W związku z powyższym mam pytania:
- jak waszym zdaniem klasyfikować kosę bojową? W tabeli ,,walka wręcz" jest współczynnik + 1 za ,,piechota z bronia do walki wręcz" - czy jest to wystarczające dla kosy czy też możnaby zaryzykować dla kosy wspólczynnik +2 . Zakładam oczywiście, ze kosynierzy mieliby wyszkolenie klasy D. Może w wyjątkowych sytuacjach jakiś oddział byłby klasy C.
- kosynierzy byli szkoleni do walki w szyku kolumny - pytanie czy była to kolumna tak zwarta jak w przypadku regularnego wojska? Moim zdaniem raczej nie - a wiec czy impet kolumny kosynierów powinien wynosić +1 czy + 2?
- 3-ci szereg polskiej piechoty regularnej został w trakcie powstania uzbrojony w kosy - jak waszym zdaniem liczyć taka formacje w walce wręcz z piechota, a jak z kawalerią?
- analogiczne pytanie dotyczy pułków ,,nowej" piechoty gdzie w zasadzie tylko pierwszy szereg był wyposażony w broń palną?
Będę wdzięczny za wszelakie przemyslenia i rady.
Rzadko wypowiadam się w takich kwestiach, ale tutaj wydaje mi się, że mam wystarczającą wiedzę (i doświadczenie ;-)
Kosę bojową klasyfikowałbym jako broń do walki wręcz +1, jest owszem poręczniejsza przy zabijaniu od muszkietu z bagnetem (ma duży zasięg, może służyć do sieczenia, ale i kłucia), ale nie jest super bronią. Pamiętaj zresztą, że kosa kosynierów, to nie jest kosa bojowa, to zupełnie inna broń. Kosa kosynierów to narzędzie do ścinania trawy, rzadziej zboża (to zazwyczaj się wtedy ścinało sierpem). Przez to jest ona lekka, wykonana z cienkiej blachy, ostrzy się kosę klepiąc ją młotkiem na metalowym kowadle, jedynie w polu, roboczo, ostrzy za pomocą osełki. Kosa bojowa zaś, to specjalne narzędzie do walki i o ile pamiętam, to nie stawiane na sztorc, tylko pod kątem mniej więcej prostym. Jest ona grubsza, trudniejsza do złamania, czasem miewała ząbkowane ostrze, zadawała parszywe rany.
Co do kolumny, to skłaniam się ku temu, że jest to formacja nieregularna, co za tym idzie kolumna powinna być formowana wg zasad dla jednostek nieregularnych. Kolumna formacji regularnej posiada odpowiednie struktury dowodzenia, pozycję w szyku, żołnierze są bliżej siebie (trudniej bagnetem ukłuć sąsiada, niż obciąć głowę kosą koleżce stojącemu zbyt blisko). Dlatego kosynierzy imho winni być formacją nieregularną, a impet mieć +1. No, może po wzmocnieniu gorzałką, co w zasadzie było naówczas normą (a przypominam, że niejaki Głowacki był alkoholikiem i na alkoholizm umarł), można im dać +1 do testów morale jako bonus specjalny ;-)
Co do pułków zawierających kosynierów w 3 lub 2 i 3 szeregu nie mam zdania, bo nie wiem jak były one ustawiane w konkretnej sytuacji. Sugeruję, byś sprawdził dokładnie jakie były instrukcje czy regulaminy walki dla takich oddziałów. Jeśli na czele stali żołnierze wyposażeniu w muszkiety, palili salwę i przyjmowali kawalerię na klatę, to sprawa jest jasna. Jeśli jednak kosynierzy wychodzili do przodu, wydaje mi się, że należałoby dać im dodatkowy faktor do walki wręcz gdy przyjmują szarżę kawalerii na klatę. Kosa to co prawda nie to samo co pika, bo kosa ma ostrze wykonane z bardzo cienkiej i łamliwej blachy, więc impet koński spokojnie je pokruszy. Problemem jednak jest to, że rany od kosy są straszne, bagnetem można co najwyżej próbować przebić konia, kosą wystarczy lekki ruch i nawet jeśli kosynier nie celuje specjalnie, to albo obetnie jeźdźcowi nogę, albo płat skóry z boku konia, albo przetnie szyję, albo wbije ją w chrapy. Ostrze kosy jest bardzo długie, jednostronne co prawda, ale nie widzę możliwości, by uniknąć zranienia pędząc na nastawioną kosę, gdzie może nawet przestraszony kosynier nią jeszcze macha. To już pewna rana, może nie śmiertelna, ale ciężka, rozległa, albo głęboka, bo widziałem kilka nóg po przejściu kosy; nic przyjemnego. Oznacza to więc, że jeśli nawet kawalerzysta z impetem stratuje piechura, nie wyjdzie z tego bez szwanku koń, co znacznie zwiększa ilość "strat".