.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Kilka słów o doktrynie wojennej:.
Wargaming Zone     
¦roda godzina 09:00,
19 grudzień 2018

Kilka słów o doktrynie wojennej
Data: Wt 13 Kwi, 2004
Autor: Marcin Gawęda
Pojęcie doktryny wojennej jest trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Rozbieżność w tłumaczeniu tego terminu istniała zawsze. W wieku XIX i na początku XX zdefiniowanie pojęcia „doktryna wojenna” było dosyć wąskie

Pojęcie doktryny wojennej jest trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Rozbieżność w tłumaczeniu tego terminu istniała zawsze. W wieku XIX i na początku XX zdefiniowanie pojęcia „doktryna wojenna” było dosyć wąskie. Dla Clausewitza doktryna była „wskazaniem działań” [1], dla Ferdynanda Focha był to „jednakowy sposób zapatrywania, myślenia i działania” [2].

Pierwszą cechą pojęcia doktryny wojennej jest powszechne rozumienie, że jest ona zbiorem oficjalnie uznanych poglądów na charakter przyszłej wojny i sposobu jej prowadzenia. Zasadniczą przesłanką do budowy podstaw doktryny wojennej jest pogląd na prawdopodobną postać przyszłej wojny, a ta z kolei zdeterminowana jest rozwojem techniki. Przy ustalaniu podstaw doktryny należy brać także inne skomplikowane czynniki, takie jak np. potencjał ekonomiczny państwa, warunki geograficzne (topografia, klimat itp.), warunki demograficzne, a nawet względy historyczne. Powyższe warunki odnoszą się także do przeciwników, względnie sprzymierzeńców [3]. Syntezą przewidywań i wniosków analitycznych jest decyzja dotycząca prowadzenia przyszłej wojny, która to decyzja nawet jako obowiązująca doktryna może ulegać zmianom przed wybuchem wojny.

Doktryna wojenna występuje bez wątpienia na dwóch płaszczyznach – z jednej strony jest to doktryna prowadzenia wojny na najwyższym szczeblu (F. Skibiński nazywa ją polemarchiczną), z drugiej strony jest to doktryna na szczeblu niższym, czyli polowym [4]. Pierwszym wyrazem doktryny jest plan wojny. F. Skibiński pisze: „Rola planu wojny w całej konsekwencji powstawania i realizowania (rozpowszechniania) doktryny jest więc dwojaka:

- po pierwsze jest to konkretny dokument (zbiór dokumentów), którego duch i litera stanowią dokładne odbicie polemarchicznej doktryny wojennej.

- po drugie sam plan wojny jest oczywiście doktryną (jest po prostu planem). Stanowi natomiast następny w hierarchii punkt wyjścia, przekazując wskazówki i wytyczne dla tworzenia i rozpowszechniania pragmatycznej doktryny wojennej. Te wytyczne i wskazówki, wynikające z planu wojny, przedostają się do wykonawców w kształcie już w jakimś stopniu opracowanym, a w każdym razie określającym warunki i postulaty najwyższych władz szczebla polemarchicznego” [5].

Przykładem zmieniających się doktryn wojennych, a co za tym idzie planów wojny, może być doktryna francuska. Po klęsce 1871 r. była ona wybitnie obronna i bierna. Od 1900 r. zaczęła się kształtować doktryna obronno-zaczepna, która wyrażała się w formule: spotkać ofensywę niemiecką w obronie, pod osłoną fortyfikacji, a następnie po wykrwawieniu przeciwnika przejść do kontrofensywy. Nowa zmiana doktryny i planów związana była z osobą generała Joffre, który został powołany na stanowisko francuskiego szefa Sztabu Generalnego. Przyjął on doktrynę zaczepną, co spowodowało, że w ciągu trzech lat jakie pozostały do wybuchu pierwszej wojny światowej dwukrotnie zmieniono plan wojny. Najpierw zmieniono plan nr XVI opracowany przez generała de Lacroix, a w 1913 generał Joffre opracował nowy plan – nr XVII – zgodny z zaczepną doktryną Grandmaisona [6]. Ostatecznie doktryna Grandmaisona zwana „natarciem za wszelką cenę” (L’offensive a l’outrance) zbankrutowała w ciągu kilku dni zderzając się z doktryną schlieffenowską, która także zakładała zniszczenie sił nieprzyjaciela, ale doceniała znaczenie potęgi ognia, czego nie można powiedzieć o doktrynie francuskiej.

W Związku Radzieckim w latach 20-tych zagadnienie doktryny stało się przedmiotem ożywionych i ostrych polemik. Część teoretyków kwestionowała jej przydatność, inni (a wśród nich Michał Frunze) głosili potrzebę opracowania jednolitej doktryny. Za obowiązującą w ZSRR przyjęto definicję Frunzego, która głosiła, że „[...] jednolita doktryna wojenna jest to przyjęta w armii danego państwa nauka, która ustala charakter budownictwa sił zbrojnych kraju, metody wyszkolenia bojowego wojsk, dowodzenie nimi w oparciu o panujące w państwie poglądy na charakter stojących przed nim zadań wojskowych i na sposobie ich rozwiązywania [...]” [7] .

We Francji zdefiniowania pojęcia doktryny dokonał Philippe Pétain. „Przedmiotem doktryny jest ustalenie bardzo ogólnych reguł użycia sił zbrojnych – pisał - i określenie najlepszej dla tych sił organizacji; użycie i organizację określa się w ten sposób, żeby osiągnąć zwycięstwo [...] Doktryna z konieczności musi określać sposoby działań [...]” [8].

W Niemczech apoteozy wojny dokonał Erich Ludendorff twierdząc, że naczelnym zadaniem narodu jest przygotowanie do wojny totalnej, która miała być według niego „[...] najwyższym wyrazem jego woli [...] dla zachowania jego istnienia”. W wojnie totalnej główna siła przypadać miała siłom zbrojnym, a ich „moc” zależna była od sił fizycznych, ekonomicznych i moralnych narodu. Wszystkie te czynniki miały doprowadzić do „[...] zniszczenia nieprzyjaciela w bitwach rozstrzygających” [9].

W Polsce problem doktryny wojennej cieszył się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza w latach dwudziestych. Dyskusję zapoczątkował Julian Stachiewicz uznając za konieczne posiadanie jednolitej doktryny wojennej. Przez pojęcie doktryna rozumiał „przyjęcie pewnych zasadniczych tez w danej dziedzinie wojny” [10].

Zdefiniowania pojęcia doktryny podjął się Edward Rydz-Śmigły na łamach „Bellony”. „Doktryna [...] zwykle wiąże się z pewnymi formami prowadzenia bitwy lub wojny. [...] Ustalając wyniki doświadczeń wojennych i pokojowych, jest [...] wypadkową pewnych sił i warunków, znajdującą swój wyraz w obowiązujących regulaminach, instrukcjach i zasadach szkolenia. Jest pewnego rodzaju koniecznością dla postawienia szkolenia wojskowego na realnym uporządkowanym gruncie [...] umożliwia wzajemne współdziałanie i rozumienie się [11].

Znaczenie doktryny dla „wzajemnego rozumienia się dowódców wszystkich oddziałów wojska” podkreśla także Stefan Rowecki w artykule z 1927 roku. Oprócz tego doktryna gwarantuje także „jednolity sposób ujmowania szeregu zjawisk oraz jednolity sposób wnioskowania [...]” [12].

Franciszek Rola-Arciszewski określił doktrynę jako „sposób stosowania niezmiennych zasad sztuki wojennej [...]”, z czym wiąże się taktyka, organizacja i uzbrojenie wojska [13].

Oficjalnie uznawany w Polsce pogląd na doktrynę wojenną został zawarty w Encyklopedii Wojskowej następująco: „Sposób rozwiązywania zadań, czy to w dziedzinie pokojowej pracy wojskowej, czy też w poglądach na prowadzenie działań wojennych, jednolity i obowiązujący dla wszystkich dowódców danej armii, zwiemy doktryną wojenną..[...] Na doktrynę wojenną składają się niezmienne zasady strategii oraz zmienne zasady taktyki, zależne przede wszystkim od sprzętu wojskowego [...] Jednolitość doktryny ułatwia pracę, przyczynia się do dyscypliny myślowej, ułatwia porozumienie się wszystkich dowódców na wszystkich szczeblach i wszystkich rodzajów broni” [14].

Kwestię doktryny poruszał także Stefan Mossor. Pisał, że: „doktryna wojenna jakiegokolwiek wojska jest to jednolity wśród jego dowódców sposób rozumienia i stosowania zasad operacyjnych i taktycznych. Źródłem doktryny wojennej są cele i warunki wojny przewidziane i autorytatywnie ustalone przez naczelnego wodza. On jeden zna cel wojny, przewidywany stosunek sił, warunki terenowe głównych działań; on tworzy na podstawie tych działań plan strategiczny [...]”. Wyraźnie widać tutaj apoteozę wodza i jego wielką rolę w kształtowaniu doktryny, co tak negatywnie odbije się na planie „Zachód”, który znany był tylko garstce współpracowników Rydza-Śmigłego.

W prawidłowym procesie interpretacji doktryny bierze udział wiele podmiotów. F. Skibiński na pierwszym miejscu stawia sztab generalny, który rozpowszechnia i interpretuje instrukcje i regulaminy poprzez ćwiczenia, sieć uczelni wojskowych oraz poszczególne sztaby wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Sztaby te oczywiście rozpowszechniają założenia doktryny, ale także same uczestniczą w jej dalszym tworzeniu w kolejnych ogniwach hierarchicznych oraz specjalnych (marynarka wojenna, lotnictwo itp.). Istotna jest wreszcie „inicjatywa prywatna” teoretyków wojskowych i ich myśl, niejako „poza instytucjonalna” [15].

Od owej myśli wojskowej („instytucjonalnej” czy „prywatnej”) zależy oczywiście sama doktryna, która jest dzieckiem nowych ocen, formuł i propozycji wyrażanych w formie dyskusji, które to dyskusje mają ów jednolity pogląd, czyli doktrynę, zrodzić.

Skibiński pisze: „Dyskusja o doktrynie ma więc prowadzić do ustalenia wspólnego, jednolitego poglądu. A tymczasem istotą dyskusji jest ścieranie się odmiennych poglądów i wcale nie każda dyskusja musi prowadzić do jednomyślnego akceptowania przez jej uczestników jednobrzmiącej konkluzji. W takich – najczęstszych - przypadkach zachodzi potrzeba wkroczenia autorytetu, który by uznał za słuszny jeden z wynikających z dyskusji wariantów rozwiązania. Sprawa jest prosta w sytuacji, kiedy jest mowa o dyskusji prowadzonej na forum oficjalnym i z oficjalnej okazji, na przykład w toku szkolenia kadry. [...] Zagadnienie komplikuje się w przypadku, kiedy dyskusja odbywa się na piśmie, z reguły na łamach periodyków, wydawanych właśnie w tym celu przez sztaby generalne: jakaś „Bellona”, „Myśl Wojskowa”, „Wojennaja Mysl”, „Military Revue”, „Wehrwissenschaftliche Rundschau” itd. [16].

Z różnych powodów nie zawsze tego typu dyskusja o doktrynie jest rzetelna i niejednokrotnie nie prowadzi do pozytywnych efektów. Przekonał się o tym pułkownik Ch. de Gaulle, który w latach trzydziestych lansował we Francji ideę wojny manewrowej opartej na pancernej armii zawodowej i spotkał się z powszechną krytyką. Jak pisze de Gaulle zamiast dyskusji merytorycznej, która mogła przynieść jakieś korzyści dla doktryny wojskowej, starano się po prostu ośmieszyć jego nowoczesne poglądy. „Mogłem się na tym przykładzie przekonać – pisze w pamiętnikach – że ilekroć starcie się ze sobą różnych idei stawia pod znakiem zapytania uświęcone przez tradycję metody i słuszność ludzi znajdujących się u władzy, dyskusja nabiera nieprzejednanego charakteru sporów teologicznych” [17]. W kręgu niemieckich generałów i samego Adolfa Hitlera – bardziej otwartych na nowinki umysłów – doktryna blitzkriegu, aż tak wielkich sporów nie przyniosła, chociaż nie wszyscy byli do niej całkowicie przekonani.

Niestety polska postępowa myśl wojenna miała charakter „prywatny”, jakby nieoficjalny, jako, że była lansowana przez oficerów niższych rang. Hierarchia wyższa, od której zależało oblicze doktryny, pozostała pod wpływem myśli, którą zwykło się określać konserwatywną. Co więcej, zdarzało się, że autorzy publikujący „pod prąd” panujących, konserwatywnych poglądów, byli narażeni co najmniej na nieprzychylność wyższych hierarchii wojskowych [18].

Sytuacja ta spowodowała, że sprawa doktryny była tak dalece zaniedbana, iż wielu autorów zastanawia się nad zagadnieniem, czy we wrześniu była w ogóle jakaś jednolita doktryna wojenna.

Problem ten, sam w sobie niezwykle skomplikowany, podsumowujemy dwoma poglądami. Stanisław Feret pisze o polskiej „awersji” do doktryny na najwyższych szczeblach hierarchii wojskowej. Jeśli już pojawiały się idee postępowe to najczęściej ze strony młodych oficerów dyplomowanych, którzy z racji stosunkowo niskich stopni nie mieli wpływu na decyzje w wojsku. Utrzymywały się koncepcje zachowawcze, przestarzałe, doktrynę zastąpiła rutyna, przed którą przestrzegało wielu autorów. W miejsce jednolitej doktryny powstał szereg rozmaitych poglądów na wszystkich szczeblach dowodzenia. „Przenoszone do wojsk najczęściej przez inspektorów armii i generałów inspekcjonujących przy różnych okazjach [...] różniły się one często kardynalnie od zasad zawartych w regulaminach i instrukcjach, Stawiały niższych dowódców w kolizji z jednej strony z obowiązującymi zasadami regulaminowymi a z drugiej – z wymaganiami inspektorów armii”. Indolencja w stosunku do doktryny wynikać mogła zdaniem Fereta z niskich kwalifikacji polskiej generalicji [19].

F. Skibiński uważa, że na pewno istniała solidna doktryna taktyczna objawiająca się „[...] przede wszystkim w jednolitym pojmowaniu i egzekwowaniu podstawowych form boju, istniał jednolity system rozumowania i wspólny język taktyczny”. Natomiast doktryna nie była respektowana na szczeblu operacyjnym, co manifestowało się stawianiem jednostkom zadań ponad siły [20].

Duża w tym rola marszałka Piłsudskiego, który od doktryny wyżej cenił improwizację. Zwycięska wojna z bolszewicką Rosją przekonywała go, że improwizacja, manewr i wysokie morale mogą zastąpić doktrynę opartą o dobre, materiałowe i planistyczne, przygotowanie do wojny. Nie chciano zauważyć, że wojna 1919-1920 z wielu powodów była nietypową (wielkie przestrzenie, przy słabej materiałowej i personalnej bazie) i wyciągano na jej podstawie wnioski na przyszłość. Stąd bierze się późniejszy kult manewru, bez uwzględnienia potrzebnych do tego sił i środków. Co gorsza, manewru opartego na nogach żołnierzy, a nie pojazdach mechanicznych. Już w 1921 roku Marian Kukiel pisał o wojnie 1919-1929: „wojna nasza była wojną dwóch armii improwizowanych, mało wyszkolonych, moralnie mało odpornych, pozbawionych jednolitej doktryny. Należy przeto być ostrożnym w budowaniu wniosków na doświadczeniach tej wojny” [21]. Kukiel uważał, że polska doktryna powinna być elastyczna, czyli „musi być wolna od szablonów i schematów, równie trafną na wschodzie, jak na zachodzie”.

Jednak marszałek Piłsudski utożsamiał pojęcie doktryny ze sztywnym planowaniem teoretycznym, którego był przeciwnikiem. Ta dążność do improwizacji, owa „strategia konkretnego wypadku”, wiązała się z negowaniem wszelkiego planowania i odbiła się bezpośrednio na obniżeniu roli sztabów, w tym także Sztabu Generalnego. W najgorętszym okresie 1923-25, kiedy zastanawiano się nad potrzebą posiadania doktryny, do dyskusji włączyli się zwolennicy marszałka, podkreślając ujemne cechy doktryny, która łatwo może przekształcić się w rutynę, która jest z kolei wrogiem wszelkich nowych idei. Od momentu przewrotu majowego (1926), kiedy na czele sił zbrojnych stanął Piłsudski sformułowanie „doktryna wojenna” znikło praktycznie z łam pism i używanej terminologii [22].

Szersza dyskusja o doktrynie pojawiła się ponownie po śmierci Piłsudskiego (1935). W 1937 roku na łamach „Bellony” pojawił się artykuł płk. Zakrzewskiego, który uważał, że pełny i harmonijny rozwój sił zbrojnych powinien być oparty o wyraźnie sprecyzowaną doktrynę wojenną. Zakrzewski ostrzega: „W razie braku doktryny wojennej należy się liczyć szczególnie z niewłaściwą rozbudową siły zbrojnej w czasie pokoju. Ilość kadry zawodowej i rezerw, stanu wyposażenia w materiał wojenny, wzajemny stosunek broni i służb, wszystko to może się rozwijać w oparciu o jedną myśl przewodnią. Tylko doktryna może wskazać trafne rozwiązanie tego kapitalnego dla przebiegu działań wojennych zagadnienia” [23].

Zagrożenie przekształcenia się doktryny wojennej w sztywno pojętą rutynę jest faktycznie istotnym problemem. Zauważył to m.in. S. Mossor, który o tym zagrożeniu pisze tak: „Przestarzała doktryna nie jest niczym innym, jak sztywną i nieżyciową rutyną. Ostyga ona szybko i kostnieje ujarzmiając umysły ludzkie [...]. Myśl wojskowa bynajmniej nie usypia i nie stabilizuje się po wojnie, lecz przeciwnie, tworzy nowe warunki wojenne, ulepsza sprzęt, buduje nowy [...]. Już po kilku latach warunki wojny mogą być takie, że doktryna zbudowana na doświadczeniach poprzedniej wojny może stać się całkowicie przestarzała” [24].

Tak właśnie było w latach trzydziestych z defensywną i bierną doktryną armii francuskiej, która nie zauważając roli jaką może w przyszłej wojnie odegrać silnik, bazowała nadal na doświadczeniach pierwszej wojny światowej. Doktryna ta charakteryzująca się metodycznym i powolnym działaniem nie była zdolna sprostać szybkiej, manewrowej wojnie jaką narzucili Francji w 1940 roku Niemcy.

Na powstawanie doktryn wojennych mają także znaczny wpływ czynniki poza wojskowe. Jednym z tych czynników, dodajmy, że znaczącym, jest nastrój społeczny. Klimat społeczny może działać oczywiście w obie strony tzn. kształtować doktrynę lub być przez tą doktrynę kształtowany. Przykładem na kształtowanie się doktryny wojennej pod wpływem społecznego nastroju jest Francja roku 1914 i 1940. W obu przypadkach doktrynę wojenną warunkował skrajnie różny klimat społeczny: w 1914 zaczepną, w 1940 zachowawczą. Pierwsza powstała na bazie patriotycznego uniesienia, druga na skutek krwawych doświadczeń I wojny światowej. W drugim przypadku klimat społeczny wpłyną negatywnie na doktrynę wojenną.

Bez wątpienia każde państwo posiada jakąś doktrynę wojenną. Problem polega na tym, że są doktryny aktywne, wyraźne, interesujące, ale są i doktryny konserwatywne, przez to mniej ciekawe i trudniejsze do odczytania. Do kategorii pierwszej bez wątpienia należy doktryna Niemiec hitlerowskich. Była bowiem nowatorska, dynamiczna i przez to łatwa do odczytania. Istotę tej doktryny można wyczytać z samej nazwy – wojna błyskawiczna (blitzkrieg) – która sama w sobie zawiera jej myśl przewodnią. Teoria blitzkriegu zakładała zaskakujące i szybkie uderzenie w celu zniszczenia sił przeciwnika i wywodziła się z idei wojny błyskawicznej lansowanej jeszcze przed I wojną przez szefa niemieckiego Sztabu Generalnego, Alfreda von Schlieffena [25]. Do drugiej kategorii, nieciekawych doktryn konserwatywnych, można zaliczyć np. doktrynę brytyjską, czy wspomnianą francuską – obie były mocno osadzone w doświadczeniach I wojny światowej.

Prawie wszystkie doktryny wojenne poddane wojennej weryfikacji ulegają najrozmaitszym zmianom - rozwijają się lub przemijają. Tak przeminęła w 1941 r. niemiecka doktryna blitzkriegu, a rozwinęła się np. doktryna radziecka, czy amerykańska.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że przynajmniej jedna z doktryn lansowanych w okresie międzywojennym została wykorzystana zarówno przez aliantów jak i III Rzeszę. Mowa tu o doktrynie Włocha, G. Douheta, który w pracy „Wojna powietrzna” postulował wygrywanie wojny wyłącznie za pomocą lotnictwa. Pomijając fakt, że idea ta nie do końca okazała się słuszna, to jednak zarówno Niemcy jak i Anglo-amerykanie wykorzystali poglądy Douheta. W przypadku Niemców było to w 1940 r., kiedy Luftwaffe próbowała wyeliminować Wielką Brytanię z wojny („wybombardować”, jak to trafnie określił F. Skibiński.), w przypadku Aliantów mowa oczywiście o strategicznych bombardowaniach Niemiec i Japonii. W obu przypadkach główną rolę w operacjach odgrywało lotnictwo, ale jak się okazało nie było ono jednak zdolne samodzielnie wygrać wojny.

Oczywiście nawet najlepsza doktryna wojenna nie gwarantuje jeszcze zwycięstwa. Nie ma jednak wątpliwości, że zła doktryna znacznie utrudnia jego osiągnięcie. Wymownym tego przykładem jest niespodziewanie szybka klęska Francji w 1940 r. Jest to jawny przykład, kiedy przestarzała i skostniała doktryna poniosła klęskę w konfrontacji z nowoczesną i niezwykle efektywną doktryną niemieckiego blitzkriegu.



[1] C. von Clausewitz, O wojnie, Warszawa 1958, Ks. 1-5, s. 101.

[2] F. Foch, Zasady sztuki wojennej, Warszawa 1924, s. 7.

[3] F. Skibiński, Rozważania o sztuce wojennej, Warszawa 1972, s. 477-478.

[4] Tamże, s. 475.

[5] Tamże, s. 479-480.

[6] F. Skibiński, op. cit., s. 489-491; S.G. Rola-Arciszewski, Strategia w przygotowaniach do wielkiej wojny, „Bellona” 1928, t. 30, s. 13-23.

[7] M. Frunze, Dzieła wybrane, Warszawa 1953, s. 152-154.

[8] W. Kucharski, Kawaleria i broń pancerna w doktrynach wojennych 1918-1939, Warszawa-Kraków 1984.

[9] E. Ludendorff, Wojna totalna, Warszawa 1959, s. 26-28 i 85.

[10] W. Kucharski, op. cit., s. 20.

[11] E. Rydz-Śmigły, W sprawie polskiej doktryny, „Bellona” 1924, t. 16, s. 270-271.

[12] S. Rowecki, Polska źródłem świeżej myśli wojskowej, „Bellona” 1927, t. 28, s. 230-232.

[13] S. Rola-Arciszewski, Warunki kształtowania się doktryn strategicznych, „Bellona” 1928, t. 31, s. 227-239.

[14] Encyklopedia Wojskowa, pod. red. O. Laskowskiego, Warszawa 1931, t.2, s. 268.

[15] F. Skibiński, op. cit., s. 506-508.

[16] Tamże, s. 509-510.

[17] Ch. de Gaulle, Pamiętniki..., Warszawa 1962, t. I, s. 16.

[18] Najlepszym przykładem jest płk. dypl. Stefan Mossor, który publikując w 1937 r. w „Bellonie” artykuł pt. „Przewaga” „naraził się” pisząc między wierszami, że w obecnej sytuacji Polska nie ma szans na wygranie wojny z Niemcami. Ponieważ teza ta stała w jawnej opozycji wobec lansowanych haseł „zwarci, silni, gotowi”, sprawa zakończyła się tym, że w kampanii wrześniowej płk. Mossor (notabene jeden z wybitniejszych polskich teoretyków) zamiast stanowisko szefa sztabu armii „Modlin” otrzymał... dowództwo pułku kawalerii! F. Skibiński, op. cit., s. 513-514.

[19] Niektórzy inspektorzy armii często nie uznawali w ogóle regulaminów!; S. Feret, Polska sztuka wojenna 1918-1939, Warszawa 1939, s. 39-42.

[20] F. Skibiński, op. cit., s. 517.

[21] M. Kukiel, Z doświadczeń kampanii roku 1920 na Ukrainie i w Małopolsce, Warszawa 1921, s. 22-23.

[22] W tym duchu, jako czołowi legioniści, wypowiadali się m. in. płk. J. Stachiewicz (Doktryna i rutyna, Bellona 3/1923) oraz gen. E. Rydz-Śmigły (W sprawie polskiej doktryny. Rozkazy ,artykuły, mowy, Warszawa 1936); S. Feret, op. cit., s. 31-32.

[23] T. Zakrzewski, Doktryna wojenna we współczesnej wojnie, „Bellona” 1937, t. 49, z.5-6, s. 463.

[24] S. Mossor, Sztuka wojenna w warunkach nowoczesnej wojny, Warszawa 1938, wyd. II, 1945, s. 646.

[25] Oczywiście w skład doktryny niemieckiej wchodziły także inne pierwiastki, jak np. idea „punktu ciężkości” (Schwerpunkt), czyli skupienia sił w najważniejszym, decydującym punkcie. Termin ten został użyty po raz pierwszy przez Clausewitza i później rozwinięty.

Komentarze

Śr 12 Maj, 2004 Hubert napisał:
Witam,

Jako ilustracje zmaczenia doktryny, na najnizszym poziomie taktycznym, mozna podac przyklad bitwy w zatoce Samar (1944). Amerykanskie niszczyciele eskorty otrzymaly tam rozkaz, skladajacy sie doslownie z jednego zdania.
W raportach ich dowodcow czytamy zas "przy braku konkretnych instrukcji, postepowalismy zgodnie z doktryna...". Wynik walki swiadczy, ze musiala byc to dosc skuteczna doktryna.

Pozdrawiam


Dodaj komentarz