Wargaming Zone     

Przewagi elearów polskich
Data: Śr 07 Cze, 2006
Autor: Michał Chlipała
Wszystkie osoby zainteresowane dziejami nie tylko staropolskiej wojskowości, lecz także obyczajowością i kulturą Rzeczypospolitej Szlacheckiej powinny się czuć zadowolone po przeczytaniu tej publikacji

Opis:
Tytuł: PRZEWAGI ELEARÓW POLSKICH; autor : Wojciech Dembołęcki; redakcja: Radosław Sztyber; wydawca: Wydawnictwo Adam Marszałek; rok wydania: 2005; oprawa: miękka; format: 14,5x20,5; język: polski; ISBN 83-7441-103-1; ilość stron: 354, ilustracji: brak;

Recenzja:
Wszystkie osoby zainteresowane dziejami nie tylko staropolskiej wojskowości, lecz także obyczajowością i kulturą Rzeczypospolitej Szlacheckiej powinny się czuć zadowolone po przeczytaniu tej publikacji. Autor tej książki, Wojciech z Konojad Dembołęcki herbu Prawdzic, franciszkanin i “Świętej Teologijej bakałarz” był bowiem kapelanem pułku lisowczyków, który pod dowództwem Stanisława Stroynowskiego po raz drugi poszedł “na cesarską” w 1622 r. Przy okazji ambitny szermierz kontrreformacji, jakim niewątpliwie był ojciec Wojciech postanowił opisać dzieje swoich “owieczek”, stawiając ich na równi nie tylko z dawnymi krzyżowcami, lecz wręcz z biblijnymi wojskami Machabeuszy. Dlatego też na samym wstępie jego dzieła zostaniemy uraczeni wywodem o klęsce jaka spadła na Świętego Cesarza Rzymskiego (czyli “kąkolu herezji”), na którą jedyną radą i pomocą dla utrapionego cesarza mieli być elearzy, bowiem taką nazwę lisowczykom nadaje autor. Skąd wzięło się określenie elear i dlaczego “przez Boga zaciągnięte wojsko” nie miało z nieba listów przypowiednich (sic!) dowiemy się również.

Ponieważ autor nie uczestniczył w wyprawie do Siedmogrodu, która pod wodzą Walentego Rogawskiego spustoszyła księstwo i zmusiła Bethlena Gabora do ochrony własnych włości, zamiast oblegania Wiednia w 1619 roku, ani w pierwszej wyprawie “na cesarskie” pod wodzą Jarosza Kleczkowskiego, stąd jego informacje na ten temat, jako pochodzące z drugiej ręki nie zawsze są precyzyjne, jednak ponieważ pochodzą od weteranów tych walk można się mimo wszystko sporo dowiedzieć, choćby o sporach w pułku lisowskim po bitwie pod Humiennem. Skromny “snopek” informacji poświęca też autor chorągwiom o lisowskim rodowodzie walczącym pod Chocimiem w 1621 roku. Wreszcie Dembołęcki opisuje wyprawę z roku 1622, kiedy 17 chorągwi pod wodzą Stanisława Stroynowskiego ruszyło nad Ren, po drodze walcząc na prośbę lokalnych dowódców cesarskich z wojskami protestanckimi m.in. w okolicach Kłodzka. Ta część jest niewątpliwie najcenniejszym elementem książki, zawiera ona bowiem najwięcej informacji na temat szlaku bojowego, taktyki, organizacji, ale też i wyglądu czy obyczajów w pułku lisowskim. Niebagatelnym dodatkiem do tego jest wymienienie chorągwi idących na “cesarską” wraz z podaniem ich (dość przybliżonej) liczebności oraz artykuły jakie zaprzysięgło wojsko lisowskie podczas postoju w czeskim Klatovie wraz z warunkami kontraktu na jakich polscy żołnierze zostali zaciągnięci. Polecam, bo jest to ciekawe źródło, pokazujące jak wyglądał wewnętrzny regulamin w bractwie zaciężnego wojska, jakim byli lisowczy. A środki karne jakie przewidywano dla utrzymania dyscypliny były o tyleż proste, co drakońskie, ale może tu tkwi tajemnica sukcesów polskich wojowników? Być może w przeciwieństwie do wojsk kwarcianych (nie mówiąc już o pospolitakach) lisowczycy jako zawodowcy “pełną gębą” prezentowali o wiele wyższy poziom dyscypliny? Chociażby dla tego, że jako wysoko opłacani zaciężni (w przeciwieństwie do wojsk Rzeczpospolitej, która notorycznie spóźniała się z żołdem), wiedzieli, że wymaga się od nich więcej, a do kraju jako wywołańcy wrócić za bardzo nie mogą.

W tej części można przeczytać też bardziej szczegółowe opisy scen walk. Rzuca się w oczy sprawność polskiej jazdy zarówno w boju indywidualnym, jak i w walce zespołowej. Kapitalnie brzmią też pytania jakie Dembołęckiemu zadał arcyksiążę Leopold, z których możemy ułożyć sobie portet przeciętnego lisowczyka (czapka z “workiem”, długa delia z wielkim futrzanym kołnierzem, wąskie spodnie, żółte, podkute buty, brak zbroi, podgolona czupryna, krzywa szabla, wąsy, twarz poszczerbiona, konie małe, wąskie siodła, na których w biegu “leżą”). Wielokrotnie Dembołęcki pisze jak lisowczycy pokazywali mistrzowskie umięjętności w strzelaniu z łuków, ale każdy miał być też “trojaką strzelbą opatrzony”. Widać ponadto, że podstawowymi metodami złamania przeciwnika silniejszego i dysponującego piechotą, czy dragonami był dla lisowczyków były walka manewrowa i podstęp. Okrążenie przeciwnika, skryte wysłanie chorągwi na jego skrzydło, pozorowane odwroty (wystarczy porównać z postawą chorągwii Moczarskiego w bitwie pod Gniewem), wywabianie przeciwnika za umocnienia, pozorne zwiększanie swej liczebności poprzez tworzenie chorągwi z czeladzi, to typowe manewry stosowane przez elearów.

Dembołecki pisał swoje dzieło jako apologię zarówno elearów, jak i swojej roli przy nich. Zadedykował je Adamowi Sędziwojowi Czarnkowskiemu, a więc człowiekowi, który miał pilnować, by po powrocie do ojczyzny nie grabili i nie zabijali. Stąd próba zrzucania winy za grabieże na inne wojska, ale też gorzka uwaga, że w Rzeczypospolitej tacy żołnierze jak oni nie mogli liczyć na zarobek w służbie państwowej, z powodu wiecznie pustego skarbu.

Sama redakcja utworu jest dobra, wstęp jest dość długi (150 stron), ale znajdziemy w nim biografię autora, rozważania na temat innej polskiej literatury z okresu lisowczykom poświęconej, jej poprzednich wydań, krótki wybór ważniejszych pozycji bibliograficznych itd. Książka jest bogato opatrzona przypisami, jednak brakuje indeksów osobowych czy geograficznych. Niestety w aparacie naukowym książki wychodzi słabość edycji, redaktor jest (jak przypuszczam) językoznawcą, w związku z czym jego wiedza o wojskowości nie jest zbyt wielka, dlatego na przypisy i komentarze do terminów wojskowych polecam zwracać baczną uwagę.

Dostaniemy w “Przewagach..” doskonały opis Wojny Trzydziestoletniej, z całym jej okrucieństwem opisany bujny, żywym językiem, człowieka wykształconego obdarzonego zmysłem poetyckim i świetnym słuchem nie tylko językowym (ksiądz Wojciech był również autorem cenionej w swoim czasie muzyki kościelnej), notabene: twórcy koncepcji głoszącej, że w Raju mówiono bez wątpienia po polsku. Opis pełen postaci przypominających bohaterów “Matki Courage” Brechta. Warto poświęcić trochę czasu, by przeczytać tą ciekawą relację człowieka żyjącego w bardzo niespokojnych czasach.

Komentarze

Pi± 09 Cze, 2006 Marcin G napisał:
Wydawnictwo Adam Marszałek ma stronę internetową, w ten sposób można zamówić książkę.
Co do recenzji to jest bardzo interesująca, ale mam ogólną uwagę: książka ma charakter quasi-pamiętnika nie jest więc łatwa w odbiorze (język, sformułowania itd.). Tym niemniej wiele wnosi do poznania mentalności sarmackiej. Jest na pewno godna polecenia, chociaż raczej tym, którzy już wiedzą kim byli lisowczycy, których autor przemianował na elearów i próbuje zaciekle gloryfikować.

Pi± 09 Cze, 2006 pawel11 napisał:
Recenzja brzmi zachęcająco. A gdzie to dzieło można kupić? Mój wczorajszy rajd po warszawskich księgarniach pretendujących do miana ,,historycznych" zakończył się wynikiem negatywnym :(


Dodaj komentarz