Wargaming Zone     

Goście, goście
Data: Wt 09 Lip, 2013
Autor: RaV
AAR z bitwy morskiej w systemie MicronautsŸ: The Game – WWII

"Dzienniki" vice-ammiraglio Luigi Sansonetti

14 kwietnia 1941 r.

Dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Piękna pogoda zwiastowała kolejny nudny dzień w Tarencie. Nastroje we flocie dalekie były od entuzjazmu, niewiele czasu minęło od klęski pod Matapanem, gdzie nasze wspaniałe krążowniki znalazły swój koniec, a mnie przyszło przełknąć gorzką pigułkę porażki.
Z całego 3 dywizjonu ciężkich krażowników tylko "Bolzano" posiadał pełną sprawność bojową, a dzięki moim osobistym zabiegom służył na nim kwiat marynarzy i była to chyba najlepsza załoga w całej flocie w owym czasie. "Bolzano" został więc moim okrętem flagowym.

Z samego rana nadszedł pilny rozkaz z dowództwa Supermariny. Pancernik "Littorio" oraz dwa zespoły krążowników lekkich miały tego dnia prowadzić ćwiczenia, a ja zostałem mianowany dowódcą zespołu. W sumie nie było w tym nic dziwnego, gdyż dowódca "Littorio" był ledwie komandorem, podobnie jak dowódcy lekkich krążowników. I w Tarencie był wówczas tylko jeden admirał dowodzący w linii, czyli ja. Chwilę po otrzymaniu rozkazu na pokład przybył specjalny wysłannik z planem ćwiczeń.
"Bolzano" podniósł parę w kotłach i ruszył na nakazaną pozycję. Daleko przed sobą widziałem maszty okrętów z pozostałych zespołów, szły niespiesznie na południe. Zastanawiałem się, dlaczego nie mamy zapewnionej osłony lotniczej, na moje pytanie uzyskałem od dowództwa odpowiedź, że w pobliżu nie ma żadnych okrętów nieprzyjaciela, a w razie problemów mogę liczyć na lotnictwo morskie. Problem w tym, że nie było żadnych konkretów odnośnie współdziałania. Pocieszałem się, że to tylko ćwiczenia i że kilkadziesiąt mil od Tarentu żadnych Brytyjczyków nie będzie.

Jeszcze w nocy z portu wyszedł stary transportowiec ze szkieletową załogą, który miał holować cel, powolny ten stateczek bez tych godzin przewagi nie nadążyłby za okrętami wojennymi. Po pięciu godzinach rejsu nawiązaliśmy z nim kontakt i "Littorio" rozpoczął przygotowania do ćwiczeń. Zespoły krążowników lekkich miały ćwiczyć osłonę przeciwpodwodną i zwalczanie okrętów podwodnych. "Littorio" znajdował się na północ od mojej pozycji, w namiarze NE znajdowały się krążowniki i niszczyciele.

Tknięty złym przeczuciem nakazałem wypuszczenie po jednym samolocie z każdego okrętu, "Bolzano" nie miał osłony niszczycieli, a przy małej prędkości był narażony na atak okrętów podwodnych, więc czujny obserwator w samolocie mógł w przejrzystych wodach z łatwością wypatrzyć ewentualne zagrożenie. Krążowniki wypuściły swoje samoloty, samolot z "Littorio" dostał zadanie obserwacji i korygowania ognia artylerii głównej. Młodzi chłopcy z "Littorio" dopiero uczyli się swojej sztuki, okręt niedawno zakończył wyposażanie i o ile wiem jego gotowość bojowa pozostawiała wiele do życzenia. Ale po uszkodzeniu "Vittorio Veneto" był to jedyny nowoczesny pancernik jaki posiadaliśmy, a załogę należało zgrać.

"Littorio" rozpoczął strzelanie, okręt cel szedł kursem W ciągnąc tarczę. Nie zazdrościłem chłopakom tej roboty.
Pierwsze salwy "Littorio" poszły fatalnie, ale wstrzymałem się z pretensjami. Kolejna salwa siedziała w celu i zanosiło się, że następne trafią w cel idealnie. To było miłe zaskoczenie.

Początkowe pozycje okrętów włoskich, widok z kierunku W.

Krążowniki prowadziły swoje ćwiczenia bez większych przygód gdy nagle naszedł meldunek z samolotu korygującego ogień "Littorio" o zauważeniu na południe od naszych pozycji dymów. W obszarze naszego działania nie mogło być żadnych naszych okrętów, takie są zasady, ale znając bałagan w dowództwie Supermariny wcale się tym nie zdziwiłem, mogły to być nasze niszczyciele lub inne lekkie okręty patrolujące podejścia do naszych baz. Może nawet jakiś konwój z Grecji, bo choć kierunek nie bardzo pasował, to jednak mógł to być choćby konwój z Krety. Ćwiczenia biegły własnym torem, nakazałem jedynie pilotowi sprawdzenie kim są niespodziewani goście. Pięć minut później nadeszła informacja, że to dwa niszczyciele idące dość szybko kursem N. Wyglądały jak brytyjska klasa Tribal.

Bezzwłocznie nakazałem dowódcy krążownika "Eugenio di Savoia" komandorowi Mirettiemu przerwanie ćwiczeń i rozpoznanie okrętów. Po kolejnych kilku minutach nadszedł meldunek od samolotu ćwiczącego poszukiwania okrętów podwodnych wespół z krążownikiem "Duca degli Abruzzi" o zauważeniu dymu na kierunku E. To było niepokojące, nakazałem przerwanie ćwiczeń wszystkim okrętom, a samoloty miały rozpoznać sytuację. Kolejne minuty przyniosły informacje, że zauważone niszczyciele to prawdopodobnie brytyjska klasa "Tribal". Sytuacja robiła się poważna, ani nasza flota, ani lotnictwo nie miały pojęcia, że w pobliżu bazy kręcą się jakieś jednostki nieprzyjaciela. Zastanawiałem się co należy zrobić w takiej sytuacji, bo rozkazy kategorycznie nakazywały prowadzenie ćwiczeń, a nie było w nich mowy o zachowaniu w obliczu nieprzyjaciela. Pewnie żaden bęcwał w sztabie nie pomyślał o takiej ewentualności. Moje rozmyślania przerwała chwilę później informacja, że z kierunku E zbliża się brytyjski pancernik klasy "Queen Elizabeth". Atmosfera na mostku zgęstniała, bo "Bolzano" nie miał szans z takim przeciwnikiem, a świeżaki na "Littorio" nie dawały gwarancji, że nie umrą ze strachu. Co robić?
Po chwili wahania nakazałem dowódcy krążownika "Duca degli Abruzzi" przyjęcie kursu S i stawianie zasłony dymnej, a jednocześnie dokładniejsze rozpoznanie zespołu brytyjskiego. Komandor Miretti gnał już na spotkanie z niszczycielami brytyjskimi, postanowiłem więc, że "Littorio" pod osłoną dymu z krążownika "Duca degli Abruzzi" i niszczyciela "Alpino" zapewni Mirettiemu wsparcie. Sam skierowałem okręt nieco na południe, by 8-calowe działa mogły ostudzić zapędy Brytyjczyków. Po głowie chodziło mnóstwo pytań: skąd się tu wzięli Anglicy, jaki jest ich cel, ile mają okrętów i gdzie się znajdują? Wściekły nakazałem poinformować bazę w Tarencie i prosić o wysłanie obiecanego wsparcia lotniczego, ale nie otrzymałem nawet potwierdzenia odebrania meldunku. Brawo, niekompetencja w szeregach floty była porażająca.
Nakazałem też dzielnym marynarzom z transportowca porzucić cel i gnać czym prędzej na północ do bazy. Ich mizerny stateczek zadymił i powoli obrał kurs N. Z ich prędkością rzędu 12 węzłów nawet pancernik brytyjski mógł ich dopędzić. Zastanawiałem się, który to z pancerników wybrał się złożyć nam wizytę, do wyboru były aż trzy. W międzyczasie nadeszły meldunki od lotników, że z kierunku SE płyną dwa zespoły: 2 krążowniki lekkie oraz 3 niszczyciele. Poza tym nie zauważono żadnego przeciwnika, och cóż za ulga... Tego nie spodziewałbym się w najgorszych koszmarach, na wodach włoskich, pod nosem trzonu floty i lotnictwa, w tym także naszych ukochanych sojuszników niemieckich, tfu, jakby nigdy nic pojawiają się okręty nieprzyjaciela.

Pojawia się zespół brytyjskich niszczycieli typu Tribal oraz (u góry po prawej) kolejne niszczyciele wraz z krążownikami lekkimi.

Komandor Miretti rusza w kierunku niszczycieli brytyjskich, za jego plecami okręty komandora Matteo stawiają zasłonę dymną, by chronić zespół przed ogniem pancernika brytyjskiego; "Littorio" (z lewej) płynie w kierunku brytyjskich niszczycieli, "Bolzano" (dół) również przygotowuje się do walki z lekkimi okrętami brytyjskimi.

Teraz obraz pola walki był przynajmniej jasny. Brytyjski pancernik był daleko, jeśli zasłona dymna okaże się skuteczna, to jest szansa na poszarpanie lekkich okrętów i wycofanie się do bazy. Żaden sprawny i przebywający wówczas na Morzu Śródziemnym pancernik brytyjski nie mógł wyciągnąć więcej niż 24 węzły, "Littorio" był dużo szybszy.

Teraz już sam widziałem, jak "Tribale" bezmyślnie pchały się w zasięg moich dział i dział "Littorio". Komandor Miretti ze swoim krążownikiem i niszczycielem był już blisko i zezwoliłem obu zespołom na otwarcie ognia, gdy niszczyciele podejdą bliżej. Bałem się tylko ataku lotniczego, zespoły brytyjskie zazwyczaj były osłaniane przez lotnictwo pokładowe lotniskowca, istniała ogromna szansa, że gdzieś w pobliżu może on przebywać. Ale to był element ryzyka, które świadomie przyjąłem na swoje barki. Ucieczka w takiej sytuacji mogłaby bardzo źle wpłynąć na morale floty, które i tak było bardzo niskie. A zwycięska potyczka mogła być cenną zaliczką na przyszłość.

Jakoż po kilku minutach gruchnęła salwa z "Littorio". Niecelna. Niszyciele zatoczyły łuk i skręciły na kurs NW, wyraźnie widać było, że szykują się do ataku torpedowego. Cele mogły być dwa: albo okręty komandora Mirettiego albo "Bolzano", który z pełną już teraz prędkością gnał na spotkanie z niszczycielami. Zagrzmiała salwa z "Bolzano", okręt zatrząsł się, ale niestety, salwa była za długa, dalmierzyści od dobrych kilku minut namierzali okręty brytyjskie, lecz spora prędkość i nakazane przeze mnie zmiany kursu sporo im pewnie namieszały. Dowódca "Bolzano" mruknął z uznaniem, że również okręty komandora Mirettiego rozpoczęły ogień, niestety bez sukcesu.

Przeciwnik wyraźnie popełniał błąd, jego okręty szły bez koordynacji do ataku, niszczyciele praktycznie nie miały żadnej osłony ciężkich dział. Kolejne salwy naszych okrętów nakryły nieprzyjacielskie niszyciele, zdaje się, że komandor Miretti miał dziś szczęście, dowódca "Littorio" chyba też miał powody do zadowolenia. Po szybkiej wymianie zdań komandor Tomassi z "Littorio" zdecydował, że ciężka artyleria ostrzela wchodzące w zasięg krążowniki lekkie, które tymczasem rozpoczęły strzelanie do okrętów lekkiego zespołu Mirettiego. Jeden z "Tribali" otrzymał kilka trafień i zaczął pogrążać się w wodzie. Chwilę później dowódca "Bolzano" z triumfem wykrzyknął "W celu!". Spojrzałem na drugiego Tribala - ciężkie pociski naszego krążownika zdemolowały go i okręt błyskawicznie zatonął. Cieszyłem się z tego faktu, jednak w głębi serca czułem podziw dla odwagi brytyjskich marynarzy, którzy odważyli się na atak w tak niesprzyjających okolicznościach.

Pośrodku kadru "Eugenio di Savoia" celną salwą demoluje brytyjski niszczyciel, po czym wykonuje zwrot w obawie przed torpedami oraz by wyjść spod ognia brytyjskich krążowników. Na dole "Bolzano" strzela do drugiego niszczyciela, bardzo ciężkie prezenty z "Littorio" (lewy górny róg) również mkną w kierunku nieprzyjaciela. Za "Littorio" uciekający stateczek-holownik.

Obserwując chwilę później zespół komandora Mirettiego zauważyłem trafienia na naszym niszczycielu "Ascari", który zbliżył się za bardzo do brytyjskich krążowników. Po reprymendzie Miretti zameldował, że niszczyciel doznał sporych uszkodzeń i natychmiast zawraca do bazy. Nie mogłem tego zmienić, rozkazy Supermariny były tu jasne - uszkodzone okręty mają się wycofywać do baz bezzwłocznie, nie możemy sobie pozwolić na straty. Dowódca niszczyciela wykonał zwrot i z maksymalną możliwą prędkością ruszył kursem NNW. Komandor Miretti nakazał mu widocznie postawienie zasłony dymnej, bo ciągnęła się za nim smuga dymu, zauważyłem, że nie jest to na szczęście pożar.

Pole walki widziane od strony zespołów brytyjskich - niszczyciele typu "Tribal" już poszły na dno, a okręty włoskie wykonują zwroty, by wyjść spod ognia.

Teraz skierowałem "Bolzano" na kurs E chcąc dorwać brytyjski krążowniki. Jeden z nich dostał trafienie z ciężkiej artylerii "Littorio" właśnie w momencie, gdy skierowałem nań swoją lornetkę. Okręt jakby zatrzymał się, po czym ruszył dalej. To niebywałe, ale tak właśnie było, płynął dalej jakby nic się nie stało! Wydawało mi się, że mamy szansę zatopić jeszcze co najmniej jeden krążownik lekki, gdy zdałem sobie sprawę, że artyleria brytyjskiego pancernika ma nas w zasięgu. Takiego przeciwnika nie można lekceważyć, komandor Mateo zameldował, że pociski z pancernika obramowują jego okręty. Nakazałem mu zwiększenie dystansu i próbę wyjścia poza zasięg ognia, jednocześnie miał utrzymywać zasłonę dymną. Z ciężkim sercem pozwoliłem dowódcy "Littorio" wysłać jeszcze jedną salwę w kierunku Brytyjczyków, po czym bezwzględnie zawrócić do bazy. Nie mogłem ryzykować starcia nie wyszkolonej i nie przygotowanej załogi z weteranami z brytyjskiego ciężkiego okrętu. Marynarze brytyjscy doskonale znali swój fach i nawet nasza przewaga prędkości nic by tu nie dała. Liczyłem, że lotnictwo rozprawi się z zuchwalcami, udało mi się bowiem przytrzymać nieprzyjaciela prawie godzinę, więc nie miał wielkiej szansy na ucieczkę. Tylko gdzie ci cholerni lotnicy?
Oba zespoły krążowników miały przyjąć kurs NW i z pełną prędkością oderwać się od niepzyjaciela. Komandorowi Mateo nakazałem zdjęcia załogi z transportowca, nie miałem nadziei, by ze swoją mizerną prędkością uszedł ciężkiej artylerii brytyjskiego pancernika.

Komandor Matteo na krążowniku "Duca degli Abruzzi" wykonuje odejście od nieprzyjaciela.

Widok szyku okrętów brytyjskich w chwili, gdy okręty włoskie znajdują się już w pełnym odwrocie do Tarentu.

Niszczyciel "Ascari" próbuje dość ryzykownie (przed dziobem "Duca degli Abruzzi") podejść do statku-holownika, by przejąć załogę i zatopić statek.

Gdy "Bolzano" płynął już kilka minut kursem NW nagle krążownik "Duca degli Abruzzi" przysłoniły dwa potężne wybuchy. Fontanny wody wystrzeliły w górę. Albo miny albo torpedy, ale skąd? Po chwili radiooperator przyniósł wiadomość, że "Duca degli Abruzzi" otrzymał dwa trafienia torpedami. A więc okręty podwodne! Stan okrętu pozwalał mieć nadzieję, na jego uratowanie, ale zaraz przyszła informacja o wielkim przecieku. Nakazałem więc niszczycielowi "Ascari" podejść do "Duca degli Abruzzi" w celu pomocy w naprawach, ale po kilku minutach nadeszła informacja, że okrętu nie da się uratować, powoli tonął, a załoga w połowie była już za burtą. Niszczyciel, ryzykując atak torpedowy, zdjął na moje polecenie pozostałych przy życiu marynarzy z tonącego krążownika i z wody, a następnie podszedł do transportowca, by przejąć kilku członków załogi. Komandor Matteo na szczęście był wśród uratowanych. "Littorio" dostał zadanie dobicia transportowca, co wykonał jedną, precyzyjną salwą głównej artylerii. Plułem sobie w brodę, że nie zdecydowałem się na pojedynek z Brytyjczykiem, przy takiej skuteczności ognia "Littorio" fakt, że miał niewyszkoloną załogę, jakby zupełnie nie istniał, strzelali naprawdę świetnie.

Kaboooom!!! "Duca degli Abruzzi" storpedowany! "Ascari" po wyłowieniu załogi krążównika, przejmuje również załogę statku-holownika.

Oderwaliśmy się od nieprzyjaciela, który nie kontynuował pościgu, ale nie czułem smaku zwycięstwa. Nagła i niespodziewana strata "Duca degli Abruzzi" odarła nas z chwały, którą z pewnością okrylibyśmy się, gdyby wszyskie okręty wróciły do bazy. I niewielkim pocieszeniem były dobre wyniki strzelań "Littorio"...

"Eugenio di Savoia" mija tonący po salwie "Littorio" statek-holownik oddając ostatnie honory tonącemu krążownikowi "Duca degli Abruzzi". Niszczyciele z dużą prędkością podążają w awangardzie, również "Littorio" (na dole) opuszcza pole walki. "Bolzano" po wysforowaniu się mocno na południe, po szerokim nawrocie pędził kursem zachodnim próbując dogonić pozostałe okręty i nie ma go w tym kadrze.

---

Te stylizowane wspomnienia opisują starcie, które w realiach Morza Śródziemnego zostało rozegrane 31 maja 2013 r. w Bochni. Ciekawy scenariusz, fajna zabawa. Bitwa po podsumowaniu sędziego zakończyła się remisem, obiektywnie można by ją nawet uznać za niewielki sukces floty włoskiej, gdyż ich okręty miały specjalną zasadę: po trafieniu w artylerię główną, maszynownię, bądź elektrykę bezwględnie musiały obrać kurs do bazy, co drastycznie zmniejszało ich wartość bojową.
Z kolei Brytyjczycy mieli problemy z paliwem, więc za wyjątkiem "Tribali" nie mogli rozpędzać się do pełnych prędkości.
W bitwie udało nam się w pełni wykorzystać potencjał lekkich okrętów włoskich, które skuteczną zasłoną dymną uniemożliwiły brytyjskiemu pancernikowi narobienie nam problemów, z kolei po zatopieniu dwóch "Tribali" chciałem się prędko wycofać, co byłoby z pewnością dużym zwycięstwem strony włoskiej, ale nie przewidziałem okrętu podwodnego, choć się ich oczywiście, jak zawsze, spodziewałem.

Przy okazji ujawniła się jeszcze niespodziewana słabość zasad Micronauts: brak przepisów do wykrywania okrętów podwodnych na głębokości peryskopowej, zarówno przez okręty, jak i samoloty. I ten mankament trzeba będzie skorygować, bo raczej nie doszłoby do skutecznego ataku torpedowego, gdybyśmy takowe zasady mieli - w powietrzu wisiało sporo samolotów, które okręt podwodny by wykryły, również okręty nawodne mogły zauważyć ślad peryskopu, wszak warunki pogodowe był idealne.
Te przepisy i zasady musimy wymyślić sami, bo na razie GHQ nie raczyło odpowiedzieć na propozycje, które im wysłałem w tej sprawie.


Dramatis personae

okręty RM:
CA Bolzano - wiceadmirał Sansonetti
BB "Littorio" - komandor Tomassi
CL "Duca degli Abruzzi", DD "Alpino" - komandor Matteo
CL "Eugenio di Savoia", DD "Ascari" - komandor Miretti

okręty RN
BB "Warspite" (uszkodzony, wyłączona wieża jedna rufowa)
CL "Ajax", CL "Achilles"
DD klasa J: "Janus", "Juno", "Jersey",
DD klasy Tribal: "Bedouin", "Maori"
okręt podwodny klasy "Urchin"

Szczegóły scenariusza

Okręty RM wypłynęły w morze w celach szkoleniowych, meldunek został przejęty przez Brytyjczyków, w rejon ćwiczeń zostały wysłane okręty nawodne i jeden będący w pobliżu okręt podwodny.

Czas akcji: początek kwietnia 1941 (po bitwie u Przylądka Matapan)

 


Komentarze

Dodaj komentarz