.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Deutsch-Wagram 5 VII 1809:.
Wargaming Zone     
Niedziela godzina 02:23,
16 grudzień 2018

Deutsch-Wagram 5 VII 1809
Data: Czw 13 Kwi, 2006
Autor: Jan Snopkiewicz
Scenariusz ataku dywizji saskiej generała Polentza na wioskę Deutsch-Wagram w 1 dniu bitwy pod Wagram (5 VII 1809)

Wstęp

Otoczka historyczna

Scenariusz

Zasady ogólne

Przypisy



Wstęp

Niniejszy scenariusz przeznaczony jest do nauki gry, do nauki dowodzenia piechotą w wojnach napoleońskich. Nadaje się chyba do każdych zasad oferujących możliwość gry brygadą piechoty. Ja osobiście pisałem go pod grę Esprit de Corps, ale nie sadzę, aby istniały jakieś przeciwwskazania, aby zastosować go do rozegrania bitwy np. według przepisów Napoelonic Warfare.

Z 3 scenariuszy w cyklu proponuję rozegrać go jako pierwszy (nauczyć się walczyć piechotą), potem rozegrać bitwę kawaleryjską, a na końcu dopiero pełen scenariusz z drugiego dnia pod Wagram umożliwiający połączenie wszystkich rodzajów broni i naukę gry w większej skali.

Oczywiście zaznaczam, że należy go rozgrywać z jakimś pojęciem o epoce. Zapewne nie udało mi się za pomocą kilku prostych zasad wyeliminować wszelkie niedozwolone możliwości. Znając niestety skłonność wielu graczy do „naginania” zasad apeluje, aby scenariusz postrzegać jako zabawę nie jako rywalizację.



Otoczka historyczna

Wieś Deutsch-Wagram znajdowała się w centrum pozycji wojsk austriackich. Naturalnie był to więc newralgiczny punkt w linii obrony wojsk cesarskich.

Samo miasteczko nie było duże, od południa, skąd mieli nacierać koalicjanci płynął jednak mały, ale bardzo zarośnięty strumień. Dostęp do miasteczka możliwy był tylko, przez mały, drewniany mostek, uniemożliwiający rozwinięcie się wojska. Z kolei przekroczenie strumienia groziło sporym zamieszaniem i dezorganizacją.

Miasta broniła brygada austriacka w składzie 3 batalionów piechoty i batalionu jegrów (dokładny spis wojsk podam dalej). Były to siły jak się okazało zupełnie wystarczające do obrony tego miasteczka. Dowódca Austriacki ustawił batalion jegrów na przedpolach miasta w szyku rozproszonym, za nim w zabudowaniach miasta, w pierwszej linii stały obok siebie dwa, rozwinięte w linię bataliony piechoty. W drugiej linii pod kościołem, w głębi miasta stał w odwodzie trzeci, również rozwinięty w linię batalion piechoty liniowej. Bezpośrednio do dyspozycji Austriaka nie było ani artylerii, ani oddziałów kawalerii.

Pozycje te przyszło atakować oddziałom IX korpusu Wielkiej Armii – korpusowi saskiemu marszałka Bernadotte. Część sił została wydzielona do ataku nieco bardziej na wschód od Deutsch-Wagram (dywizja francuska generała Dupas). Do ataku na samo miasteczko przeznaczono dywizję saską gen Zezschwitza.

Atak rozpoczął się około godziny 21.00 natarciem brygady gen Lecoq (3 bataliony). Gdy tylko znalazły się one w polu ostrzału, ogień do nich otworzyli jegrzy i wspierające ich jednostki liniowe. Mimo tego Sasi parli naprzód i odepchnęli zarówno jegrów jak i dwa bataliony liniowe stojące w pierwszej linii. Zostali zatrzymani dopiero ogniem trzeciego batalionu stojącego pod kościołem. Atak załamał się, a żołnierze zaczęli szukać schronienia pośród częściowo płonących budynków.

Gdy pierwszy atak załamał się, do boju ruszyła brygada gen. Zeschau wspierana przez pułk (batalion) Prinz Maksymilian (razem 4 bataliony). Niestety, podczas przekraczania strumienia doszło do zamieszania, spotęgowanego jeszcze słabą widocznością ograniczaną przez dym. Stąd już niewiele było do załamania. Gdy oddziały weszły w pełne dymu, zniszczonych budynków, trupów i w sam środek walki prowadzonej pomiędzy Sasami a Austriakami na ulicach, również i ta brygada uległa rozproszeniu i ogólnemu chaosowi.

Sytuacja w miasteczku była dramatyczna. Dym, bardzo ograniczona widoczność oraz fakt, że zarówno Sasi jak i Austriacy nosili podobne, białe mundury (nie mówiąc już o tym, ze mówili tym samym językiem), doprowadził do wielu nieporozumień i bratobójczych walk. W Deutsch Wagram doszło do dantejskich scen – praktycznie nikt nie wiedział, co się dzieje, słychać było tylko krzyki, huki i błyski wystrzałów, ani Sasi ani Austriacy nie mieli pojęcia o tym co się tak naprawdę dzieje, oficerowie stracili praktycznie kontrole nad swoimi ludźmi, teraz praktycznie wszystko zależało od szczęścia i postawy żołnierzy.

W tej sytuacji dowództwo saskie uznało, że należy wprowadzić do boju elitarne jednostki gwardii. Do natarcia ruszyła najbardziej elitarna w IX korpusie brygada gen Hartitzscha składająca się z batalionu Leib-Grenadier-Garde, batalionu grenadierów von Bose i batalionu strzelców von Egidy. Niestety ani dowódcy ani żołnierzy nie poinformowano, że w wiosce znajdują się jeszcze własne jednostki. Kiedy brygada zbliżała się do miasta wyłoniło się z niego wielu uciekinierów, głównie saskich. Gwardia i grenadierzy, poczytując ich za Austriaków uformowały się nienagannie, po czym skosiły kilkoma celnymi salwami.

Tego już dla Sasów w miasteczku było za wiele – poszła wieść, że zostali otoczeni przez świeże siły wroga od tyłu i że na dodatek są atakowani przez nowe oddziały Austriacki od frontu. Około godz. 23.00 ostatnie niedobitki uciekły z Deutsch-Wagram na Aderklaa. Brygada Hartitzscha widząc, co się dzieje nawet nie weszła do walki, wycofała się uporządkowana na wyjściowe pozycje.

Straty Sasów były bardzo wysokie – według różnych źródeł szacuje się, że stracili około 40% stanu osobowego – czyli około 3000 ludzi. Nic mi bliżej nie wiadomo o stratach Austriaków.



Scenariusz

Siły:

Austriacy:

Dowódca brygady

3 bataliony piechoty liniowej (IR 17 Reuss-Paulen) każdy 6 kompanii (3124) [1]

1 batalion jegrów (2-tes jeager batalion) 6 kompanii (743)



Sasi:

Dowódca dywizji generallieutant von Zezschwitz



1 rzut

Brydgada generalmajor von Lecoq (z dywizji gen von Polentz)

1 batalion pułku Prinz Clemens – 8 kompani (741) [2]

1 batalion pułku von Low – 8 kompani (946)

1 batalion pułku vonCerrini – 8 kompani (983)



2 rzut

Brygada gneralmajor von Zeschau

1 batalion pułku Konig – 8 kompani (1018)

1 batalion pułku von Niesemuschell – 8 kompani (994)

1 batalion z pułków von Dyhernn i von Obschelwitz – 8 kompanii (895)

1 batalion pułku Prinz Maksymilian – 8 kompani (1013)



3 rzut

Brygada generalmajor von Hartitzsch

1 batalion Leib-Greandier-Garde – 4 kompanie (511)

1 batalion grenadierów von Bose – 4 kompanie (529)

1 batalion Schutzen von Egidy – 4 kompanie (474)



Opcjonalnie (patrz opis scenariusza)

2 baterie artylerii pieszej saskiej – każda po 4 działa 8-mio funtowe i 2 haubice 8-mio funtowe



Zasady ogólne

Austriacy:

Austriacy mogą sformować się w dowolny sposób, charakterystyczny dla tej armii. Nie mogą natomiast wspierać się dwie różne jednostki znajdujące się w dwóch różnych formacjach, (czyli Austriacy mogą stać zarówno w linii jak i w masie, ale obok np. linii w tym samym rzucie, na tej samej wysokości NIE MOŻE stać jednostka w innej formacji niż linia, nie dotyczy to tylko jegrów). Wyszkolenie jak i morale średnie, typowe dla zwykłych jednostek liniowych. Dowódca oceniając w skali od 1 do 5 powinien otrzymać jakąś 3 – według tego schematu dopasujecie sobie statystyki w różnych przepisach- typowy, zwykły ale niegłupi dowódca.



Sasi:

Powyższe stwierdzenie odnosi się również do Sasów. Swego czasu zastanawiałem się, czy Sasi mogą stosować w ogóle kolumny. Ostatecznie uznałem, że patrząc na przebieg walk jasnym jest, że musieli atakować w kolumnach, w innym wypadku nigdy nie weszliby prawdopodobnie do miasta. Morale podobnie jak wyszkolenie może być nieco niższe niż u Austriaków (ale NIECO niższe, nie róbcie z nich landwehry). Oczywiście zarówno gwardia jak i grenadierzy to oddziały elitarne, podobnie dobrym poziomem odznaczali się strzelcy. Dowódcy nieco słabsi – w skali od 1 do 5 – 2. Tylko von Hartitzsch powinien racji dowodzenia elitarną brygadą mieć nieco lepsze statystyki.



Walka odbywa się w nocy – należy zastosować odpowiednie przepisy z określonych zasad. Walka odbywa się ponadto w zadymieniu. Dal walk w mieście należy zastosować odpowiednie przepisy w odpowiednich zasadach.



Zasady specjalne

Po wkroczeniu na teren miasta oddziały, w których zasięgu ognia znajdzie się JAKIKOLWIEK oddział (nawet swój) muszą rzucić kostką, – jeżeli 1,2,3 – wtedy otwierają ogień na normalnych zasadach z rezultatami jak ostrzału wroga (symuluje to sytuacje pomyłek i ostrzelania własnych jednostek). Jeżeli wypadnie 4,5,6 – wtedy nie wolno otwierać ognia (wróg oczywiście musi wykonać taki sam rzut – może ostrzelać nawet jednostkę, która nie strzelała do niego) – symuluje to wzięcie oddziałów wroga za własne jednostki.



Czas trwania

Historycznie rzecz biorąc walka zaczęła się o godz. 21.00, a skończyła o 23.00. Dla porządku jednak przyjmijmy, że walka trwa 3 godziny – należy teraz obliczyć w zależności od systemu ilość tur.



Teren:

Dla uproszczenia proponuje przyjąć kwadrat o bokach 1,5m. Powinien być odpowiedni dla skali każdej z gier, które umożliwiają granie samodzielna brygada piechoty. Generalnie miasto powinno być na tyle szerokie, aby na jego krawędzi mogły stać obok siebie dwa, rozwinięte w linię bataliony austriackie.



Rozstawienie:

Istnieją dwa scenariusze – mniej i bardziej dowolny.

W bardziej ograniczonym jednostki muszą znajdować się miejscach i formacjach oznaczonych na mapie dołączonej do scenariusza, Saskie jednostki wchodzą na stół rzutami (drugi po godzinie i trzeci też po godzinie walki). Sasi nie mają tez artylerii. Jest to wersja dla osób lubiących odtwarzać symulacje bitew.



W bardziej dowolnym Austriacy i Sasi w tajemnicy zapisują pozycje swoich batalionów, następnie przenoszą je na stół. Austriacy są ograniczeni terenem od strony wioski do strumienia, Sasi zaś od krawędzi południowej w głąb pola na 30 cm. Sasi mają do dyspozycji dywizyjna artylerię. Ta wersja jest dla osób lubiących bawić się w scenariusze typu „A co by było gdyby” – daje większe możliwości popisania się taktycznego.



Warunki zwycięstwa:

Austriacy:

Zwyciężają, jeśli do końca gry utrzymają miasto (tzn. nie będzie w nim żadnej stabilnej jednostki saskiej) albo, gdy w mieście będzie znajdować się mniej sprawnych batalionów wroga. Zwyciężają automatycznie, gdy rozbiją wszystkie jednostki saskie.



Sasi:

Jeżeli zajmą całe miasteczko do końca gry (tzn. nie będzie w nim żadnej stabilnej jednostki austriackiej) albo, gdy w mieście będzie znajdować się najwyżej 1 sprawny batalion wroga, przy co najmniej 3 sprawnych własnych batalionach. Zwyciężają automatycznie, gdy rozbiją wszystkie jednostki austriackie.



Remis:

W pozostałych sytuacjach.



Przypisy

[1] numery w nawiasach to liczba ludzi w jednostce

[2] Normalnie batalion saski liczył 4 kompanie piechoty liniowej (teoretycznie z grenadierskim, 5 ale jak wiadomo na czas wojny je odłączano). Jednak Bernadotte zreformował korpus podczas jego pobytu w Wiedniu i połączył dwa bataliony w jeden – każdy od tej pory liczył teoretycznie 8 kompani.




Komentarze

Czw 17 Wrz, 2009 highlander napisał:
Witam jestem laikiem odnośnie wargamingu historycznego,ale coraz bardziej się tym interesuję.Zanim zakupię pierwsze figurki mam do Panów pytanie. Ile figurek (15mm) liczy średnio batalion saski?

Nd 22 Paź, 2006 nEY napisał:
No cóż nie rozumiem tej uwagi. Chyba to ironia była jesli tak no to sorry ale ja mam cały korpus saski i robię sobie scenariusze do Sasów i się nimi dzielę (tzn jak dotąd się tym jednym podzieliłem).
Jeśli się komuś nie podoba to niech robi własne scenariusze z Francuzami i Austriakami bo tych pewnie wszyscy mają na kopy. Wolna wola.
Jeśli to nie była ironią to traktujcie tę wypowiedź za niebyłą.

Czw 19 Paź, 2006 Chuck napisał:
Sasi ; a mamy tyle batalionów sasów , że o artylerii już nie wspomnę

Pi± 28 Kwi, 2006 nEY napisał:
No cóż wobec tego przeprowadze mały dowód: Rory Muir zakłada, że bateria zazwyczaj wystrzeliwała 20 do 30 pocisków na godzinę. W trakcie 3 godzin walki obie baterie byłyby więc w stanie wystrzelić do 180 pocisków. Z uwagi jednak na to, że artyleria Saska była dosyc słabo wyszkolona (tylko raz do roku odbywały się ostre strzelania w Dreźnie) oraz fakt, że jej działa były ciężkie, co utrudniało ich obsługę – działo 8-mio funtowe ważyło 1114 kilogramów – wg Alaina Peigard) należałoby chyba zmniejszyć tempo strzelania do około 150 wystrzałów na 3 godziny. Jeżeli tak to pojawia się problem celności. W idealnych warunkach, przy doskonałej pogodzie, bez działań wroga i w pełnej widoczności celu, jak wykazały testy ogniowe jedynie 26% wystrzałów kończyło się trafieniem z odległości (950 yardów) i to w przypadku, cięższych dział 12-sto funtowych mających większy zsięg, a zatem większa celność na bliższy dystans. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę fakt, że a) artylerzyści byli nie do końca wyszkolni, b) panowały ciemności (walka toczyłą się od godz 21) c) cel nie był praktycznie widoczny, d) cel znajdował się w zabudowaniach D) artylerzyści byli niewstrzelani i musieli dopiero usadowić się na pozycjach e) działa były przestarzałe i lżejsze kalibrowo to sądzę iż założenie, że jakieś 5% strzałow dosięgło celu nie byłoby przesadą. Jeżeli 5% to prawdopodobne około 8 pocisków trafiłoby w Austriaków. Ponieważ stali oni w liniach to jedna kula mogła zabić no już dajmy na to 10 ludzi (prawdpodobnie mniej no, ale żeby nie było, że zaniżam, o wpadaniu w druga linie w zabudowaniach raczej mowy być nie może). A zatem 80 ludzi w ciągu trzech godzin. Bataliony pod Deutsch-Wagram liczyły około 1000 ludzi. Jak łatwo policzyć straty sięgałyby około 8% stanu osobowego i to przy zalożeniu, że przez całe 3 godziny Sasi strzelaliby do Austriaków (co jest raczej niemożliwe bo jak piechota zaatakuje to jak będziecie ostrzeliwać Austriaków – swoich zabijać?). No, jeżeli takie straty złamałyby lub zmiękczyły batalion austriacki (zresztą rozłożone w czasie – jeżeli zabijałyby po 10 to pociski trafiałyby co około 22 minuty- i dotyczące jednego tylko batalionu) no to chyba bym zmienił zdanie o piechocie Austriackiej pod Wagram.

Pozdrawiam

Pi± 28 Kwi, 2006 Marcin G napisał:
Post z 24 kwietnia jest mój, spieszyłem się i zapomniałem zalogować.
Co do "rzezi" urządzonej przze artylerię nie ma raczej mowy, miałem na myśli zmiękczenie przeciwnika i fakt, że bez wsparcia artylerii atak jest trudniejszy niż z nim, bo wówczas bataliony przeciwnika mają już pewne straty, a w systemie "N" nawet straty rzędu 5-10% mają już pewne znaczenie.

Wt 25 Kwi, 2006 nEY napisał:
Witam

Widzę, że pojawiło się sporo kontrowersji co do ,,zaokrąglenia" czasu gry. Wyjaśniam więc przyczyny:
1) po pierwsze dane te pochodzą z opracowania (konkretnie z ospreya o Wagram) więc ciężko sprawdzić ich dokładność. Cieżko poeiwdzieć, że Saksonski dowódca brygady widzac wskazówkę na godzinie 21 machnął ręką i dał rozkaz do ataku.
2) po drugie walka zakończyła się o 22.30 tylko dlatego, że dwie pierwsze brygady zostały rozbite, trzecia nawet nie wesżła na dobre do akcji i się wycofała (no bo jak zobaczyli ogólną rejterade to dali sobie spokój). Był to jedyeny powód. Nie było sytuacji, w której ,,no jak nie zajmieny tego miasteczka wpol godziny to w ogole kleska bedzie bo przyjada posiłki Austriackie". Można więc logicznie zalożyć, że jeżeli dwei poprzednie brygady nie zostałyby rozbite to Sasi mogliby walczyć i do 23 a nawet do 0.00.
3) Zaokrąglenie moim zdaniem aż takiego strasznego wpływu na przebieg walki nie ma - jeśli nie skonstruujecie (mowie do ,,Sasów:) zgranego i porządnego ataku to i 10 godzin walki Wam nic nie da bo naprawdę jest to bardzo trudny atak.

Co do morderczości artylerii. No tak - budynki są drewniane. ale po pierwsze - piechota stoi co prawda w linii ale widać tylko ograniczoną cześć ludzi (stoją w miatseczku, cieżko powiedzieć aby była to jednolita linia). Poza tym skoro już tak się bawimy w dokłądnośc to kula armatnia pełna przestrzeli może jeden drewniany dom ale ze 2-3 szeregów to już raczej nie. Obniżona celność (bo do kogo celować - dwaj w wiochę), fakt, że walka toczy się w ciemnościach, ograniczony czas - to wszystko moim zdaniem uniemożliwia urządzenie ,,rzezi" Austriaków (zreszta do diabła - slyszeliście, żeby artyleria wyrzadziła wielkie szkody garnizownowi wioski - co najwyżej je podpalała i utrudniała obronę - taka jest rola artylerii, a nie wybijanie niczym w jakims warhamerze przez 20 godzin po jednym cżłowieku:]

Pozdrawiam

Pon 24 Kwi, 2006 Gość napisał:
Tak, czas na pewno jest kluczowy w scenariuszu (nie tylko tym). Nie jestem przekonany czy jednak ostrzał kulami trwający kilka dobrych rund nie zmiękczy poważnie batalionu piechoty, w każdym razie na tyle, by nie był on w stanie ustać. Dwie baterie artylerii to jednak spora siła ognia, a wieś chyba nie ma zabudowy murowanej (przyznam, ze nie zwróciłem na to uwagę, ale w głowie mam zapewnienie autora scenariusza, że D-W to typowa wieś). W przypadku murowanych budynków szanse ustania austriackiej piechoty rzecz jasna wzrastają. Tak czy owak nadal jest to 4 do 11 w batalionach piechoty.
Doświadczenie mi podpowiada, ze kluczem nie są jednak siły (mimo wszystko), ale umiejętności graczy :)

Pi± 21 Kwi, 2006 Hubert napisał:
Witam,

Marcinie, a co Ci da ta artyleria, w sytuacji, gdy przeciwnik jest we wsi, a przed wsią jest strumień? Ze scewnariusza co prawda nie wynika, jak daleko od wsi jest strumień i czy jest przekraczalny dla artylerii, ale ponieważ powoduje on dezorganizację piechoty dla artylerii też jest co najmniej nie obojętny. Nie widzę więc zbyt wielkich nadzieii na postawienie dział tak, by strzelały kartaczami, a ostrzał kulami... cóż będzie zadawał straty, ale biorąc pod uwagę czas, który jest do dyspozycji mocno wątpię, czy będzie to na wagę zwycięstwa. Zresztą w tym scewnariuszu wszystko jest kwestią czasu - mając nieograniczony czas Sasi przy takiej przewadze po prostu muszą zmęczyć Austriaków. Ale czas nie jest niegraniczony... Z punktu widzenia systemu "Wojny Napoleońskie", moim zdaniem, o wiele istotniejszym czynnikiem jest "zaokrąglenie" w górę czasu walki do 3 godzin, niż uwzglednienie, lub nie, artylerii dywizyjnej.

Pozdrawiam

Pi± 21 Kwi, 2006 pawel11 napisał:
Scenariusz na pewno sprawdzimy jeszcze przed wakacjami. Jeśli będą chętni to w obu wariantach. Obiecuję napisać AAR. A modyfikację sił uważam za zły pomysł: mamy ,,historyczne" składy i takimi trzeba zagrać.

Czw 20 Kwi, 2006 nEY napisał:
No cóż Marcinie - przyznaję, że w scenariuszach nie umieszczaliśmy artylerii, ale bez przesady z tą morderczością. Przecież Austriacy są w zabudowaniach, poza tym to podejście za bliskie może spowodować ostrzelanie przez jegrów w rozsypce co może być dla artylerii nieprzyjemne. To raz. Poza tym Austracy mają mozliwośc taktycznego popisania się (np kiedy gralismy mój kolega wystawił się na flance mojej dywizji sformowanej rzutami, po czym przeszedł do ofensywy i musiałem w panice zmienać front całej dywizji). To dwa. Trzy to to, że taki był skład dywizji - takie siły były i już- nie wiem czmu w prawdziwej bitwie Zezschwitz nie użył artylerii, ale ją miał i tyle.
Artyleria w tym scenariuszu to moze moim zdaniem co najjwyżej shajcowac wiochę ale to zarówno utrudni atak jak i obronę. No ale nie wiem - to tylko dywagacje - warto żebyście sprawdzili - jeśli wyjdzie jakoś głupio to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zmnienioć scenariusz - własnie ciekawie by było gdybyście dzielili się wnioskami z rozegranych przykładów - nie wsyztko da się w końcu przewidzieć:)

Pozdrawiam

Czw 20 Kwi, 2006 Marcin G napisał:
Faktycznie scenariusz "dowolny" przy starciu piechoty moze ma jeszcze sens, ale przy wsparciu saskiej artylerii już raczej niewielki... Może to specyfika systemu "Napoleonic Warfare", ale wydaje mi się, że i przy innych systemach oddajacych realia wsparcie przez dwie baterii artylerii (przy jej braku u npla) daje miażdżącą przewagę. Przy założeniu że D-W to zwykła wieś można austriaków wymordowac z bliska, a przewaga piechoty zrobi resztę. Ale może się mylę...

Śr 19 Kwi, 2006 nEY napisał:
P.S. Według mapy strumień jest trochę za daleko od D-W więc nic się nie stanie jak mapkę trochę zmodyfikujecie:)

Śr 19 Kwi, 2006 nEY napisał:
Witam

Oczywiście chętnie odpowiem na Twoje wątpliwości - spokojnie, ten scenariusz dlatgeo napisałem tak ogólnie, aby nie był kłopotów z dostosowaniem skali:)

1) Według mapy miało około 500m długości i 250 metrów głębokości. Nie pytajcie się mnie jak u licha Austriacy zmieścili tam te bataliony:) bo przyznam nie wiem - stąd ta zasada mająca ułatwić ich ustawienie. W pierwszej linii napewno stały dwa bataliony, w drugiej napewno jeden. Jak wynika z opisu walk stali oni w linii, resztę już sam przyzanję dopowiedziałem
2)taak taka wiocha po prostu, nic specjalnego:)
3)ugh no sądze, że około 70 metrów, niestety nie mam aż tak dokładnych map:(
4)Asutriacy - a w jakiej chcesz, oni są w rozsypce na przedpolach więc są i wszedzie i nigdzie:) Grunt, żeby byli frontem do strumienia i żeby centrum ich formacjji było w linii prostej z centrum wioski. Sasi - niedużo od krawędzi (no jakies 5 cm powinno być ok).
5) Kolejne rzuty wychodzą w kolumnach atakujących tak jak rzut pierwszy, bataliony obok siebie (w zasięgu ,,wsparcia")
6) To już naprawe nie ma znaczenia - jak chcesz możesz całe Wagram odtworzyć:) Ale na powaznie - sadze, że połówę miasteczka czyli w odległości jakichś 250 metrów od krawędzi.
7)No grenadierzy i gwardia zdecydowanie lepsze - a Saska piechota - no róznie tutaj ciężko powiedzieć coś jednoznacznego. Ogólnie uważana była za słabszą w tym okresie. Ja uważam, że wyszkolenie było podobne tylko morale może troche gorsze, ale to już kwestia gsutu, że tak powiem:)
8)OOOO nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz:) Własnie taki scenariusz rozgrywaliśmy z kolegami i trzy razy Sasi dostali ciężkie baty:) (Fakt, że ja byłem Sasem:P). Więc nie lekceważ sił Austriackich, sa za strumieniem, ich bataliony są silniejsze i lepsze, a żeby ich zaatakować trzeba przejść strumień co Sasów deorganizuje zazwyczaj, szturm na D-W też do łatwych nie nalezy. Więc spokojnie, własie to jest ciekawe i daje możliwości do popisu:)

Pozdrawiam:)

Śr 19 Kwi, 2006 pawel11 napisał:
Pracuje nad dostosowaniem scenariusza do rozgrywki na systemie ,,Napoleon" i w związku z powyższym mam pytania do autora (Janku proszę o wyrozumiałość;):
1. Czy rzeczywiście miasteczko D-W było tak szerokie, bo jeśli mieszczą się obok siebie dwa baony w linii to musiało mieć około 750 metrów szerokości? a jak było z głębokością?
2. Jak rozumiem D-W to typowe austriackie miasteczko z tego czasu: domki otoczone sadami, żywopłotami lub murkami/płotami?
3. jaka jest odległość pomiędzy miasteczkiem a strumieniem?
4. W jakiej odległości od strumienia mogą się rozwinąć strzelcy austriaccy (zakładam, że mają sztucery)a w jakiej zaczyna I rzut Sasów?
5. Kolejne rzuty saskie wchodzą z krawędzi pola walki? w jakim szyku (linia, kolumna marszowa, kolumna)?
6. Jakie są odległości od D-W do bocznych skrajów pola walki (wychodzi mi, że po 300 - 400 metrów)?
7. Jak rozumiem Sasi mieli gorsze morale od przeciwnika ale zakładam, że nie dotyczy to grenadierów i gwardii. Wyszkolenie obu stron uznaje za równorzędne, a grenadierzy i gwardia chyba powinni mieć lepsze od liniowej piechoty austriackiej.
8.Rozgrywanie scenariusza ,,dowolnego" tj. z wprowadzeniem do walki całości sił saskich chyba mija się z celem (przynajmniej na systemie ,,N"). 4 baony przeciwko 11 (choć w większości słabszym jakościowo) wzmocnionym dwoma bateriami to gra do jednej bramki.

Pi± 14 Kwi, 2006 Gość napisał:
Witam i odpowiadam

Wszyscy strzelcy ze wszystkich batalionów liniowych zostali zgrupowani w dwa osobne bataliony strzelców (jeden z nich jest w brygadzie Harititzsch, drugi był w dywizji francuskiej gen. Dupas). Saskie bataliony liniowe w żadnym razie nie moga węc wysyłać w pole swoich ,,schutzen" gdyż zwyczajnie ich nie mają.

Pozdrawiam
Janek

Pi± 14 Kwi, 2006 pawel11 napisał:
Scenariusz zapowiada się bardzo interesująco. Muszę go tylko dostosować ;) do systemu ,,Napoleon". Mam pytanie do autora: czy u Sasów jest przewidziane używanie tyralierów z baonów liniowych jako lekkiej piechoty czy jedyną lekką piechotą jest batalion strzelców?

Czw 13 Kwi, 2006 Marcin G napisał:
Przeczytałem scenariusz wprowadzając poprawki redaktorskie i też uważam, że jest ciekawy i dobrze przygotowany. Myślę, że może to być jakiś wyznacznik na przyszłość, a same scenariusze spotkają się z dobrym odzewem.

Czw 13 Kwi, 2006 Robert napisał:
Bardzo mi się podoba przygotowanie scenariusza- klarowna forma i wstęp historyczny. O podziale jednostek saskich wg. Bernadotte'a dowiedziałem się dopiero teraz- to dodatkowa wartość tego scenarisuza. Postaram się sprawdzić go w praktyce możliwie szybko. Pozdrawiam. R

Czw 13 Kwi, 2006 Gość napisał:
A ja w tym miejscu (jak zwykle zresztą:) Przepraszam bo wpisałem w tytule dywizję Polentza, a później jest mowa (zresztą słusznie, zgodnie z prawdą) o dywizji gen. Zezschwitz'a (głupi Sasi to wasza wina, też se musieliście powymyślać .....dywizje phi:P). Sorry ale coś mi się chyba Raszyn na móżg rzucił (chociaż nominalnie dowodział tam nie Polentz ale von Dyherrn) ehhhh starość nie radość:(

Pozdrawiam i przepraszam za roztargnienie
Janek


Dodaj komentarz