Wargaming Zone     

PUŁK JAZDY LEGIONOWEJ. PUŁK LANSJERÓW NADWIŚLAŃSKICH
Data: Czw 27 Wrz, 2007
Autor: Michał Chlipała
Recenzja książki Andrzeja Ziółkowskiego

Opis
: PUŁK JAZDY LEGIONOWEJ. PUŁK LANSJERÓW NADWIŚLAŃSKICH. 1799 – 1815; autor: Andrzej Ziółkowski; wydawca: Fundacja 4 Pułku Piechoty Xsięstwa Warszawskiego KUŹNIA; rok wydania: 2006; oprawa: twarda; format: 21x29; język: polski; ISBN 83-60619-07-7; ilość stron: 254 + 88 kolorowych tablic; ilustracje: 88 kolorowych tablic + liczne czarno-białe ilustracje w tekście



Recenzja:
„Był to tłum wąsalów, ogorzałych wyjadaczów, mocarzów, cyników i poszukiwaczy wszelkiego rodzaju awantur”. Kiedy czytałem to zdanie w „Popiołach” Stefana Żeromskiego, a potem rozczytywałem się w wojennych przygodach Krzysztofa Cedry, który „cesarskim szlakiem” powędrował aż do Hiszpanii, bardzo chciałem dowiedzieć się więcej na temat niezwykłej formacji, która dzięki mistrzostwu we władaniu lancą i znakomitej postawie w boju weszła do annałów epoki. Brakowało jednak zarówno źródeł, jak i opracowań. Ukazały się, co prawda dość dawno temu, drukiem znakomite pamiętniki Kajetana Wojciechowskiego, uczestnika między innymi bitwy pod Albuerą, fragmenty relacji poszczególnych lansjerów znalazły się w zbiorze „Dał nam przykład Bonaparte” Roberta Bieleckiego i Andrzeja Tyszki. Z opracowań nie sposób pominąć fundamentalnego dzieła opisującego historię Legionów Polskich (w tym pułku kawalerii), czyli pracy Jana Pachońskiego „Legiony Polskie, prawda i legenda 1794-1807”. Jednak ze względów widocznych w samym tytule pracy, nie opisuje ona niezwykle ciekawego epizodu walk polskich lansjerów na Półwyspie Iberyjskim. Z kolei poświęcona Legii Nadwiślańskiej praca Stanisława Kirkora wydana w 1981 roku w Londynie stanowi rzadki rarytas nawet w większości bibliotek (np.: Biblioteka Jagiellońska zalicza ją do zbioru druków rzadkich, a tym samym niedostępnych dla przeciętnego czytelnika).

Z tym większą radością należy przyjąć pracę Andrzeja Ziółkowskiego poświęconą w całości pułkowi jazdy, który kontynuował swe tradycje pod różnymi nazwami w okresie od 1799 po 1814 rok (kiedy przestał istnieć jako zwarta formacja, choć próby jego odtworzenia podjęto w 1815 roku). Znany jako Pułk Jazdy Legionowej, Pułk Rożnieckiego, Pułk Lansjerów Legii Nadwiślańskiej czy wreszcie 7 pułk lansjerów liniowych, a mniej oficjalnie jako „piekielni polscy lansjerzy” był jednym z najciekawszych (w mojej opinii) i najbarwniejszych oddziałów w całej armii napoleońskiej. Do tej pory nie mieliśmy bowiem żadnej tak dużej monografii, poświęconej losom tej jakże ciekawej formacji.

Strona edycyjna omawianej publikacji wykonana jest bardzo starannie. Solidna oprawa i szyty grzbiet zapewniają komfort w czytaniu, bez obawy, że przy rozłożeniu książki na stole rozpadnie się nam ona na pojedyncze kartki. Wyraźny druk, dobra jakość papieru i duża ilość zamieszczonych w tekście czarno-białych ilustracji również cieszy oko. Natomiast fantastycznym atutem są znajdujące się co kilkadziesiąt stron kolorowe tablice z rozrysowanymi wariantami umundurowania na różnych etapach szlaku bojowego jednostki, ilustracjami przedstawiającymi lansjerów pochodzącymi zarówno z epoki, jak i z czasów późniejszych.

Tekst jest kopalnią wiedzy na temat pułku. Należy tutaj wyraźnie wspomnieć, że autor musiał dokonać potężnego wysiłku badawczego, szukając między innymi w archiwaliach dawnego francuskiego ministerstwa wojny, pamiętnikach, listach, ilustracjach, drukach ulotnych etc. Z kawałków powoli zrekonstruowano szlak bojowy pułku, poczynając od Legionów Dąbrowskiego poprzez Legię Naddunajską, „służby cysalpińskie”, przejściową służbę na żołdzie westfalskim, sformowanie Legii Nadwiślańskiej, wreszcie przeformowanie w pułk lansjerów francuskich. Autor przeplata narrację fragmentami źródeł z epoki, co niewątpliwie podnosi walor pracy. Tekst oprócz opisu poszczególnych bojów, zawiera wiele ciekawych informacji dotyczących chociażby taktyki pułku, przyjętego w nim podziału taktycznego czy wreszcie walki lancą. Munduroznawców ucieszą aż cztery (sic!) rozdziały omawiające bardzo szeroko umundurowanie pułku w różnych okresach, w których autor zestawia między innymi korespondencję oficerów zaopatrzeniowych, regulaminy mundurowe, ilustracje z epoki oraz wspomnienia żołnierzy pułku.

Osobną sprawą jest rozdział poświęcony walkom pułku w Hiszpanii. Sprawy te dotąd dość pomijane ze względu na brak chęci wśród polskich historyków do pisania o udziale Polaków w krwawych walkach z powstańcami, tutaj są opisane w sposób niezwykle ciekawy. Autor, jakkolwiek piszący z sympatią o swoich bohaterach (czego bynajmniej proszę nie traktować jako zarzutu płynącego z moich ust), nie waha się wspomnieć o metodach jakimi nieraz uśmierzali oni ogarnięte powstaniem rejony. Pisze też wprost o przemianach, jakie bezustanna wojna wywierała na naturę i umysły biorących w niej udział żołnierzy, zamieniając ich powoli w bezlitosne i nieczułe maszyny do walki. Jednocześnie właśnie w tym rozdziale ukazuje się w pełni cały kunszt bojowy polskich żołnierzy, którzy od wejścia do Hiszpanii w 1808 roku do wyjścia z niej w początkach 1813 roku prawie nigdy nie walczyli całym pułkiem, a jedynie mniejszymi lub większymi wydzielonymi oddziałami! Działo się tak ze względu na postawę francuskich wyższych dowódców, którzy często łamiąc rozkazy zatrzymywali przy sobie oddziały polskich kawalerzystów, by mieć choć jeden oddział zdolny do walki z partyzantami. Autor podąża tropami największego z oddziałów, grupującego trzon żołnierzy pułku, o pozostałych (ze względu na szczupłość źródeł) jedynie wspomina. Widać w tych opisach, jak w wielu starciach grupy lansjerów liczące czasem niewiele ponad stu ludzi rozpędzały znacznie większe grupy powstańcze, przy znikomych stratach własnych. W kampanii 1812 roku oddziały wydzielone z pułku brały udział zarówno w walkach na Półwyspie Iberyjskim, jak i w kampanii moskiewskiej (sic!).

Osobną kwestią są tablice. Jak już wspomniałem zawierają one rysunki i grafiki z epoki, obrazy i szkice znanych twórców (Verneta, Knotla, Chełmińskiego, Tyca), zdjęcia współczesnych rekonstruktorów pułku ułanów, a także znakomite plansze munduroznawcze autorstwa Krzysztofa Komanieckiego ukazujące w detalach mundury pułku. To ostatnie z pewnością ucieszy wszystkich modelarzy i wargamerów jako, że rysunki charakteryzują się doskonałym ukazaniem szczegółów niezbędnych przy robieniu własnych figur.

Dodatkową ciekawostką jest załączone na końcu polskie tłumaczenie „szkicu o władaniu lancą” oficjalnie autorstwa Wincentego Krasińskiego (który przypuszczalnie wykorzystał doświadczenia instruktorów z Pułku Nadwiślańskiego przydzielonych jako nauczyciele władania lancą do szwoleżerów gwardii).

Do tej olbrzymiej beczki miodu muszę na koniec dorzucić nieco dziegciu. Pierwsze to prawie zupełny brak map w publikacji. Jest to wada typowa dla wielu polskich opracowań z zakresu historii wojskowości, wynikająca zapewne z wysokich kosztów edycji książki zaopatrzonej w dokładne mapy. Drugą wadą (dla mnie) jest pozbawienie książki przypisów bibliograficznych. Zdaje sobie sprawę, że brak tych przypisów powoduje, że układ strony jest czytelniejszy dla odbiorcy, nie podejrzewam też autora o chęć prezentowania wiedzy „objawionej” i nie popartej źródłami. Natomiast czasem chętnie sięgnęło by się do źródła, z którego skorzystał autor, natomiast brak przypisu określającego to źródło znacznie to utrudnia. Wreszcie na koniec dwie dziwne pomyłki (?), które zauważyłem podczas lektury. Otóż na tablicy XXXIII znajdują się dwie ilustracje przedstawiające lansjerów. Jedna to akwarela Bronisława Gembarzewskiego, drugie to zdjęcie współczesnych rekonstruktorów. Obie są opisane jako pokazujące polskich żołnierzy nad Pacyfikiem (sic!). Prześledziwszy szlak bojowy pułku, a także atlas geograficzny mogę stwierdzić, że Ocean Spokojny nie opływa jednak Półwyspu Iberyjskiego od żadnej strony, nie leży też nad nim też miasto La Coruna wzmiankowane przy okazji zdjęcia. Podobnie tablica XXX została opisana jako walka polskich lansjerów z angielskimi dragonami. Tymczasem charakterystyczne siodła, czerwone półkaftany, szerokie, granatowe szarawary i wysokie kołpaki wyraźnie wskazują, że jednostką walczącą z lansjerami są rosyjscy kozacy lejbgwardii. Warto naprawdę wyeliminować te drobne wpadki z tak znakomitej książki, by nie budziły one niczyjego zdziwienia.

Ogólnie oceniam tą książkę bardzo wysoko i myślę, że zasłużoną notą dla autora za jego olbrzymi wkład pracy, który widać z każdej strony tego dzieła będzie co najmniej pięć z plusem. Osobiście mam nadzieję, że autor zajmie się historią piechoty Legii Nadwiślańskiej kontynuując swą znakomitą pracę opisem kolejnej z polskich jednostek walczących w Hiszpanii.

Komentarze

Dodaj komentarz