.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Max Manus. Człowiek wojny:.
Wargaming Zone     
Niedziela godzina 02:36,
16 grudzień 2018

Max Manus. Człowiek wojny
Data: Pon 18 Kwi, 2011
Autor: Paweł Zatryb
Tym razem słowo o norweskim filmie wojennym opartym na faktach

Max Manus. Człowiek wojny

Recenzja:
Tytuł: Max Manus. Człowiek wojny
Producent: Filmkamertene AS & CoproductionScenariusz: John M. Jacobscen
Reżyseria: John M. Jacobsen
Obsada: Axsel Hennie, Nicolai Broch, Agnes Kittelsen i inni
Rok produkcji: 2008
Data wydania: 2010
Polski wydawca: Kino Świat
Rodzaj nośnika: DVD
Cza trwania: 113 min

Opis:
Moją recenzję zacznę od opisu na rewersie okładki: Prawdziwa historia Maxa Manusa - lidera partyzanckiej grupy „Gang z Oslo", który w wojnie z nazistowskimi Niemcami pomógł wyzwolić swój kraj i stał się żywą legendą. Grupa zasłynęła spektakularnymi akcjami dywersyjnymi wobec niemieckich okrętów stacjonujących w porcie w Oslo. Tą najważniejszą było zatopienie torpedowca „Donau". Film został nagrodzony 6 najważniejszymi norweskimi nagrodami dla twórców kultury i uzyskał 10 nominacji w różnych międzynarodowych konkursach filmowych. W krajach skandynawskich był wielkim sukcesem kasowym.

Można powiedzieć, że doczekaliśmy czasów, w których za kręcenie filmów historycznych wzięli się twórcy ze społeczeństw powszechnie uważanych za pacyfistyczne (nie zaliczam do tej kategorii z przyczyn oczywistych Finów). Mówiąc ogólnie film ukazuje losy grupy ruchu oporu od wybuchu II wojny światowej aż do lata 1945 roku.

Po obejrzeniu filmu stwierdzam, że jest to „kawał dobrej roboty". Oparty jak już wspomniano na faktach film opowiada historię Maxa Manusa, kształtowanie się i działalność ruchu oporu w Norwegii. Możemy obserwować jak patrioci - amatorzy z roku 1940 - dzięki profesjonalnemu treningowi w brytyjskich jednostkach szkoleniowych na terenie Wielkiej Brytanii i pod wpływem własnych, często tragicznych doświadczeń okupacyjnych, przekształcają się w profesjonalnych sabotażystów i dywersantów, którzy zadają wymierne ciosy machinie wojennej III Rzeszy. Dzięki nim okupanci (a nie zapominajmy, że w dniu 8 maja 1945 roku na terenie Norwegii stacjonowało 400 tysięcy niemieckich żołnierzy), muszą jak to ładnie ujęto w filmie, „cały czas pamiętać, że tu też toczy się wojna". Przy okazji ukazano postawy norweskiego społeczeństwa wobec wojny, okupanta i ruchu oporu. I trzeba przyznać, że w filmie nie ukrywa się kłopotliwego faktu jakim była kolaboracja znacznej części społeczeństwa z wrogiem. Zresztą ujmując rzecz w sposób współczesny „antyterrorystyczne" działania Niemców, a w szczególności Gestapo, stanowią jeden z wątków filmu. Zawiodą się niestety amatorzy wielkich scen batalistycznych, co nie znaczy, że w ogóle nie ma scen z udziałem wielu statystów. W „Max Manus" akcje bojowe można policzyć na palcach jednej ręki. Niejako na pocieszenie otrzymujemy ciekawą scenę retrospekcyjną z potyczki z wojny radziecko - fińskiej, w której brał udział główny bohater.

Aby jednak nieco zepsuć ten optymistyczny obraz muszę napisać o scenach, które wydają mi się mocno naciągane. Po pierwsze w trakcie kilkukrotnego pobytu w Szwecji bohater zachowuje się jak na urlopie - nie kryjąc, że jest poszukiwanym przez Niemców ważnym członkiem ruchu oporu. Po drugie po jednym z zamachów widzimy jak Max Manus uciekając na rowerze prowadzi za siebie na wyczucie ogień ze stena eliminując obsadę ścigającego go motocykla. Nie muszę dodawać, że ostrzał z zamocowanego na motocyklu MG jest nieskuteczny ;)

Reasumując - w mojej subiektywnej ocenie film warty obejrzenia.

A na marginesie dodam, że porównując rodzime produkcje „historyczne" (ostatnio np. „Wojnę i miłość 1920") z większością obcych produkcji tego gatunku, często jestem po prostu zażenowany poziomem naszych narodowych „arcydzieł". Ale to temat na osobną dyskusję...


Komentarze

Dodaj komentarz