.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Ramillies 1706:.
Wargaming Zone     
Poniedziałek godzina 07:21,
10 grudzień 2018

Ramillies 1706
Data: Pon 06 Gru, 2010
Autor: Ryszard Kita
Recenzja książki Rafała Radziwonka

Ramillies 1706Opis:
Autor: Rafał Radziwonka
Wydawca: Bellona
Seria: Historyczne Bitwy
Rok wydania: 2010
Stron: 180
Wymiary: 19,6 x 12,5
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-11-11721-1

Recenzja:
Ramillies 1706 Rafała Radziwonki to kolejna pozycja tego autora o bitwach hiszpańskiej wojny sukcesyjnej - poprzednia to Blenheim-Hoechstaedt 1704. W obecnej recenzji postaram się ocenić nowe dzieło R. Radziwonki na tle poprzedniej książki. Wszystko wskazuje na to, że będzie on kontynuował serię HB-eków o bitwach hiszpańskiej wojny sukcesyjnej, stąd zapewne doczekamy się jeszcze kolejnych tytułów.

Pierwsze co zwraca uwagę w obecnej książce to zmniejszona w porównaniu z poprzednią objętość. Nie wynika to jedynie z doboru tematyki. Autor wyraźnie zrezygnował ze snucia własnych, nieco bardziej oryginalnych dywagacji na temat opisywanych zdarzeń, i jak się wydaje, postanowił skupić się na przetworzeniu i przyswojeniu polskiemu czytelnikowi tego, co napisano na ten temat w literaturze zachodniej. Jedynie na końcu, w podsumowaniu, usiłuje pisać bardziej od siebie. Od razu pojawiają się jednak w tym momencie stare problemy, jak choćby powtarzanie pewnych stwierdzeń, choć już nie w takiej skali jak to miało miejsce w Blenheim-Hoechstaedt 1704. Ogólnie można powiedzieć, że kompilowanie, a miejscami cytowanie całych ustępów z dzieł zachodnich historyków wychodzi książce na dobre, biorąc pod uwagę zarówno styl, jak i zawartość merytoryczną. Moje najbardziej dominujące wrażenie po lekturze tej książki jest takie, że zmniejszenie objętości nastąpiło w znacznej mierze wskutek rezygnacji z tych przydługich i powtarzających w kółko to samo wywodów, charakterystycznych dla Blenheim-Hoechstaedt 1704.

Ramillies 1706, podobnie jak poprzednia pozycja, to nie tylko książka o bitwie. Autor starał się także przedstawić działania w okresie pomiędzy bitwą pod Blenheim-Hoechstaedt a Ramillies, czyli około dwóch lat wojny. Sporo i udanie pisze p. Radziwonka o działaniach w skali operacyjnej, przemieszczeniach armii na różnych teatrach działań wojennych, zabiegach Ludwika XIV mających na celu wzmocnienie armii, o sferze dyplomatycznej - w szczególności o niesnaskach w obozie koalicji, które obniżały efektywność działań jej armii. Być może ta część książki wyszła autorowi nawet lepiej niż sam opis bitwy i zdarzeń bezpośrednio ją poprzedzających. Widać zamysł autora, by poszczególne bitwy ukazywać na szerszym tle toczącej się wojny. W kolejnych „odcinkach" będziemy mogli w związku z kolejnymi wielkimi bitwami (w które ta wojna wręcz obfitowała) poznać dalsze fazy zmagań Francji z niemal całą Europą, przypominających jako żywo o wiek późniejsze zmagania z epoki napoleońskiej.

Sam opis bitwy jest klarowny. Na końcu znaleźć można mapkę, która w tym przypadku powinna być dla większości wystarczająca do zrozumienia jej przebiegu. Analiza starcia od strony taktycznej jest jednak dla mnie miejscami trochę uboga. Brak jakiejś głębszej refleksji, choćby śladowo (wiem, jest to seria popularnonaukowa i w założeniu raczej adresowana do ludzi, którzy o tej tematyce nie mają zielonego pojęcia, ale jednak i tutaj mam pewien próg oczekiwań). Stąd przyczyny sukcesu koalicjantów i porażki Francuzów jawią się w tym wszystkim dość prosto, trywialnie. Trochę na zasadzie - ot zaatakowali, było ich w kluczowym punkcie więcej, a marszałek francuski nie zauważył, gdzie przebiega główne natarcie. Może tak po prostu było - nie czuję się na siłach jednoznacznie przesądzać, chociaż biorąc pod uwagę całokształt pisarstwa autora, można mieć wątpliwości.

Jeśli chodzi o bibliografię, da się zauważyć częstsze sięganie przez p. Radziwonkę do źródeł i opracowań nieanglojęzycznych. Mimo to ogólnie nadal pozostaje on pod wyraźnym wpływem literatury anglosaskiej. Głównym bohaterem cały czas jest oczywiście książę Marlborough. Generalnie, książka, też trochę na wzór anglosaski, preferuje przedstawianie sytuacji z pozycji głównych bohaterów, czyli w tym przypadku marszałka Vendome i właśnie księcia Marlborough.

Podsumowując, na pewno jest to lepsza pozycja niż Blenheim-Hoechstaedt 1704, które (przynajmniej u mnie) nie zebrało dobrych not. Ogólnie da się zauważyć postęp, choć daleko jeszcze p. Radziwonce do najlepszych autorów piszących w ramach serii Historyczne Bitwy. Mimo szeregu uwag krytycznych, niewątpliwie z książki można się sporo dowiedzieć o przedstawionym w niej wycinku hiszpańskiej wojny sukcesyjnej, zwłaszcza jeśli ktoś wcześniej nic na ten temat nie czytał.

 


Komentarze

Śr 08 Gru, 2010 pawel11 napisał:
Witam.
W zasadzie zgadzam się z recenzją. Z uwagą: w mojej subiektywnej ocenie mniejsza objetość ksiązki jest też następstwem rezygnacji autora z dokładnej charakterystyki armii, które opisał juz w ,,Blenheim 1704". Uważam ponadto, że co prawda autor nie zalicza się do najlepszych piszących w serii HB ale prezentuje dobry, solidny poziom i jest o lata świetlne przed wieloma twórcami, którym skrót stopnia naukowego przed nazwiskiem daje w ich ocenie legitymacje do pisania gniotów na dowolny temat. Dlatego czekam (nie)cierpliwie na kolejne książki w/w o bitwach hiszpańskiej wojny sukcesyjnej (obstawiam, że teraz będzie Oudenarde 1708 lub Malplaquet 1709).
Pozdrawiam.


Dodaj komentarz