszpańskiej piechoty, co w połączeniu ze zwycięstwem francuskiej kawalerii na obu skrzydłach przechyliło szale walki na stronę Francuzów.
Pozdrawiam.

Wt 10 Sty, 2006 Gość napisał:
Panie Jarku, proszę się nie obrazić, ale w tej chwili broni Pan czegoś, o czym nie pisałem w swojej poprzedniej uwadze. Przypomnę, że w recenzji Lubieszowa napisał Pan:

"Istotniejsze dla przyszłego czytelnika może być to, że pomimo tego iż w zapowiedziach tej książki pisano, [...] że będzie tam można znaleźć wyjaśnienie jak doszło do tego że husaria wygrała to starcie! Nic takiego nie znajdziemy w tej książce! "

Pisał Pan więc, że książka ta nie zawiera wyjaśnienia, jak husaria pokonała lancknechtów. Ja zaś wskazałem na strony, gdzie to wyjasnienie się znajduje.
Teraz Pan pisze, że nie może się Pan zgodzić z tym, że:

"króciutką wzmianką ze strony 44 mówiąca o tym że po rozbiciu rajtarów husarze Zborowskiego i Kazanowskiego poradzili sobie z lancknechtami których uciekający rajtarzy "jeszcze bardziej" pomieszali, przez co stali się oni łatwym łupem dla polskiej jazdy można uznać za wyjątkowo istotny opis bardzo wąznego starcia, wskazujący na dodatek na wyjątkowość husarii w starciu z tą piechotą"

Tym razem więc wyjasnię, że w książce o Lubieszowie nikt nie broni tezy, że jest to "wyjątkowo istotny opis bardzo wąznego starcia, wskazujący na dodatek na wyjątkowość husarii w starciu z tą piechotą". To są Pana słowa i Pana oczekiwania w stosunku do tej książki.

W książce tej, jest napisane, że:
"Interesujące jest zwłaszcza to, w jaki sposób polska husaria rozbiła szyki niemieckich lancknechtów dysponujących długimi pikami"

Nie można zaprzeczyć, że:
1. ten opis tam się znajduje (na wskazanych przeze mnie stronach)
2. husaria rozbiła lancknechtów

Co do p.2 to wyjasniam, że popełnia Pan kolejny błąd pisząc:

"jak wynika ze szczegółowego opisu starcia tam zamieszczonego lancknechtów pokonali nie husarze a węgierscy hajducy"

oraz:

"Jeszcze raz podkreślam że z całej ksiązki moim zdaniem jednoznacznie wnika że husaria walczyła i rozbiła rajtarię a lancknechtów pokonała węgierska piechota"

Prawdą jest, że hajducy pobili lancknechtów stojących na lewym skrzydle armii gdańskiej, ale nie pobili oni tych stojących za rajtarami na prawym skrzydle tej armii. Tych lancknechtów rozbili własnie husarze. A że zrobili to w sposób, który być może Pana nie satysfakcjonuje, to już inna sprawa.
Faktem jednak jest, że husarze najpierw rozbili rajtarów a później na ich karkach wjechali i rozbili lancknechtów. Tak to jest przynajmniej napisane w tej książce. I własnie to jest to wyjasnienie sposobu pokonania przez husarzy lancknechtów, o którym pisał Pan, że wbrew zapowiedzi w książce go nie ma.
Dlatego ponawiam swoją prośbę - proszę uważniej czytać książkę :).

Wt 10 Sty, 2006 Jarek napisał:
Witam!
Odpowiadając na spostrzeżenie dotyczące "Lubieszowa", pozostaje jednak przy moim zdaniu przedstawionym w artykule. Nie mogę się bowiem zgodzić że króciutką wzmianką ze strony 44 mówiąca o tym że po rozbiciu rajtarów husarze Zborowskiego i Kazanowskiego poradzili sobie z lancknechtami których uciekający rajtarzy "jeszcze bardziej" pomieszali, przez co stali się oni łatwym łupem dla polskiej jazdy można uznać za wyjątkowo istotny opis bardzo wąznego starcia, wskazujący na dodatek na wyjątkowość husarii w starciu z tą piechotą. O znaczeniu tego przejechania się po bardzo pomieszanych, jeśli w ogóle nie uciekających już lancknechtach mowa zresztą dobitnie na stronie 63 gdzie omawiane się straty w czasie walki ww. husarii z rajtarami (6 zabitych i 6 rannych ludzi, 12 zabitych i 13 rannych koni!) oraz straty w czasie walki ze stojącymi za nimi lancknechtami i w czasie pogoni (ŁĄCZNIE!) (1 zabity człowiek, 1 zabity i 6 rannych koni)! Przy czym sam Sikorski bardzo wyraźnie w tym miejscu pisze że analiza F. Kudelki o rzekomych olbrzymich stratach husarii w walce z lancknechtami, a co za tym idzie o trudnościach z przełamaniem lancknechtów to całkowity błąd. Jeszcze raz podkreślam że z całej ksiązki moim zdaniem jednoznacznie wnika że husaria walczyła i rozbiła rajtarię a lancknechtów pokonała węgierska piechota. Dalsze walki, w tym rozproszenie co najmniej bardzo zmieszanej a może wręcz rozpoczynającej już ucieczkę drugiej grupy lancknechtów (bo trudno nazwać oddziałem piechurów przez których ucieka kawaleria!) nie można bowiem raczej traktować jako poważne starcia a jedynie jako rozpędzanie i pościg pokonanego wroga. A w czasie pościgu lancknechtów czy też rajtarów "rozbijały" nawet ciury obozowe, które pewnie zadały im wtedy większe straty niż husaria i węgierska piechota razem wzięta!
Oczywiście każdy czytelnik "Lubieszowa" ma prawo do swojego zdania i niech tak zostanie:)!
Ja tylko pozwoliłem sobie przedstawić w artykule moje zdanie wynikające min. również właśnie z wyżej przytoczonych fragmentów ze strony 44 i 63.

Wt 10 Sty, 2006 Gość napisał:
ALIANCI LĄDUJĄ! NORMANDIA 1944 - Paula Carella może być ciekawą pozycją ponieważ sądząc po biografii, stanowisku zajmowanym podczas wojny w strukturach rządowych III Rzeszy i życiowych doświadczeniach autora w publikacji mozę być sporo informacji i opisów zdarzeń widzianych z perspektywy niemieckiej.

Pon 09 Sty, 2006 Gość napisał:
Jedna uwaga w sprawie "Lubieszowa". Sposób, w jaki husaria pokonała lancknechtów jest wyjaśniony na stronie 44. Straty jakie przy tym poniosły chorągwie husarskie, są podane na stronie 63. Wystarczy uwazniej czytać książkę :).

Nd 08 Sty, 2006 Bogus_law napisał:
Ała aż trzy książki Bellony z nowości któe bedę chciał i jeszcze ten nóż w plecy w postaci polecenia Tannenbergu, przegładałem ostatnio i bardzo mi się podobała.


Dodaj komentarz