Wargaming Zone     

Stronnicza rozprawa o minionej kampanii
Data: Czw 31 Lip, 2008
Autor: Robert Sowiński
Subiektywna relacja z kampanii napoleońskiej rozegranej w systemie „Napoleon"

Przedmowa

Jak wynika ze znajdującego się poniżej wstępu, artykuł ten był planowany jako część większej relacji z kampanii. Miała to być relacja stworzona przez uczestników i dla uczestników, nie była tworzona z myślą o publikacji, ponieważ kampania odbyła się zanim powstała Wargaming Zone (tak, to opis prehistorycznego zdarzenia). Zamysłem było, aby każdy z graczy napisał relację, ze swoich „przygód" podczas kampanii, które to relacje zostaną dołączone do opisu wydarzeń przygotowanego przez rozjemcę. Pisanie relacji szło jednak dość opornie, w związku z czym rozjemcy nie bardzo się chciało zabierać za pisanie opisu wydarzeń. Ostatecznie, powstały nieliczne materiały, które, po powstaniu Wargaming Zone planowano zamieścić na stronie, oczywiście po napisaniu opisu kampanii. Wtedy to okazało się, że pisanie opisu kampanii z perspektywy lat nie jest optymalnym rozwiązaniem. Po dłuższych rozważaniach zdecydowaliśmy się zamieścić tą relację jako samodzielny opis. W związku z tym na stronie nie są dostępne, i raczej nie będą, materiały do których odwołuje się wstęp, co oczywiście może powodować, że część relacji będzie niejasna.
W opisywanej kampanii uczestniczyły siły Koalicji, które rozpoczynały swoje operacje z dwóch oddalonych miejsc, podobnie Francuzi rozpoczynali grę w dwóch oddalonych ugrupowaniach. Całość rozgrywki toczyła się w rejonie miejscowości Śmigiel. Relacja przedstawia wydarzenia z perspektywy dowódcy wojsk francuskich.
Redakcja nie dokonywała żadnych poprawek w tekście, chcąc zachować nie tylko literę, ale i ducha opisu sprzed kilku lat...

Wstęp i założenia

Osoby zainteresowane tym tekstem powinny na wstępie zapoznać się ze wszystkimi materiałami, jakie otrzymałem na początku kampanii od Neutralnego. W przypadku głębszego zainteresowania wskazane jest także zapoznanie się z materiałami na piśmie (rozkazy, meldunki itd.), które powstały podczas kampanii.
Choć kampania powinna możliwie wiernie odzwierciedlać rzeczywiste warunki toczenia wojen w danym okresie, to oczywiście nie da się uciec od faktu, że jest to tylko gra, i jako taka podlega pewnym ograniczeniom. Przedstawię tu cztery istotniejsze ograniczenia. Po pierwsze, pole gry jest ograniczone wielkością mapy. Po drugie, oczywiste jest, że Autor scenariusza stara się tak go opracować, żeby musiało dojść do walki. Po trzecie, wszystkie czynniki mające wpływ na kampanię (pogoda, możliwe wsparcie itd.) muszą być przez Autora scenariusza dokładnie określone przed kampanią (przed losowaniem stron), żeby nie mógł On być później posądzany o stronniczość. Po czwarte, istotnym ograniczeniem jest czas. Chodzi tu zarówno o czas gry (trudno mi sobie wyobrazić kampanię obejmującą okres kilku miesięcy), jak i czas rzeczywisty, jaki mogą poświęcić gracze na daną kampanię. Wymienione przeze mnie ograniczenia w istotny sposób wpływają na opracowywanie przez Gracza planu kampanii. Tak było i w moim przypadku. Przykładowo pozwalałem podległym generałom na ograniczenie rozpoznania do najbliższych okolic, będąc przekonany, że przeciwnik i tak się znajdzie. Dlatego też ważniejszy od rozpoznania wydawał mi się fakt posiadania skoncentrowanej kawalerii. Innym przykładem niech będzie przydzielanie minimalnych sił do zabezpieczenie linii zaopatrzenia. Po prostu wiedziałem, że kampania nie potrwa na tyle długo, żeby ewentualne braki w zaopatrzeniu zaczęły stanowić problem. Niektórzy Gracze zwracali uwagę, że byłem w uprzywilejowanej sytuacji, mając już wcześniej do czynienia z mapą, na której rozgrywaliśmy kampanią. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, gdyż jeden z moich przeciwników również miał okazję walczyć na tej mapie. Zdając sobie z tego sprawę najwięcej czasu przed napisaniem pierwszych rozkazów poświęciłem na szukanie alternatywnych rozwiązań (w stosunku do wcześniejszej kampanii na tej mapie). I tylko dlatego, że ich nie znalazłem, zdecydowałem się powtórzyć część rozwiązań ze swojej poprzedniej kampanii.

Plan Kampanii

Co prawda moim zadaniem było zepchnięcie przeciwnika na wschód, jednak uznałem, że kluczem do zwycięstwa będzie skoncentrowanie wszystkich sił, a następnie doprowadzenie do dużej bitwy. Ze względu na przewidywane problemy z koordynacją działań zrezygnowałem z bardziej skomplikowanych planów. Jako miejsce koncentracji sił wybrałem okolice miejscowości Śmigiel, gdyż ze względu na jej położenie, nie wydawało mi się możliwe wygranie kampanii bez zdobycia tej miejscowości. Kierunek dalszego uderzenia uzależniałem od tego, co przyniesie rozpoznanie.

Przebieg Kampanii

Na temat przebiegu kampanii nie mam zbyt wiele do powiedzenia, gdyż do momentu rozpoczęcia Wielkiej Bitwy nie stało się nic dostatecznie dramatycznego, żeby warto było o tym pisać. Pierwszy dzień kampanii przebiegł planowo, czyli uchwyciliśmy miejscowość Śmigiel i rozpoczęliśmy koncentrację wojska. Początek następnego dnia był trochę nerwowy, gdyż nawiązaliśmy kontakt z kawalerią przeciwnika, co wprowadziło w nasze szeregi nieco chaosu. Gdy jednak okazało się, że kawaleria przeciwnika nie ma chwilowo agresywnych zamiarów, udało się nam uporządkować szyki i dokończyć koncentracji sił. W tym czasie przechwyciliśmy też bardzo istotny rozkaz przeciwnika. Co prawda jego treść nie przedstawiała szczególnej wartości, ale miejsce wysłania i podpis wskazywały, że Głównodowodzący Koalicji znajduje się w miejscowości Górka Duchowna. A ponieważ wodzowie zwykle nie chadzają samotnie, można było przypuszczać, że w tamtym rejonie stacjonują znaczne siły Koalicji. Wraz z Generałami rozpocząłem więc opracowywanie planu uderzenia na przeciwnika w dniu następnym. W trakcie tej narady nadeszły meldunki, że brygada austriacka próbuje obejść nasze siły od zachodu. Dzięki jednej kompanii ułanów, dowódca tej brygady nie miał jednak kontaktu ze swoim głównodowodzącym. W tej sytuacji postanowiłem uderzyć na siły przeciwnika stacjonujące w rejonie tych miejscowości: Wydorowo, Radomicko, Targowisko, Sierpowo, Górka Duchowna i rozbić je.

Plan Bitwy

Żeby nie dawać przeciwnikowi dużo czasu do namysłu postanowiłem przed końce drugiego dnia kampanii nie dokonywać zbyt natarczywych przygotowań do ataku. Zamiast tego nasze oddziały miały zacząć wstawać już o czwartej rano, aby z nadejściem świtu przeciwnik zobaczył je zdążające już w swoją stronę. Dywizja Generała Pajol'a miała zaatakować przeciwnika w okolicy miejscowości Wydorowo, a dywizja Generała von Beckers'a w okolicy miejscowości Sierpowo. Ja, wraz z Dywizją Kawalerii Gwardii miałem zabezpieczać wyjście oddziałów Generała Pajol'a z lasu i umożliwić im rozwinięcie szyku bojowego. W tej sytuacji kawalerię Generałą Pajol'a mogłem tymczasowo przydzielić dywizji Generała von Beckers'a, którego własna kawaleria zabezpieczała nas od wschodu przed kawalerią nieprzyjaciela. Poza nielicznymi patrolami i słabymi siłami zostawionymi w miejscowości Śmigiel, wszystkie nasze oddziały miały zaatakować przeciwnika i pobić go, zanim zdąży on ściągnąć swoje odwody.

Przebieg Bitwy

Bitwa rozpoczęła się od wjechania mojej Gwardii, tuż przed świtem, na pozycję nieprzyjaciela pod miejscowością Wydorowo. Porzucając artylerią przeciwnik zaczął się w popłochu wycofywać. W czasie, gdy dywizja Generała Pajol'a zaczęła wychodzić z lasu i zajmować pozycje do ataku, Strzelcy Konni Gwardii rozgromili Dragonów Rosyjskich. A gdy Generał Pajol podciągnął swoją artylerię, zaczęła się masakra piechoty austriackiej. W tym czasie, na naszej lewej flance kawaleria npla. w sile około trzech lekkich pułków zaatakowała dywizję Generała von Beckers'a. W panice Brygada Bawarska została rozwinięta w szyk bojowy zbyt wcześnie i potem straciła dużo czasu na dotarcie w rejon walk. Generał von Beckers wysłał do mnie prośbę o wsparcie, a następnie mężnie rzucił się ze swoją (słabszą) kawalerią na przeciwnika. Choć bił się dzielnie, to przewaga liczebna zrobiła swoje i musiał uznać wyższość przeciwnika. Gdy widmo klęski zaczęło zaglądać mu w oczy, przybył jego generał kawalerii, ze swoimi oddziałami i zażegnał niebezpieczeństwo. Prośba o wsparcie Generała von Beckers'a, ale przede wszystkim fakt, że przeciwnik przerzucał swoją ciężką kawalerię na naszą lewą flankę spowodowała, że postanowiłem wraz z Gwardią także przesunąć się bardziej na lewo. Tego co później nastąpiło nie potrafię do końca racjonalnie wytłumaczyć, bo wydarzenia, które nastąpiły były raczej wypadkową zaistniałych okoliczności niż misternie realizowanym planem. Zaczęło się od mojego ruchu Szwoleżerami Gwardii w stronę lekkiej kawalerii npla. Za tym poszły ruchy Strzelców Konnych Gwardii i Grenadierów Konnych Gwardii, i nagle znalazłem się pod ostrzałem dwóch baterii npla, mając przed sobą ciężką kawalerię npla, a za sobą dywizję Generała von Beckers'a, która dopiero zaczynała równać szyki. W tej sytuacji nie miałem wyboru i rozkazałem zaatakować ciężką kawalerię npla. Na początek zmiękczyli ją trochę Szwoleżerowie, stojąc przed nią w szyku rozproszonym i strzelając „jak do kaczek". Co prawda dowódcy Kirasjerów Rosyjskich i Dragonów Austriackich próbowali poderwać swoje pułki do szarży na Szwoleżerów, ale żołnierze ignorowali ich wrzaski wzywające do ataku. Gdy w końcu pułk Kirasjerów, poganiany najcięższymi groźbami przez swego dowódcę ruszył do szarży, z pomocą Szwoleżerom przyszli Strzelcy Konni Gwardii. Tego już było dla Rosjan zbyt wiele. Zatrzymali się, mając na twarzach wypisane błagania, żeby ten koszmar już się skończył. Ich prośba została wysłuchana, bo przyjechali Grenadierzy Konni Gwardii, stwarzając kirasjerom znakomity pretekst do ucieczki. W tym samym czasie Strzelcy Konni Gwardii ruszyli do szarży na Dragonów Austriackich. A ci, najwyraźniej pogodzeni już z własnym losem, przyjęli szarżę stojąc, aby następnie rzucić się do ucieczki w trochę uszczuplonym składzie. Tymczasem Grenadierzy po pogonieniu kirasjerów szarżowali dalej, mając na swojej drodze Dragonów Pruskich, którzy wykazali się dużą odwagą i ruszyli do kontrszarży. Oczywiście i tak zostali wdeptani w ziemię, ale ginęli mężnie. Po ucieczce Kirasjerów Rosyjskich i Dragonów Austriackich, Strzelcy Konni Gwardii, Strzelcy Konni Gwardii znaleźli się przed frontem ciężkiej baterii npla, mając w pobliżu ostatni ciężki pułk przeciwnika, czyli Kirasjerów Austriackich. Oczywiście ruszyli do szarży na nich, ale ponieważ byli już zmęczeni i wykrwawieni w bojach, to nie dali im rady. Ale za wcześniejszą pomoc zrewanżowali im się Szwoleżerowie, nacierając na Kirasjerów, którzy początkowo ruszyli do kontrszarży, lecz gdy podjechali bliżej i zobaczyli pewność siebie Szwoleżerów, zwątpili i stanęli w miejscu, czekając na nieuchronny koniec. Zaraz też dołączyli do pozostałych swoich pułków szukających wytchnienia na tyłach. A tam Dragoni Austriaccy już tak mieli wszystkiego dość, że postanowili poszukać sobie innego zajęcia i tyle ich widziano. Po tych wydarzeniach pomogłem jeszcze strzelcom konnym dopaść baterię konną npla, a następnie zacząłem zbierać Gwardię na lewej flance, aby wspomóc atak naszej piechoty na przeciwnika. Jeżeli chodzi o działania naszej piechoty, to Generał Pajol co prawda spychał npla, jednak nie potrafił skutecznie wykorzystać przewagi artyleryjskiej, grzęznąc bateriami w rowach. W pewnym momencie niewielka ilość kawalerii przeciwnika zaczęła wychodzić mu na tyły, ale na szczęście kazałem wcześniej odesłać mu jego kawalerię. Bardzo zirytowałem tym Generała von Beckers'a, ale dzięki temu Generał Pajol opanował sytuację. Co prawda później próbował jeszcze stosować eksperymentalną taktykę, co jego dwa bataliony przypłaciły ciężkimi stratami, ale ogólnie zmierzał we właściwym kierunku. Co do dywizji Generała von Beckers'a, to choć zajmowała się ona głównie równaniem szyków (nawet pod ostrzałem ciężkiej baterii npla), posuwała się również w kierunku przeciwnika i prawdopodobnie by się z nim uporała, gdyby kampania potrwała dłużej. Szczególnie, gdyby dywizji Generała von Beckers'a udało się w końcu wprowadzić do walki swoją artylerię, w której miała przewagę nad przeciwnikiem.

Zakończenie Bitwy i Kampanii

Gdy czas dobiegł końca i zakończyliśmy kampanię, dla wszystkich było oczywiste jaki jest jej wynik: Francja wygrała, My wygraliśmy! Gdyby kampania trwała dłużej, z oddziałów przeciwnika, które uczestniczyły w Wielkiej Bitwie, jedynie kawaleria miał pewność, że zdoła się wycofać. Zapewne wycofałoby się też trochę piechoty, ale jej większość i cała artyleria byłyby nasze. W obliczu zbliżania się do miejscowości Śmigiel Brygady Austriackiej rozkazałbym stacjonującym tam batalionom dołączyć do sił głównych. A zatem Austriacy zdobyliby Śmigiel bez walki, ale gdy dowiedzieliby się co stało się na południu, modliliby się, żeby zdążyć się wycofać. Co do Brygady Rosyjskiej, która szła na zachód, to jako że nic o niej nie wiedzieliśmy, nie zauważona mogłaby się błąkać wiele dni.

Podsumowanie

Uważam, że kampania była całkiem udana. Przede wszystkim dlatego, że doprowadziła do jednej, decydującej bitwy. Odnieśliśmy zwycięstwo, gdyż udało nam się skoncentrować własne oddziały i doprowadzić do bitwy z przeciwnikiem, który miał podzielone siły. Uważam, że gdyby przeciwnik był skoncentrowany, to byłby w korzystniejszym położeniu, gdyż moim zdaniem dysponował on przeważającymi siłami. Walcząc Gwardią z ciężką kawalerią Koalicji miałem po prostu dużo szczęścia. Następnym razem chyba nie odważyłbym się na takie ryzyko. Bo Gwardia też czasami ucieka z płaczem.

Zakończenie

Niewątpliwie wieloosobowa kampania ma wiele uroku. Porozumiewanie się Graczy, zamiast do celu, często prowadzi do dziwnych i zabawnych sytuacji. Bo gdy dwóch ludzi mówi to samo, nie zawsze oznacza to, że mówią oni o tym samym. Różny jest też poziom doinformowania Graczy o sytuacji. Ja starałem się swoim Generałów możliwie dokładnie o wszystkim informować. A po mimo to Generał von Beckers twierdził, że nie poinformowałem go o celu kampanii. Owszem, nie zrobiłem tego dokładnie słowami ze scenariusza, ale przekazałem mu wszystkie szczegóły! Okazało się, że choć obaj posługujemy się językiem polskim, to nie udało nam się w tej kwestii porozumieć. Inną ważną kwestią są stosunki międzyludzkie. Oczywiste jest, że każdy z nas z jednymi ludźmi porozumiewa się lepiej, z innymi gorzej. Jednakże nie może stanowić to kryterium przydzielania graczy do zespołów, a i z takimi uwagami spotkałem się po zakończeniu kampanii. Gdyby każdy z nas chciał być w jednym zespole tylko z ludźmi, z którymi dobrze się dogaduje, to obawiam się, że wyłonienie dwóch zespołów okazałoby się niemożliwe. Jak sądzę, każdy z nas gra najlepiej jak potrafi i nie ma co się obrażać na współ graczy, że nie zrozumieli naszych światłych planów. Bo plany te rzadko bywają światłe i nikt z nas nie jest orłem wzlatującym swym geniuszem wyżej niż pozostali. Kończąc mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się w tym samym (lub poszerzonym) gronie i rozegramy nie jedną kampanię, i wypijemy nie jedno piwo. A zatem do następnego razu.
Pozdrawiam Wszystkich.

Warszawa, 2 stycznia 2002 roku

Robert Sowiński

 

 


Komentarze

Sob 02 Sie, 2008 Hubert napisał:
Tak, to była dokładnie ta kampania, w której Austriacy nocowali 500 metrów od lasu zajętego przez przeciwnika...

Pozdrawiam

Sob 02 Sie, 2008 pawel11 napisał:
Ze wspomnień weterana;): pamiętam, że atak piechoty prowadził lekki batalion bawarski w kolumnie dywizjonów. Do tego miał rozkaz wykluczający zmianę szyku. Chłopcy z ciężkiej baterii pruskiej byli pod wrażeniem... Ale na szczęście 3 lub 4 francuskie baterie postanowiły do nich nie strzelać... Podobało mi się, choć moja brygada w tej kampanii tylko się namaszerowała.

Pi± 01 Sie, 2008 pr71 napisał:
Witam,

Czy to ta kampania gdzie Austiacy nocowali blisko lasu bez ubezpieczenia?

Czw 31 Lip, 2008 Hubert napisał:
Tak, trzeba przyznać, że ten pułk pruskich dragonów był chyba jedyną jednostką koalicyjnej kawalerii, która została pozytywnie zapamiętana z tej bitwy. A wyczyn był pamiętny jeszcze bardziej, dlatego że w pobliżu, na sam widok kawalerii gwardii, właśnie rozpierzchała się cała dywizja ciężkiej kawalerii koalicyjnej. I chyba nikt w takiej sytuacji nie oczekiwał, że dragoni pruscy postanowią walczyć...

Pozdrawiam

Czw 31 Lip, 2008 Marcin G napisał:
Robert napisał: "Grenadierzy Konni Gwardii po pogonieniu kirasjerów szarżowali dalej, mając na swojej drodze Dragonów Pruskich, którzy wykazali się dużą odwagą i ruszyli do kontrszarży. Oczywiście i tak zostali wdeptani w ziemię, ale ginęli mężnie".
Jest to jednej z epizodów, który zapamiętam do końca życia :) Sam fakt, że 12-figurkowy pułk pruskich huzarów kontraszarżował na GrenKGw a nie uciekł jak cięzka jazda rosyjska wart jest odnotowania. Pewnie ważne było, że szedłem do szarży ze wzgórza. Szarża była desperacka, ale 3 pułki jazdy gwardii roznosiły nasze centrum i prawą flankę i coś trzeba było robić. Po walce w stosunku, o ile pamiętam jakieś 1:4 (straciłem 4 figurki z 12!) pułk pruski rzucił się oczywiście do ucieczki. Byłem wówczas dumny z moich huzarów, bo byli jedyna jednostką, która stawiła mężny choć daremny opór ;)


Dodaj komentarz