Wargaming Zone     

Polowanie z nagonką
Data: Nd 24 Lut, 2013
Autor: RaV
AAR z bitwy morskiej w systemie MicronautsŸ: The Game – WWII

Gotowy scenariusz do pobrania scenariusz2naval.doc

Po kilku rozegranych bitwach w systemie Micronauts postanowiłem spróbować swoich sił jako autor scenariusza. Ponieważ dotychczasowe bitwy angażowały wyłącznie siły nawodne, postanowiłem wprowadzić pewną "innowację", na początek na ograniczoną skalę. Chodzi o okręty podwodne.

W spotkaniu miało wziąć udział 7 graczy plus sędzia. Zakładałem, że sędzia również będzie mógł brać udział w rozgrywce, ale w ramach ściśle określonych i tak, by jak najmniej jego działanie ingerowało w przebieg rozgrywki.

Cały scenariusz wraz z założeniami znajduje się w załączniku, poniżej przebieg rozgrywki.

Akcja dzieje się jesienią 1942 r. na Atlantyku na zachód od wybrzeża Francji. Aliancki konwój zmierza do Afryki, a niemiecki zespół nawodny próbuje go przechwycić. Bitwa zaczyna się, gdy niemiecki krążownik "Prinz Eugen" wraz z 4 niszczycielami wypływa z niewielkiego szkwału idąc kursem mniej więcej 200. Jakieś 40.000 jardów na zachód od zespołu niemieckiego płynie aliancki konwój - kurs 180. Konwój posiada typowe ugrupowanie - po bokach krążowniki osłaniające transportowce, dookoła również pierścień niszczycieli. Klasyka i podstawy rzemiosła marynarskiego.

Szyk konwoju alianckiego - w środku transportowce osłaniane przez niszczyciele, na prawej burcie dwa krążowniki lekkie i niszczyciele zespołu komodora konwoju, na lewej burcie zespół krążowników typu Dauntless. W tle wychodząca ze szkwału eskadra niemiecka.

Niemiecki zespół płynie z prędkością około 24 węzłów, nie zna dokładnej pozycji przeciwnika, jednakże wie o jego istnieniu z przechwyconego meldunku od okrętu podwodnego z zespołu, który patroluje ten rejon. Eskadra niemiecka po zauważeniu konwoju przyspiesza jednocześnie zmieniając kurs bardziej ku zachodowi. Aliancki zespół po zauważeniu wrogich okrętów tylko w niewielkim stopniu reaguje - od konwoju odłącza się zespół lekkich krążowników starego typu Dauntless, niszczyciele eskorty rozpoczynają stawianie zasłon dymnych. Zasłony te z różnym natężeniem będą występować przez cały czas trwania bitwy zasłaniając skutecznie nie tylko transportowce, ale czasami również widoczność własnym jednostkom.

Zespół niemiecki wychodzi ze szkwału deszczowego i rozpoznaje konwój na prawej burcie.

Osłona konwoju stawia zasłony dymne, amerykański krążownik zwalnia, by przejść na tyłach konwoju na lewą burtę. Na pierwszym planie lekkie krążowniki typu Dauntless.

Niestety, niemieckiego dowódcę czeka niemiła niespodzianka. Na jednym z niszczycieli dochodzi do awarii kotłowni, prędkość spada do około 10-12 węzłów (to zdarzenie przygotowane przez autora scenariusza). Niemiecki dowódca odmawia kapitanowi niszczyciela zgody na powrót do portu w Breście i niszczyciel po opanowaniu awarii wlecze się z niewielką prędkością za zespołem (usunięcie awarii również zostało przygotowane przez autora scenariusza, przy czym prędkość niszczyciela była zredukowana na cały czas trwania bitwy).

Mimo niepowodzenia i niezbyt korzystnego układu sił dla strony niemieckiej pozostałe 3 niszczyciele przyspieszają. Ruszają do szalonej szarży na dwa alianckie krążowniki "Conrad" i "Dragon". Nie są bez szans, siłę ognia mają bardzo zbliżoną (2 niszczyciele to klasa Narvik - dobrze uzbrojona), w dodatku mają przewagę liczebną. Ciężki krążownik skręca na kurs mniej więcej 300 i próbuje zajść konwój od tyłu, co wywołuje reakcję pozostałych krążowników - powoli przechodzą one z prawego skrzydła konwoju i tyłu na lewą stronę płynących transportowców. Sam zespół transportowców przyspiesza i zmienia kurs na południowo-zachodni co okaże się brzemienne w skutkach.

Konwój zmienia kurs na południowo-zachodni, krążowniki na lewej burcie stawiają pomocniczą zasłonę dymną.

Na pierwszym planie zespół niszczycieli niemieckich szykuje się do gwałtownego ataku torpedowego, krążownik "Prinz Eugen" próbuje okrążyć konwój i idzie kursem Wchodnim ku północy. Z prawej strony niszczyciel typu Leberecht Maass z uszkodzonym napędem próbuje podążać za zespołem od którego się oderwał. Ze swoją prędkością około 10 węzłów nie ma na to wielkich widoków.

Rozpoczyna się bitwa i niemieckie niszczyciele próbując pokonać odseparowane od konwoju krążowniki desperacko skracają dystans. Wymiana ognia z krążownikami początkowo układa się pomyślnie - na jednym z okrętów brytyjskich przestraszone załogi blokują dwie wieże działowe niewprawnym czy zbyt szybkim obsługiwaniem, co skutecznie wyłącza je z walki na kilka minut. Po pewnym czasie awarie zostają usunięte i krążowniki wzmagają ostrzał. Niestety, zespół niemiecki nie ma szczęścia. Niszczyciele fatalnie pudłują, a alianckie krążowniki strzelają coraz celniej. Efekt jest taki, że niszczyciele odnoszą duże uszkodzenia, udaje im się jednak wystrzelić torpedy na lewą burtę. W szalonej szarży dwa duże niszczyciele zostają zatopione ogniem dział, jeden niszczyciel niemiecki kontynuuje szarżę w kierunku transportowców. Desperacja i poświęcenie niemieckich marynarzy były ogromne: po wystrzeleniu torped z jednej wyrzutni dowódca niszczyciela planował uderzyć drugą salwą torpedową, ale załadowana i gotowa do działania wyrzutnia została zniszczona ogniem artylerii brytyjskiej. W czasie przeładowywania pustej wyrzutni także i ona została rozbita pociskiem z działa.

Konwój nadal podąża zmienionym kursem, krążowniki lekkie osłaniają lewą burtę stawiając zasłonę dymną. Za chwilę wykonają zwrot na lewą burtę ku pędzącemu zespołowi niemieckich niszczycieli. Prostopadle do kursu konwoju, z niewielką prędkoścą przesuwa się amerykański krążownik.

Po zwrocie lekkie krążowniki alianckie (na pierwszym planie) rozpoczynają pojedynek z niemieckimi niszczycielami, które z dużą prędkością próbują dogonić konwój. Chwilowo prawa flanka niemieckich niszczycieli zasnuta jest dymem, co daje im spore szanse w starciu z brytyjskimi krążownikami, bo reszta alianckich okrętów nie może wziąć udziału w walce.

Widok na konwój z mostka krążownika "Prinz Eugen". Po lewej niemieckie niszczyciele.

Widok na konwój i siły niemieckie od strony północno-zachodniej, w centrum lekki krążownik amerykański, wyżej niszczyciele, po lewej sylwetka krążownika "Prinz Eugen".

Po szarży... Dwa niemieckie niszczyciele toną, krążowniki brytyjskie wykonały zwrot na prawą burtę by uniknąć torped, białe markery oznaczają miejsca salw torpedowych z niemieckich niszczycieli. Opary dymu rozwiały się i powoli wynurzają się z nich pozostałe okręty osłony, "Prinz Eugen" znajduje się poza kadrem z prawej strony próbując opłynąć konwój.

Jedna z torped wystrzelonych przez niemieckie niszczyciele dosięga angielski krążownik, wybuch wstrząsa okrętem, utrzymuje się on jednak na powierzchni i po opanowaniu sytuacji jest w stanie kontynuować walkę.

Buuuum!!! Po kolejnym zwrocie na lewą burtę jeden z krążowników brytyjskich otrzymuje trafienie torpedowe, lecz uszkodzenia nie są śmiertlne i może kontynuować walkę. Pozostałe torpedy chybiają, a samotny niszczyciel niemiecki desperacko próbuje wyjść na pozycję do strzału torpedowego do transportowców.

Dopełnia się tymczasem los samotnego niemieckiego niszczyciela - w skoncentrowanym ogniu z dwóch stron (od północy nadpłynęły pozostałe krążowniki i część niszczycieli alianckich) potrzaskany okręt idzie na dno. Brytyjski ogień a także ostrzeliwanie wroga z dwóch kierunków zasługują na spore uznanie, choć po części taka sytuacja wyniknęła z kiepskiej celności niemieckich artylerzystów, gdyby strzelali celniej, mieli duże szanse na wyeliminowanie z walki dwóch krążowników brytyjskich.

"Prinz Eugen" widoczny po prawej nawiązuje walkę ogniową z krążownikami osłaniającymi konwój, po lewej niszczyciel niemiecki tuż przed zatonięciem - salwy z alianckich okrętów obramowują okręt i wielokrotnie trafiony zniknie pod wodą.

Ostatni rzut oka na samotny niemiecki niszczyciel - tym razem już tylko w roli tarczy strzelniczej.

Na placu boju pozostał jedynie wlokący się ku zagładzie niszczyciel z uszkodzonym mechanizmem napędowym oraz "Prinz Eugen". Ciężki krążownik również nie ma łatwego zadania - lekkie krążowniki skutecznie ostrzeliwują większego kolegę, same odnoszą niewielkie uszkodzenia. "Prinz Eugen" wychodzi tymczasem na idealną pozycję do strzału - salwy burtowe wstrząsają okrętem, ale ich skutek jest raczej słaby. Co ciekawe, lekki krążownik angielski przebijając się w zasłonach dymnych zwolnił w pewnym momencie do 5 węzłów, przez co niemal stał w miejscu - tej idealnej szansy nie wykorzystał dowódca "Prinz Eugena" choć mógł wystrzelić wiązkę torped - w tak wielkim tłoku i zamieszaniu (4-5 okrętów na linii strzału) salwa ta mogła przesądzić wynik walki. Ciekawe że i dowódcy alianccy jakby zapomnieli o śmiercionośnych cygarach, które mieli na pokładzie.
Ogniem artyleryjskim próbowali również kierować piloci samolotów zwiadowczych obu stron, artylerzystom "Prinz Eugena" udało się strącić bzyczącą nad głowami maszynę aliancką, pilot niemieckiego Arado uniknął zestrzelenia i przez całą bitwę koordynował ogień własnego okrętu.
Po stronie alianckiej wyróżniła się szczególnia załoga amerykańskiego krążownika, który choć przyjął kilka trafień doskonale sobie radził - to zasługa mocnej konstrukcji i solidnego jak na lekki krążownik - pancerza. Trzeba też pamiętać, że okręt niedawno wszedł do służby, a załoga niemal w ogóle nie wąchała prochu, więc takie jej wyczyny zasługują na uznanie.

Mimo zatopienia niemieckich niszczycieli walka wcale nie przygasa. Oto "Prinz Eugen" równie śmiałą szarżą niemal przedostaje się na prawą flankę konwoju gdy otrzymuje trafienie we wrażliwe miejsce - pada elektryczność na całym okręcie. Załoga zaczyna w pośpiechu naprawy, niestety idzie to tak fatalnie, że system psuje się całkowicie. Artylerzyści krążownika prowadzą ogień niemal tak, jak za czasów napoleońskich - celują na lufy dział. Oczywiście skuteczność tego ognia jest żałosna, niemniej przy zmniejszającym się dystansie mogła w pewnym momencie zagrozić niszczycielom i transportowcom, do których próbował przedrzeć się niemiecki dowódca.

Rozpędzony "Prinz Eugen" mija zespół alianckich krążowników od rufy, podczas pojedynku poważnie została uszkodzona instalacja elektryczna krążownika, co w tym starciu w zasadzie powinno zmusić go do szybkiej ucieczki z pola walki.

Niewykorzystana okazja dowódcy "Prinz Eugena" - w trakcie swojego manewru mógł strzelić salwę torpedową z lewej burty w wolno idące okręty alianckie, w gęstym dymie zasłon szansa przepadła. Daleko powyżej zespołu alianckiego tonący niszczyciel niemiecki. Tymczasem w miejscu gdzie znajduje się konwój (prawy górny róg) swój wielki dzień mają niemieccy podwodniacy.

Jednakże do tego nie doszło, bowiem z całą brutalnością objawiła się zasadzka, w jaką dostali się alianci. Wskutek zmiany kursu ku południowemu zachodowi konwój wszedł w strefę, gdzie czekały na niego 3 niemieckie okręty podwodne. Konwój wszedł idealnie pod strzał torpedowy. Od początku bitwy niemieckie okręty podążały w kierunku konwoju na głębokości peryskopowej, gdyż przy doskonałej widoczności i pogodzie próba podejścia do konwoju na powierzchni łatwo skończyłaby się dla odważnego podwodniaka gwałtownym i niekontrolowanym zanurzeniem. Okręty podwodne wytrzymały do końca i wszystkie 3 wypuściły salwę po 4 torpedy w defilujące im przed dziobami okręty. Torpedy przeszły pod kadłubami niszczycieli eskorty i precyzyjnie uderzyły w głębiej zanurzające się transportowce. Jeden otrzymał dwa trafienia, w drugi uderzyła jedna torpeda. Wybuchy dosłownie rozerwały jeden z transportowców, drugi tonął wolniej, ale nieubłaganie. Skonfundowane i zaskoczone załogi niszczycieli mogły tylko obserwować kilkunastosekundowy pokaz fajerwerków.

W tym momencie bitwa została zakończona wielkim zwycięstwem strony niemieckiej, która osiągnęła maksymalne warunki zwycięstwa.

Pora na podsumowanie działań każdej ze stron oraz objaśnienie scenariusza.

Ponieważ broń podwodna dopiero miała zadebiutować i żaden z graczy (włącznie z autorem scenariusza) nie miał z nią praktycznego doświadczenia scenariusz zakładał, że okręty podwodne będą dowodzone przez autora scenariusza i sędziego zarazem. Ich ruchy były rozrysowane na 10 tur naprzód bez możliwości zmiany do tego czasu. Założenie było takie, że jeśli zespół aliancki podąży dotychczasowym kursem lub minimalnie z niego zejdzie, wówczas okręty podwodne będą miały możliwość strzelenia torped na maksymalnym zasięgu lub w ogóle zasięgu mieć nie będą. Do tego gracze zostali poinstruowani (kilka razy), że ich sonary działają do prędkości 10 węzłów. Okręty podwodne były więc elementem mocno niepewnym i raczej nieprzewidywalnym, dodatkowo ograniczyłem ich liczbę do 3, choć w normalnych warunkach konwój powinno atakować 5-9 jednostek, a nawet dużo więcej, wszak wilcze stada liczyły często po kilkanaście sztuk.

Strona niemiecka nie miała łatwego zadania, gdyż ciężki krążownik nie podoła 4 lekkim krążownikom wraz ze sporą liczbą niszczycieli. Dodatkowo, dowódcę niemieckiego czekała pewna, acz nieznana mu początkowo, przykra historia z wyłączeniem jednego niszczyciela (miał to być drugi z mniejszych niszczycieli, by nie psuć szyku, dlatego konkretny okręt został wskazany przez sędziego po ustawieniu szyków przez stronę niemiecką). Zdarzenie to miało symulować nieprzewidywalność pola walki i straty "niebojowe", a wzorowałem się akurat na bitwie pod Matapanem, gdzie staremu niszczycielowi australijskiemu taka właśnie historia się przydarzyła i musiał płynąć do bazy zamiast wziąć udział w bitwie.

Strona niemiecka nie miała też precyzyjnych informacji o konwoju, mogła spodziewać się ciężkich krążowników, bo obserwator błędnie rozpoznał typy jednostek (a miał prawo się pomylić, bo lekkie krążowniki z osłony konwoju wielkością dorównywały ciężkim krążownikom). Plusem było to, że ciężkich okrętów Royal Navy raczej nie było w pobliżu, choć zawsze zalecam ostrożność jeśli chodzi o dane wywiadowcze ;)

Nie istniała żadna współpraca bezpośrednia jednostek nawodnych z okrętami podwodnymi, jednakże dzięki namierzeniu konwoju niemieccy dowódcy znali jego pozycję oraz mogli mieć świadomość, że u-booty krążą gdzieś w pobliżu.

Nie wspomnę już o tym, że warunki zwycięstwa strony niemieckiej były niezwykle trudne, scenariusz w tym aspekcie był mocno niezbilansowany i dugo wahałem się, czy nie dorzucić zespołowi niemieckiemu lekkiego krążownika.

Ze względu na tę sumę nieszczęść strony niemieckiej dowodzenie nią powierzyłem doświadczonym i ostrożnym graczom. Jak się okazało z tą ostrożnością trochę się pomyliłem, jednak polski ułański charakter nie pozwolił im na spokojne podchody do przeciwnika.

Strona aliancka nie miała wielkich utrudnień. Zasadniczym problemem było utrzymanie kursu, prędkości i szyku konwoju. Wielką niepewną była informacja o przebywającym w Breście pancerniku, ale tym razem nie był on gotowy do akcji i nie użył swych potężnych dział do zatopienia alianckiego konwoju.

Oceniając działania stron muszę przyznać, że Niemcy aktywnie i szybko ruszyli do ataku. Zapewne sytuacja mogłaby wyglądać nieco inaczej, gdyby "Prinz Eugen" wsparł ogniem swoich dział szarżę własnych niszczycieli. Uderzenie 8-calowego pocisku powoduje spore zniszczenia, takiego wsparcia niemieckim niszczycielom zabrakło. Kolejną niewykorzystaną sytuacją było trzymanie przez dowódcę krążownika torped w chwili, kiedy niewielki dystans niemal gwarantował trafienie albo i więcej trafień. Podsumowując muszę jednak napisać, że tak dynamicznego i ostrego ataku dawno nie widziałem, a manewry "Prinz Eugena" również miały spory wpływ na działanie alianckich okrętów (początkowa odległość pomiędzy zespołami wynosiła około 35.000 jardów).

Jeśli chodzi o stronę brytyjsko-amerykańską zdziwiłem się ustawieniem krążowników lekkich na tyłach i prawej flance konwoju. Zagrożenie ze strony ciężkich okrętów raczej istniało od wschodu i tu należałoby położyć więcej sił, w dodatku przez kilkanaście minut od zauważenia przeciwnika ta sytuacja się nie zmieniała, a ciężar pojedynku niosły tylko dwa wysłużone krążowniki lekkie. Z drugiej strony takie zachowanie komodora konwoju wynikało zapewne z oczekiwania na pojawienie się pancernika, który przecież mógł być całkiem blisko - do końca bitwy jeden z samolotów zwiadowczych konwoju latał dookoła wypatrując kolejnego przeciwnika (doskonały pomysł skądinąd). Dane wywiadowcze były na tyle nieprecyzyjne, że obawa przed spotkaniem pancernika była mocno zasadna i chyba ta niepewność mocno dowódcy konwoju ciążyła. Podkreślić jednak wypada, że konwój przez cały czas zachowywał szyk i spójność, zawiodła jednak ochrona przeciwpodwodna.

Jak wspomniałem najgorszym błędem aliantów był brak zabezpieczenia przeciwpodwodnego. Kilka razy starałem się zwrócić na to uwagę, może nieco przekraczając kompetencje sędziego, lecz uniesieni zwycięstwem alianci zwiększyli prędkość transportowców i niszczycieli do 16 węzłów. Chcieli zapewne szybciej opuścić pole walki, zwłaszcza, że na tyły wychodził potnecjalnie bardzo groźny niemiecki ciężki krążownik (o uszkodzeniu układu elektrycznego oczywiście nie mieli pojęcia, a to jednak bardzo poważna awaria), na pewno też cieszyli się bardzo z klęski zadanej dotychczas niemieckiemu zespołowi. I ten jeden błąd doprowadził do zguby konwoju, inna sprawa, że choć sędzia kierował okrętami podwodnymi kostkologią zajął się dowódca leżących już wówczas na dnie niszczycieli niemieckich i pięknymi rzutami posłał oba transportowce na dno. To doskonała rehabilitacja za nieskuteczny ogień z początku starcia :)

Cała walka trwała około godziny realnego czasu, zabawa była znakomita zwłaszcza, że parę manewrów (stawianie zasłony dumnej, samolot zwiadowczy wypatrujący przed konwojem nieprzyjaciela czy próba otoczenia konwoju z dwóch stron okrętami nawodnymi) zasługuje na uznanie i było wykonanych naprawdę profesjonalnie.

Przed nami walki lotnicze, które należy poćwiczyć i sprawdzić, mam nadzieję, że i w tym temacie powstanie dobry AAR. Ahoj!

 


Komentarze

Wt 19 Mar, 2013 Marcin G napisał:
Tym bardziej, że zwiększenie prędkości nawet w przypadku ataku podwodnego jest jakąś taktyką - utrudnia wykrycie o.p., ale i utrudnia trafienie przez niego torpedami (chyba to w systemie jest uwzględnione?).

Nd 10 Mar, 2013 Hubert napisał:
Tak na szybko - jakoś nie za bardzo sobie przypominam historyczne starcie z okresu IIWŚ, gdzie strona zagrożona atakiem sił nawodnych redukuje prędkość ze względu na potencjalne zagrożenie atakiem podwodnym. Oczywiście w oparciu o zdjęcia ciężko ocenić, czy zagrożenie stworzone przez siły nawodne uzasadniało utrzymanie prędkości, ale co do historycznych precedensów to ja bym raczej nie nazwał tego błędem.

Śr 27 Lut, 2013 Bob38 napisał:
Świetny opis, zdjęcia dobrze oddają klimat starcia, mam nadzieję, że niedługo spotkamy się znowu na "morzu", a wtedy postaram się być nieco bardziej ostrożny, choć to co zrobiłem w tej bitwie mogło się udać... zabrakło nieco szczęścia :-(

Nd 24 Lut, 2013 Marcin G napisał:
Bardzo ciekawa bitwa i świetnie napisany pobitewny raport. Zdjęcia fajnie skadrowane i opisane oddają klimat.


Dodaj komentarz