Wargaming Zone     

Bitwa pod szczęśliwym niebem
Data: Pon 30 Cze, 2014
Autor: RaV
Po długim okresie walk powietrznych i dziesiątkach pojedynków stoczonych w systemie Wings of Glory nadszedł czas na rozegranie starcia morskiego w systemi Micronauts. Udało się zebrać ekipę 6 graczy oraz scenariusz włosko-brytyjski - Morze Śródziemne rok

Bitwa pod szczęśliwym niebem

Po długim okresie walk powietrznych i dziesiątkach pojedynków stoczonych w systemie Wings of Glory nadszedł czas na rozegranie starcia morskiego w systemi Micronauts. Udało się zebrać ekipę 6 graczy oraz scenariusz włosko-brytyjski - Morze Śródziemne rok 1942. Tym razem walkę rozegraliśmy w Niepołomicach.

Dwa zespoły lekkich okrętów wypłynęły na patrole i po pewnym czasie zarówno admiralicja włoska jak i brytyjska dokładnie znały pozycje okrętów przeciwnika. Dowódcy zespołów skierowali się kursami na przechwycenie przeciwnika i wkrótce doszło do kontaktu wzrokowego. Pech Brytyjczyków polegał na tym, że zespół włoski wspierany był przez ciężki krążownik "Bolzano". Również, najprawdopodobniej niespodziewanie dla Brytyjczyków, załogi włoskie przepełnione były duchem walki, a ich umiejętności marynarskie były jak na stronę włoską bardzo dobre. To rzecz niemalże niespotykana w ostrożnej i unikającej zazwyczaj walki Regia Marina.

W skład zespołu brytyjskiego wchodziły: krążownik lekki "Ajax", krążownik lekki "Achilles", 3 niszczyciele typu J oraz 3 niszczyciele typu Hunt (dwa II serii i 1 I serii). Załogi to weterani.
Zespół włoski: ciężki krążownik "Bolzano", lekki krążownik "Eugenio di Savoia", lekki krążownik "Giuseppe Garibaldi", 3 niszczyciele typu Soldati. Załogi: wyszkolenie normalne.
Jak widać przewaga Włochów była bardzo wyraźna, nie tylko w wadze salw burtowych, ale również w broni torpedowej - brytyjskie niszczyciele eskortowe typu Hunt nie posiadają wyrzutni torped. Jednakże, jak zwykle, specjalne zasady dla strony włoskiej kompensują te bonusy - w przypadku otrzymania trafienia w artylerię główną lub mostek, trafiony okręt wychodzi z szyku i podejmuje próbę wycofania się do bazy uchodząc z pola walki.
Pogoda była dobra, wiatr w kierunku zachodnim, stan morza powodował jednak, że do strzelania stosowano modyfikator -1.

W takich oto warunkach oba zespoły zmierzały ku sobie: Włosi z zachodu, Brytyjczycy za wschodu, nieco na południe od zespołu włoskiego.


Szyk Brytyjczyków wyglądał następująco: z prawej strony w szyku czołowym 3 niszczyciele typu Hunt, następnie w szyku torowym lekkie krążowniki, po lewej stronie w szyku torowym dywizjon niszczycieli klasy J.

W zespole włoskim z lewej strony płynął krążownik "Bolzano", dalej w szyku torowym lekkie krążowniki, następnie niszczyciele typu Soldati w szyku torowym.


Walkę artyleryjską zainaugrowały krążowniki lekkie zespołu brytyjskiego. Salwy padły w pobliżu krążownika "Eugene di Savoia". Z kolei artylerzyści krążownika "Garibaldi" dokonali rzeczy niewyobrażalnie trudnej: w pierwszej salwie na niemal maksymalnym zasięgu uzyskali nakrycie i trafienie na niszczycielu typu Hunt - trafiony sześciocalowym pociskiem okręt został po prostu rozerwany na pół i szybko pogrążył się w morzu. Na ten widok z "Bolzano" przyszedł krótki sygnał: "Dobra robota, zmierzać w kierunku nieprzyjaciela". Jednak Hunty nie pozostały dłużne i w pierwszej salwie niemalże trafiły włoskie niszczyciele. Szczęśliwie dla Włochów salwy tylko obramowały okręty.
Zespół brytyjski postawił zasłonę dymną (niszczyciele typu Hunt), co zmniejszyło intensywność ognia z obu stron przez kilka minut, nie na tyle jednak, by na jednym z włoskich niszczycieli nie doszło do wypadku podczas strzelania, na szczęście wypadek nie miał konsekwencji dla włoskiego okrętu.

Gdy zespoły zbliżyły się do siebie niszczyciele zaczęły uzyskiwać trafienia. Brytyjczycy zanotowali dwa trafienia z 4-calowych dział na niszczycielach włoskich, środkowy niszczyciel włoski uszkodził zaś jeden z niszczycieli typu Hunt.


Na rozkaz dowódcy włoskiego w powietrze wystrzelone zostały samoloty zwiadowcze - jeden z "Bolzano" i jeden z "Giuseppe Garibaldi", drobne kłopoty z katapultą spowodowały, że samolot z "Eugene di Savoia" wystartował z kilkuminutowym opóźnieniem. Ich zadaniem było śledzenie ruchów lekkich krążowników brytyjskich, które skryły się za zasłoną dymną. Analogicznie postąpił dowódca krążoników brytyjskich - dwa samoloty typu Walrus wyruszyły z podobną misją w kierunku okrętów włoskich. Ogień przeciwlotniczy zmusił jeden samolot z "Giuseppe Garibaldi" do zawrócenia, podobnie ogień włoskich okrętów odpędził chwilowo samolot z "Achillesa". Samoloty rozpoznawcze od tej pory latały nad polem walki wspomagając strzelanie własnych okrętów, czasami skuteczny ogień plot odganiał je dalej, w trakcie całego starcia tylko jeden samolot brytyjski został uszkodzony ogniem i musiał zawrócić do bazy na lądzie.


Ponieważ dowódca włoskich niszczycieli zbliżył się mocno do zespołu brytyjskiego narażał się na mocny ostrzał artyleryjski. Jeden z niszczycieli typu J -"Juno" - uzyskuje trafienie na ostatnim włoskim niszczycielu, Włosi nie pozostając dłużni trafiają w działo dziobowe niszczyciela "Juno" wyłączając je z walki. Również starszy brat - ciężki krążownik "Bolzano" ze swoich dział 4-calowych trafia w drugą wieżę artylerii niszczyciela "Juno" - traci on całą baterię dziobową.
Włoskie niszczyciele znajdują się coraz bliżej brytyjskich lekkich krążowników, dowódca zespołu decyduje się więc na wystrzelenie salwy torpedowej oraz dokonanie zwrotu o 180 stopni.
Włoskie lekkie krążowniki wskutek rozkazu dowódcy "Bolzano" będącego szefem całego zespołu wysforowały się mocno do przodu, by odsłonić pole ostrzału a jednocześnie podjąć próbę obejścia zespołu brytyjskiego, jak się okaże niezbyt udaną wskutek zwrotu krążowników brytyjskich.


Po wystrzeleniu salwy torpedowej oraz wykonanym zwrocie włoskie niszczyciele podążają w kierunku "Bolzano", ale wymiana ognia artyleryjskiego pomiędzy niszczycielami nadal trwa: włoski niszczyciel trafia w system kierowania ogniem niszczyciela "Juno", w rewanżu Brytyjczycy trafiają środkowy włoski niszczyciel. Kolejne trafienie uderza w wieżę artyleryjską ostatniego aktualnie niszczyciela Soldati, co powoduje, że jego dowódca rozpoczyna wyjście z szyku i wciąż się ostrzeliwując kieruje się w stronę bazy opuszczając pole walki.
Tymczasem na pokładzie "Bolzano" dzieją się rzeczy straszne. Załoga strzela zarówno z głównej artylerii jak i artylerii średniej. I w obu przypadkach dochodzi do wypadków, które mogą skończyć się wybuchem amunicji. Tylko wielkie szczęście ratuje "Bolzano" przed przykrymi konsekwencjami, a jak się okaże limit szczęścia włoski krążownik ma w ten dzień niewyczerpany.
Tymczasem "Ajax" eliminuje na "Eugene di Savoia" jedną z wież artlerii 4-calowej, w rewanżu dobrze ulokowany pocisk z "Eugene di Savoia" trafia w "Ajaxa" i wznieca pożar na okręcie.


Niespodziewanie dla wszystkich zespół niszczycieli typu J wykonuje zwrot w prawo, niemal idealnie w kierunku podążających włoskich torped. Dla "Juno" kończy się to tragicznie, rozerwany torpedą i uszkodzony już okręt pęka na pół i prędko tonie. Pozostałe niszczyciele wymanewrowały torpedy odwdzięczając się włoskim niszczycielom trafieniem środkowego Soldati w komorę amunicyjną. Niezwykłe szczęście po raz kolejny powoduje, że zniszczenia są niewielkie i włoski okręt utrzymuje się na falach. Brytyjskie niszczyciele wypuszczają tymczasem salwę torpedową w kierunku włoskich okrętów. Kolejny Soldati dostaje trafienie z 4-calowego działa jednego z niszczycieli typu Hunt - strzelają one na dużym zasięgu, ale artylerzyści świetnie celują.
Soldati rewanżują się niszczycielom typu J, ale pocisk trafiający w Brytyjczyka okazuje się niewypałem. Duże szczęście brytyjskiego niszczyciela. Mniej szczęścia ma trzeci niszczyciel typu J, otrzymuje jedno trafienie.
Tymczasem artylerzyści "Bolzano" opanowali drżenie rąk i amunicja nie wybucha im już na pokładzie, ale idealnie leży w celu. Dwa 8-calowe pociski uderzają w "Ajaxa", okręt dostaje sporo uszkodzeń i co gorsza blokuje się jego ster. Swoje dokłada również "Eugene di Savoia" trafiając "Ajaxa" kolejnym granatem, również pociski 4-calowe włoskiego krążownika uderzają w brytyjski krążownik nie wyrządzając mu jednak większych szkód. "Giuseppe Garibaldi" trafia w "Achillesa" granatem 6-calowym, kilka pocisków z lekkich dział odbija się od pancerza krążownika. W odpowiedzi artlerzyści "Achillesa" fatalnie pudłują. Za to zmagający się z ogniem marynarze "Ajaxa" walczą jak lwy i mimo nieudanych prób opanowania pożaru artylerzyści krążownika spokojnie celując pakują 6-calowy granat w drugiej wieży artylerii głownej krążownika "Eugene di Savoia", co powoduje, że dowódca włoskiego okrętu wydaje rozkaz wycofania się z walki.
Włoskie krążowniki planujące zwrot wypuszczają również pożegnalne torpedy z prawoburtowych wyrzutni. Później zawracają o 180 stopni podążając w kierunku "Bolzano".


Mimo, że brytyjskie niszczyciele ustawiły się dziobem do nadchodzących torped, jedna z nich wypuszczona z "Garibaldiego" uderza w brytyjski niszczyciel typu J zatapiając go, z całego zespołu został tylko jeden uszkodzony niszczyciel.
Po wykonaniu zwrotu o 180 stopni włoskie krążowniki zasłoniły sobie częściowo cele, niemniej "Giuseppe Garibaldi" lokuje dwa granaty w "Achillesie" niszcząc jednym z nich wyrzutnię torped, które właśnie miały zostać wystrzelone przez brytyjski okręt. Doskonale wyszkoleni artylerzyści "Achillesa" wbijają dwa pociski w "Garibaldiego" - jeden trafia w rufową komorę amunicyjną - i znów niesamowite włoskie szczęście powoduje, że eksplozja jest stosunkowo nieduża, okręt trzyma się na powierzchni, ale jego dowódca również zarządza wycofanie z walki.
Ogień "Bolzano" jest niecelny, podobnie innych okrętów.

W kolejnych minutach "Bolzano" trafia "Achillesa" następnym pociskiem, wycofujący się "Eugene di Savoia" wyłącza celnym trafieniem przednią wieżę artyleryjską "Achillesa" otrzymując równocześnie trafienie w swoją przednią wieżę. "Achilles" jest niemal wrakiem, "Ajax" nadal płonie i płynie na wprost z zablokowanym sterem. Wysiłki załogi zmierzające do opanowania pożaru są nieudane.

W końcu nawała ognia posyła "Achillesa" na dno, trafiany pociskami 8-calowymi i 6-calowymi idzie na dno. Ale ostatnie salwy z "Achillesa" trafiają krytycznie w "Bolzano", na szczęście tylko penetrują pancerz uszkadzając kadłub. Szczęście "Bolzano" trwa - niemal pewne trafienie z 16 idących ku niemu torped nie udaje się, torpedy przechodzą tuż obok okrętu.
Równocześnie lekka artyleria "Bolzano" trafia w puste już wyrzutnie torpedowe jedynego ocalałego niszczyciela klasy J. Włoskie krążowniki lekkie robią zwrot bojowy w kierunku północnym by nieco oddalić się od Brytyjczyków, w kolejnych minutach zmienią kurs na zachodni.


"Ajax" ogarnięty piekłem pożaru wybucha i tonie. Uciekający "Garibaldi" idący na zdjęciu kursem zachodnim unika torped z brytyjskich niszczycieli, to te same, które nie trafiły w "Bolzano". Nadmiar szczęścia włoskiego wylewa się ze wszystkich okrętów zespołu. Torpeda z zatopionego już "Achillesa" muska rufę "Garibaldiego" spiesznie podążającego do bazy. Torpeda podąża dalej a skamieniali ze strachu oficerowie na mostku oddychają z ulgą.

Zdjęcie przedstawia sytuację w momencie zakończenia walki: po lewej stronie uchodzące niszczyciele brytyjskie, dalej ocalały niszczyciel typu J, następnie idący w kierunku zachodnim "Bolzano" oraz "Garibaldi" i "Eugene di Savoia". Daleko w prawym górnym rogu zdjęcia dywizjon niszczycieli Soldati, dwa z niszczycieli zwalniają by podjąć osłonę cięższych okrętów, trzeci niszczyciel pełną mocą maszyn pędzi do bazy.

Walka zakończyła się, w odmętach morskich pogrążyły się dwa lekkie krążowniki brytyjskie i 3 brytyjskie niszczyciele. Okręty włoskie bez strat wracają do baz, choć remonty i naprawy z pewnością wyłączą na jakiś czas 3 okręty. Wielkie włoskie zwycięstwo nie byłoby możliwe bez niezwykłego szczęścia dopisującego włoskiemu zespołowi. Ilość cudownym niemalże zdarzeń przekroczyła tego dnia wszelkie normy, ale "audaces fortuna iuvat".

 


Komentarze

Pon 30 Cze, 2014 Bob38 napisał:
Dobrze, że to widziałem, bo taka ilość szczęścia wydaje się niemożliwa. Ale będąc na pokładzie Soldati mogę potwierdzić, że tylko śmiałym sprzyja szczęście, a szarża włoskich niszczycieli była naprawdę aktem wielkiej odwagi ;-)


Dodaj komentarz