.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Korpus interwencyjny w 1939 r.:.
Wargaming Zone     
¦roda godzina 08:27,
19 grudzień 2018

Korpus interwencyjny w 1939 r.
Data: Śr 24 Sie, 2005
Autor: Marcin Gawęda
Korpus Interwencyjny, przewidziany na wypadek hitlerowskiego puczu w Gdańsku, jest przykładem związku, który zaistniał z przyczyn politycznych

Korpus Interwencyjny, przewidziany na wypadek hitlerowskiego puczu w Gdańsku, jest przykładem związku, który zaistniał z przyczyn politycznych, natomiast nie miał uzasadnienia z punktu widzenia zasad sztuki wojennej i ogólnej sytuacji strategicznej. O ile obawa przed czechosłowackim wzorcem wydarzeń w stosunku do Polski, w którym aneksja Gdańska mogła być pierwszą fazą stopniowej agresji był zrozumiały, o tyle trwanie przy takim stanowisku niemal do ostatnich dni pokoju, wobec coraz wyraźniejszego zagrożenia niemieckiego w stosunku do całego państwa, musi budzić zdziwienie.

Tadeusz Jurga pisze: „[...] w kalkulacjach rachujących sposoby, których Niemcy mogliby się chwycić szukając zbrojnego zadośćuczynienia swoim pretensjom terytorialnym, wysuwał się nadal na czoło, jako najbardziej prawdopodobny, hitlerowski pucz wojskowy w Wolnym Mieście. Rzecz oczywista, że wybierając z dwojga złego, ograniczenie konfliktu tylko do problemu Gdańska i korytarza pomorskiego było niebezpieczeństwem wielokroć mniejszym, niż bezpośrednie zaatakowanie Polski. Przyjęcie przez Niemcy takiego sposobu rozwiązania kryzysu gdańskiego dowodziłoby, że Hitler ugiął się przed siłą aliansu anglo-francusko-polskiego [...]. Strona polska bardzo na to liczyła. Liczyła tak długo, aż wreszcie zaczęto wierzyć, że tylko w ten sposób potoczyć się mogą wydarzenia” [1].

Problem ewentualnej interwencji polskiej w Gdańsku pojawił się już w elaboratach z II połowy lat dwudziestych. W elaboracie „Gra wojenna profesorska” z 1930 r. mowa jest o potrzebie sformowania w okresie pokoju specjalnego korpusu interwencyjnego przeznaczonego do uderzenia na Gdańsk z rejonu Starogardu, pod osłoną Borów Tucholskich. W roku 1936 na polecenie Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych gen. Władysław Bortnowski (późniejszy dowódca armii „Pomorze”) przygotował prace studyjne dotyczące militarnej interwencji polskiej w Gdańsku. Gen. Bortnowski opracował studium, które zakładało uderzenie na Gdańsk siłami dwóch dywizji piechoty i brygady kawalerii. Już wtedy koncepcja ta była jednak całkowicie wyodrębniona z kontekstów operacyjnych. Jak to określił Jerzy Godlewski – miała abstrakcyjny charakter [2].

Podobnie abstrakcyjny charakter (jeśli nie bardziej) miało powrócenie do starej koncepcji ewentualnej interwencji polskiej w Gdańsku na wypadek niemieckiego puczu w połowie sierpnia 1939 roku. Opracowana w marcu 1939 r. idea interwencji w Gdańsku miała, poprzez swoje niewielkie ramy, większe uzasadnienie niż późniejsza, sierpniowa koncepcja, gdyż de facto sprowadzała się do wkroczenia na teren Wolnego Miasta Gdańska (w miejscowości Pszczółki) niewielkich sił polskich – była to więc raczej manifestacja polskiej obecności niż akcja zbrojna. Tej manifestacji miał dokonać 2 pułk szwoleżerów stacjonujący w Starogardzie, wzmocniony dodatkowo kompanią piechoty [3]. Z czasem zamiar wykonania „małej” akcji przekształcił się w planowanie akcji na dużą skalę, którą wykonywać miał specjalnie do tego celu sformowany dwudywizyjny korpus.

Korpus Interwencyjny został zmobilizowany 14 sierpnia 1939 r. w oparciu o siły II Okręgu Korpusu (Lublin) i natychmiast po utworzeniu wysłany na Pomorze [4]. W skład Korpusu Interwencyjnego, którego dowódcą został gen. Stanisław Skwarczyński, wchodziły 13 i 27 dywizie piechoty oraz jednostki pozadywizyjne. Sformowanie korpusu nastąpiło na wskutek wzrastających niepokojów w Gdańsku. Korpus Interwencyjny miał ingerować w chwili:

- bezpośredniej niemieckiej interwencji wojskowej w formie wkroczenia wojsk lub desantu, co automatycznie wywołuje kontrakcję strony polskiej,

- wewnętrznego puczu w Gdańsku, który pozostaje w sferze incydentu dyplomatycznego lub wywołuje incydent zbrojny [5].

Bazą operacyjną korpusu miał być rejon Bydgoszcz – Toruń – Inowrocław, natomiast pozycjami wyjściowymi do natarcia rejon Kartuzy – Starogard. W razie konieczności wycofania korpusu przewidywano odejście przez Chełmno lub Bydgoszcz na południe, z możliwością wejścia do bitwy toczonej przez armię „Pomorze” na osiach Chojnice – Tuchola lub Tuchola – Koronowo, ewentualnie na przedpolach Bydgoszczy [6].

Korpus Interwencyjny miał za zadanie „szybkim napadem zdobyć Gdańsk”. W tym celu należało jak najszybciej zdobyć wzgórza Wrzeszcz – Emaus, które panują nad miastem i równocześnie dają możliwości jego zdobycia.

Główny wysiłek korpusu spoczywał na zachodnim skrzydle, gdzie nacierać miała cała 27 dywizja piechoty, po osi: Skarszewy – Kolbudy – Wrzeszcz. Po wschodniej stronie nacierać miała jednym pułkiem 13 dywizja piechoty, po osi: Godziszew – Straszyn – Łostowice – Emaus. Za nim, po tej samej osi, podążać miał drugi pułk tej dywizji, jako odwód korpusu. Natomiast wzmocniony trzeci pułk miał ubezpieczać działania korpusu od wschodu, z kierunku Prus Wschodnich. Ubezpieczenie od zachodu zapewnić miał dowódca armii „Pomorze”. Oprócz planu ataku, opracowany był także plan wycofania korpusu z rejonu pomorskiego na wypadek wojny [7].

Korpus został dość hojnie jak na warunki polskie wyposażony w jednostki pozadywizyjne, otrzymał bowiem:

- dywizjon artylerii ciężkiej,

- batalion czołgów lekkich,

- batalion saperów,

- lekką kolumnę pontonową typu I,

- kompanię ckm plot (typu A - ruchomą).

Poza tym 27 dywizja piechoty składała się z dziesięciu batalionów (w jej struktury wchodził jeszcze IV batalion 50 pułku piechoty) [8].

Gen. Wacław Stachiewicz szef Sztabu Głównego pisze, że na wysuwanie jednostek na północ od Bydgoszczy, generalny inspektor godził się niechętnie, uważając je za absurd operacyjny, do którego jest zmuszany względami politycznymi [9]. Dnia 24 sierpnia 27 dywizja piechoty została przerzucona na południe od Starogardu Gdańskiego, by móc szybciej reagować na sytuację w Gdańsku. Spowodowało to pewne, niekorzystne z punktu widzenia obrony, przesunięcia w armii „Pomorze”.

Korpus Interwencyjny istniał jedynie na wypadek incydentów w Gdańsku, w momencie zagrożenia wojennego miał zostać rozwiązany, a jego jednostki przydzielone do innych armii. Korpus został rozwiązany 31 sierpnia, kiedy wojna z Niemcami była już bardzo realna. 27 dywizję piechoty oddano armii „Pomorze”, a 13 dywizja piechoty, tak jak sztab korpusu, przeszły do dyspozycji Naczelnego Wodza [10]. Niestety nie zdążono przed wybuchem wojny zmienić już niekorzystnego ugrupowania armii „Pomorze”, wynikającego z istnienia Korpusu Interwencyjnego, które polegało na głębszym wejściu tej armii w „korytarz pomorski”. Tak więc powstanie i zamiary użycia Korpusu Interwencyjnego wpłynęły negatywnie na ugrupowanie armii „Pomorze”, znacznie przyczyniając się do jej klęski w Borach Tucholskich. Lakonicznie, ale bardzo celnie ujął to Marian Porwit w swoich komentarzach: „Wysłanie w sierpniu Korpusu Interwencyjnego w korytarz wyciągnęło nie tylko całą 9 dp i Pomorską bk, ale również dodatkowo wyznaczone oddziały wydzielone aż po Kościerzynę. [...] Jeśliby nie było Korpusu Interwencyjnego, ugrupowanie na zachodnim brzegu Wisły miałoby swe skrzydło na wysokości Chojnic. W rejon Tucholi weszłaby Pomorska bk, 9 dp zaś miałaby do obrony odcinek Koronowa, o połowę krótszy” [11]. Miałoby to bez wątpienia bezpośrednie przełożenie na zdolność bojową armii „Pomorze” w trakcie bitwy o Bory Tucholskie.

Gen. Władysław Bortnowski przez cały czas uczestniczył w planowaniu akcji Korpusu Interwencyjnego (chociaż było to o tyle utrudnione, że sztab gen. Skwarczyńskiego cały czas pozostawał w Warszawie) i to gen. Bortnowski miał proponować wysunięcie wojsk korpusu bardziej na północ, kiedy się okazało, że z rejonu Bydgoszcz – Fordon manewr kolejowy pod Gdańsk zajmie aż 3-4 dni. Do tego momentu ciężki sprzęt nie był nawet wyładowywany ze składów transportowych. Nie bez znaczenia zapewne były i naciski ministra spraw zagranicznych, aby akcja na Gdańsk była akcja natychmiastową [12].

Zamysł powołania i użycia Korpusu Interwencyjnego nie wytrzymuje krytyki pod względem zgodności z zasadami sztuki wojennej. Użycie korpusu w żaden sposób nie zostało zsynchronizowane z operacyjnymi zagadnieniami obrony Pomorza, co więcej burzyło nawet podstawowe operacyjne przesłanki na niekorzyść armii „Pomorze”, zupełnie nie licząc się z konsekwencjami, jakie dla tej armii mogą z tego wyniknąć. Plan użycia korpusu był wreszcie odejściem od wszystkich wypracowanych w tym zakresie założeń, które zarysowały się w tej kwestii od roku 1936. Koncepcja ta była zdaniem Jerzego Godlewskiego powrotem do zupełnie już nierealnych, bo powstających w zupełnie odmiennej sytuacji strategicznej, koncepcji dotyczących obrony Pomorza z końca lat dwudziestych [13].

W chwili rozwiązania Korpusu Interwencyjnego jego jednostki przydzielono jak następuje:

13 dp – do armii „Prusy”

27 dp – do armii „Pomorze”

1 dywizjon 2 pac – do armii „Pomorze”

1 batalion czołgów lekkich – do armii „Prusy”

81 batalion saperów – do armii „Prusy”

7 kompanię ckm. plot – do odwodu Naczelnego Wodza „Wyszków”

121 kompanię lekkich mostów pontonowych – do odwodu Naczelnego Wodza „Wyszków” [14].

Spóźniona decyzja wycofania Korpusu Interwencyjnego, a co za tym idzie niekorzystne usytuowanie armii „Pomorze”, było jedną z przyczyn klęski w Borach Tucholskich. Co więcej część jednostek z rozwiązanego Korpusu Interwencyjnego początki wojny spędziły w transporcie kolejowym zmierzając do nowego miejsca przeznaczenia.

Istnienie Korpusu Interwencyjnego jest znakomitym przykładem planowania opartego na przesłankach politycznych i pobożnych życzeniach, a nie na twardych zasadach sztuki wojennej. Szef sztabu armii „Łódź” Aleksander Pragłowski wspomina rady płk. Ludwika Faury, faktycznego twórcę polskiego korpusu oficerskiego: „Kiedy byłem jeszcze słuchaczem szkoły sztabu generalnego (...) Faury sformułował w odniesieniu do naszego zachodu następującą tezę: bez względu na to co zechce uczynić dowództwo polskie w wojnie obronnej z Niemcami dwa momenty są tak oczywiste, że w odniesieniu do nich nie może być wątpliwości lub wahań. Nie wolno pozostawiać Polakom żadnych sił w Korytarzu Pomorskim bo zostaną przyparte do Wisły i odcięte: nie wolno wysuwać sił do operacyjnie martwego występu poznańskiego bo zostaną oskrzydlone, odłączone od reszty sił i pobite oddzielnie” [15].

Na zakończenie warto zauważyć iż działanie Korpusu Interwencyjnego w kierunku Gdańska i hipotetyczny wybuch hitlerowskiego puczu w tym mieście może być podstawą do ciekawego scenariusza bitewnego, gdzie inicjatywa (przynajmniej początkowo) byłaby po stronie polskiej.



1. T. Jurga, Obrona Polski 1939, Warszawa 1990, s. 211.

2. J. R. Godlewski, W. Odyniec, Pomorze Gdańskie. Koncepcje obrony i militarnego wykorzystania od wieku XIII do roku 1939, Warszawa 1982, passim.

3. J. R. Godlewski, W. Odyniec, Pomorze Gdańskie..., s. 427.

4. J. Jaklicz, Kampania wrześniowa 1939, IPMS (Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie), sygn. BI.3a/9, s. 69-70.

5. W. Stachiewicz, Przygotowania wojenne w Polsce 1935-1939, Paryż 1977, Pisma t.1 z. 40, s. 208, Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej. Kampania wrześniowa, t.1, cz.1, Londyn 1952, (dalej PSZ), s. 378.

6. J. R. Godlewski, W. Odyniec, Pomorze Gdańskie..., 428-429.

7. Wojna Obronna Polski, Wybór źródeł, Warszawa 1968, dok. nr. 94-97, s. 342-346, PSZ, t.I,cz.1, s. 379.

8. PSZ, t. I, tab. XI.

9. PSZ, t.I,cz.1, s. 210.

10. PSZ, t.I, cz.1, s. 416.

11. M. Porwit, Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 roku, cz.1, Warszawa 1983, s. 90-91.

12. T. Jurga, Obrona Polski..., s. 211.

13. J. R. Godlewski, Pomorza Gdańskie..., s. 427.

14. PSZ, t.I, cz. I, tab. XI.

15. A. Pragłowski, Kampania wrześniowa, Kultura, Paryż 1959, nr 9, s. 79.

Komentarze

Pi± 26 Sie, 2005 Gość napisał:
(znowu mnie wyrzuciło z systemu i muszę komentować jako Gość - nie mam już do tego siły i nie chce mi się zakładać kolejnego profilu, może Administrator mógłby mi przywócić stare hasło które prawdopodobnie system automatycznie zmienił)
Uważam, że przy specyfice Września`39 tzn. śladowych ilości niektórych typów uzbrojenia np. broni pancernej, artylerii ppanc itp. rozliczanie siły ognia (np. ppanc) w jedynce jest konieczne. Z rozliczaniem strat w jedynce jest tak, że towarzyszy temu pewna buchalteria (gdzieś to weszystko trzeba liczyć i zapisywać). Mnie to nie przeszkadza, ale na Jelonkach zdaje się jestem w mniejszości. Dlatego wszystkie nasze nowsze wersje przepisów dążą do ograniczenia buchalterii na rzecz grywalności - oznacza to uproszczenia np. zaokrąglanie strat zadawanych w jednym działaniu np. do 25 (okres napoleoński). Moim zdaniem powodem zmęczenia było to, że kampania była zbyt długa (najpierw robiliśmy przerwy, następnie stawały się one coraz dłuższe aż w końcu zajeliśmy się innymi tematami). Osobiście lubię szerokie scenariusze kampanii - szczególnie w ww1 i ww2, gdzie działania na poziomie dywizja na dywizję lub korpus na korpus w zasadzie nic nie znaczą.
Ale wiadomo - życie dyktuje nam swoje rozwiązania i naprawdę bardzo ciężko zmobilizować się do dużej kampanii.
Pozdrawiam
rrober

Czw 25 Sie, 2005 Marcin G napisał:
Kampania wrześniowa interesowała mnie kiedyś bardzo mocno - moja praca magisterska dotyczyła planu "Zachód". Artykuł jest zresztą w dużej mierze "poskładany" z różnych jej fragmentów.
Z kolei ja gratuluję ciekawego pomysłu na kampanię. Zastanawiam się tylko na ile zmęczyła Was w czasie grania mała skala i drobiazgowe rozliczanie strat.

Czw 25 Sie, 2005 rrober13b napisał:
Gratuluję artykułu. Nie sądziłem, że interesuje Cię ten okres historyczny.
Swego czasu na Jelonkach rozegraliśmy kampanię w realiach Września`39, opierającą się o scenariusz zakładający, że Niemcy mają za zadanie przeciąć Korytarz Pomorski w możliwie krótkim czasie (żeby zapewnić komunikację lądową z Prusami Wschodnimi i przegrupować sił do uderzenia na Warszawę z kierunku północnego). Korytarz był broniony przez Armię Pomorze (siły użyte odpowiadały danym historycznym). Kampania została rozegrana na naszych przepisach, posługując się mapami sztabowymi z okresu oraz wojskami w przeliczniku, bodajże 1/25 dla piechoty i 1/5-10 dla sprzętu (przelicznik ruchomy - siła ognia i straty rozliczane w jedynce).
Haczykiem, który był w scenariuszu i o którym nie wiedziała strona Niemiecka było to, że za linią polskiej obrony (a konkretnie w Borach Tucholskich) znajdował się maszerujący na południe Gdański Korpus Interwencyjny (założyliśmy, że polskie dowództwo nie zdąrzyło go w porę wycofać), wzmocniony dodatkowymi jednostkami zmotoryzowanymi i pancernymi (Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa i dodatkowy batalion czołgów 7tp). Możecie sobie wyobrazić zaskoczenie dowódcy 3 DPanc kiedy natknął się na kontratakujące (aby otworzyć drogę odwrotu dla Korpusu Interwencyjnego) polskie czołgi w miejscu, gdzie po przełamaniu dosyć słabej kordonowej obrony Armii "Pomorze" nie spodziewał się zastać żadnej zorganizowanej polskiej formacji.
Kampanię wspominam bardzo sympatycznie - chociaż trwał bardzo długo i w zasadzie została przerwana na skutek zmęczenia uczestników (głównego starcia pancernego już zdaje się nie rozegraliśmy).
Pozdrawiam
rrober


Dodaj komentarz