Wargaming Zone     

Karny batalion
Data: Czw 31 Sty, 2008
Autor: Paweł Zatryb
Tym razem nie chodzi o książkę, ale o film. Dokładniej jest to recenzja 9-cio odcinkowego rosyjskiego serialu wojennego

Opis:
Tytuł: „Karny batalion”; Tytuł oryginalny: Strafbat; Producent: Macdos Film Company&Etalon-Film Company; Reżyseria: Nikołaj Dostalia; Scenariusz: Eduard Volodarskij; Obsada: Vyuri Stepanov, Andrey Smolyakov, Alexander Bashirov; Rok produkcji: 2004; Data wydania: 2007; Rodzaj nośnika: 3 DVD; Czas trwania: 425 min. (9 odcinków)

Recenzja
W tym roku Święty Mikołaj przyniósł mi pod choinkę (oprócz wielu rózg;) pakiet filmowy (3 płyty DVD) z rosyjskim serialem pt. ,,Karny batalion”. Z uwagi na wcześniejsze doświadczenia z rosyjskimi filmami batalistycznymi realizowanymi po 1990 r. (np. ,,Operacja Gwiazda”) moje nastawienie do filmu było pełne rezerwy. Miło się jednak rozczarowałem i w związku z powyższym postanowiłem napisać pierwszą na naszej stronie recenzję filmową.

Zgodnie z tytułem film opowiada historie żołnierzy jednego z wielu karnych batalionów Armii Czerwonej. Akcja rozpoczyna się prawdopodobnie w 1943 roku – w filmie brak jest określenia dokładnej daty ale fakt, że Armia Czerwona jest cały czas stroną atakującą pozwala tak domniemywać.

Widzowi ukazano proces werbunku, motywy kierujące więźniami wstępującymi do karnych batalionów, wzajemne relacje pomiędzy sztrafnikami (czyli żołnierzami karnych batalionów), a także stosunek wyższych dowódców do nich.

Po raz pierwszy w rosyjskim (a dawniej radzieckim) filmie zobaczyć można, że żołnierz radziecki – wbrew temu co wpajała propaganda przed 1990 r. - nie wahał się popełniać przestępstw kryminalnych, rabował poległych, zajmował się hazardem, nie był mu obcy seks, był często antysemitą. Jednocześnie jednak nie był nadczłowiekiem pozbawionym emocji i odczuwał: strach, ból, ale także współczucie.

Szczególnie interesujące jest przedstawienie zadań do jakich kierowano karne bataliony i totalnie obojętny stosunek dowódców do życia własnych żołnierzy. Dobrze ilustruje to scena, w której na pytanie dlaczego nie rozminowano przedpola przed natarciem pada odpowiedź: Po co? Przecież tam będzie atakował karny batalion. Straty rzędu 80% są więc normą i nikogo nie dziwią. Ukazano też sposoby uzupełniania karnych batalionów, z których wynika, że mógł tam trafić każdy i za cokolwiek.

I wreszcie sceny dotyczące frontowej „działalności” jednostek NKWD, tj. bezwzględne egzekwowanie rozkazu nr 227: rozstrzeliwanie cofających się w trakcie natarcia, stosowanie zasady zbiorowej odpowiedzialności, prześladowanie rodzin rzekomych „zdrajców”, absurdalne śledztwa, których celem jest udowodnienie nonsensownych tez, ogromny wpływ oficerów politycznych i enkawudzistów na planowanie i realizowanie działań stricte militarnych. Muszę przyznać, że we współczesnej Rosji rządzonej przecież przez pogrobowców NKWD ukazanie tego rodzaju spraw budzi podziw (choć zapewne współcześnie rządzący wyrazili zgodę na to, co zawarto w filmie).

Zawiodą się amatorzy scen batalistycznych. W filmie jest ich bardzo mało i nie ma co nawet próbować ich porównywać do batalistyki w klasyce gatunku jaką jest „Szeregowiec Ryan”. Lepszym materiałem porównawczym jest australijski film wojenny pt. „Kokoda”.

Film ma też słabe strony: grany przez Aleksieja Serebriakova główny bohater będący w stopniu majora dowódcą karnego batalionu jest nierealistyczny: troszczy się o podwładnych (wręcz wykłóca się z oficerem NKWD!), idzie na czele prawie każdego ataku, jest generalnie zbyt ludzki, a przez to nieprzekonywujący dla znającego realia widza. Reżyserowi i autorowi scenariusza nie udało się też całkowicie odejść od ukazania historyjek i scen typowych dla radzieckich filmów wojennych.

Reasumując należy jednak stwierdzić, że ten serial wojenny jest warty obejrzenia, a cena całości jest przystępna (św. Mikołaj wydał na mnie 55 PLN;).

I na koniec wyjawię moje ukryte pragnienie: chciałbym doczekać będącego na dobrym poziomie polskiego filmu wojennego. Nie mówię już filmie porównywalnym z produkcjami amerykańskimi czy rosyjskimi ale przecież nawet historycznym pacyfistom tj. Czechom udało się nakręcić ,,Ciemnoniebieski świat”, a obecnie reżyserowany jest film o walkach batalionu czechosłowackiego w obronie Tobruku. Polskie produkcje, w których przewijają się sceny batalistyczne (np. „Szwadron” – potyczka powstańcza z 1863 r.; „Przedwiośnie” – potyczka z bolszewikami) czy nawet „Katyń” dowodzą, że mamy w kraju zdolnych reżyserów i scenografów, którzy potrafiliby nakręcić niezłe sceny batalistyczne, a statyści byliby umundurowanie zgodnie z realiami epoki. Prawdopodobnie brak więc chęci producentów – czyli pieniędzy. Fakt – jak stwierdziła moja znajoma – seriale typu ,,M jak Mdłości” czy ,,Katastrofalni” kręci się łatwiej i przyjemniej, a i publika zapewniona.

Komentarze

Nd 03 Lut, 2008 elear napisał:
To fakt, brak chęci producentów oraz sponsorów, zarówno tych prywatnych, jak i państwowych (ponoć mamy coś takiego jak Instytut Sztuki Filmowej or sth.) A Rosjanie puścili w ciągu minionego roku film o wojnie północnej ("Sługa gosudariew"), "1612" i całe mnóstwo różnych seriali. Ukraińcy kręcą "Tarasa Bulbę". A my jak zwykle będziemy podziwiali na ekranie amerykańskich marines, czeskich pilotów oraz ukraińskich chłopów bijących polskich pamieszczików. Super :/

Sob 02 Lut, 2008 Marcin G napisał:
Myślę, że przyjdzie nam jeszcze długo poczekać na prawdziwie wojenny film polskiej produkcji. A szkoda, bo przecież jest co kręcić... Tym bardziej, że mam wrażenie, że tematyka wojenna powraca w kinach do łask. Nawet Finowie zdecydowali się na epopeję wojenną, swoja drogą całkiem dobrą.


Dodaj komentarz