.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Wiedza historyczna a wargaming:.
Wargaming Zone     
Niedziela godzina 02:08,
16 grudzień 2018

Wiedza historyczna a wargaming
Data: Wt 29 Mar, 2005
Autor: Marcin Gawęda
Artykuł traktuje o przydatności wiedzy historycznej w wargamingu

U podstaw niniejszego artykułu legło pytanie: Czy wiedza historyczna jest potrzebna do wargamingu? Jeśli tak to w czym ona pomaga?

Pytanie wydaje się retoryczne, a część osób być może powie – nie jest. I na tym można by zakończyć sprawę, warto się jednak zastanowić w jakim aspekcie wargamingu taka wiedza może się przydać i co mamy na myśli mówiąc „wiedza historyczna”. Otóż nie chodzi tutaj oczywiście o sprawdzanie tego, czy ktoś jest magistrem historii, czy chociażby jej studentem. Znam wiele osób nie mających nic wspólnego z historią, a gry wojenne, czy malowanie figurek jest po prostu ich hobby. Jako wiedzę historyczną będziemy więc rozumieć znajomość realiów pola walki, umundurowania i taktyki danego okresu historycznego.

Postawmy więc pytanie nieco inaczej – w czym taka wiedza ułatwia zabawę w wargaming? I postawmy od razu drugie – kiedy pewna wiedza historyczna jest wprost niezbędna? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć w poniższym artykule.

Po pierwsze człowiek zaznajomiony z daną epoką nie musi przyswajając wiedzy ogólnej, bez której nawet dobra znajomość przepisów nie zawsze wystarcza. Jeśli gracz po raz pierwszy ma kontakt z przepisami, musi zapoznać się nie tylko z mechaniką, ale i z potężną dawką wiedzy z danego okresu – bez tego będzie mu trudno grać. Przykładowo osoba nie mająca zielonego pojęcia o sprzęcie pancernym w II wojnie światowej, a chcąca grać w system, gdzie modele pojazdów przedstawione są w skali 1:1 (np. GI Commander), stanie przed niemałym problemem – masą kolumn w tabelach charakteryzującą wiele elementów poszczególnych wozów bojowych. Tymczasem gracz znający dane taktyczno-techniczne poszczególnych wozów bojowych przyswoi tabelę bardzo szybko, a podejrzewam, że może grać z powodzeniem nawet bez jej znajomości, umiejętnie wykorzystując poszczególne rodzaje sprzętu. Po prostu będzie on wiedział, że pancerz czołowy Pantery jest gruby, dodatkowo nachylony pod dużym kątem i w efekcie stanowi problem dla wielu dział przeciwpancernych – nie jest mu do tego potrzebna żadna tabela. Takie przykłady można mnożyć.

Na ogół spotyka się graczy, którzy najpierw pasjonowali się jakąś epoką i ją lepiej lub gorzej poznali, a dopiero potem poznają zasady do niej. I jeżeli zasady są dobrą symulacją rzeczywistości to można śmiało twierdzić, że bez ich znajomości posiadana wiedza pozwoli w miarę dobrze użyć danego rodzaju wojska. Przykładów znowu jest wiele, ograniczmy się do jednego: każdy kto w miarę poznał okres napoleoński wie, że przed kawalerią najlepszą obroną w przypadku piechoty jest sformowanie czworoboku. Nawet nie znając mechaniki może w ciemno zastosować ten manewr będąc pewnym, że przyniesie on skutek. Co więcej, taki gracz wie, że ustawienie czworoboku nie daje gwarancji wystania w polu, np. w przypadku ciężkiej kawalerii. W takiej sytuacji nie musi przejmować się takimi niuansami w kwestii taktyki, bo po prostu zna realia tego pola walki. Niedawno autor tego artykułu był świadkiem, kiedy to jeden z graczy brał udział w bitwie napoleońskiej nie znając zupełnie zasad. I okazało się, że bazując wyłącznie na wiedzy historycznej nabytej dzięki ogólnemu zainteresowaniu epoką napoleońską poradził sobie dość dobrze. Oczywiście nie obeszło się bez kilku podpowiedzi, gdyż przepisy „Napoleonic warfare” według których zasadniczo toczyła się rozgrywka (plus drobne modyfikacje tych przepisów), nie są łatwe. Generalnie jednak gracz wiedział jak ustawić artylerię i jakie cele ostrzelać, nie mówiąc już o tym, że wiedział czym różni się napoleońska piechota liniowa od lekkiej. Nie znam natomiast przykładu odwrotnego – gracza który przystępuje do gry jako tako znając mechanikę zasad, ale nie mającego większego pojęcia o epoce.

Zajmijmy się teraz przykładami świadczącymi o tym, że wiedza historyczna jest niezbędna. Chciałbym się odwołać do list armii, czyli charakterystyki poszczególnych rodzajów wojska, załączanych do wielu przepisów. Nieznajomość realiów pola walki może prowadzić do niemałych konsternacji. Czyż nie wzbudzi zdziwienia u kogoś, kto nie zna dziejów wojny trzydziestoletniej, że Szwedzi w armii Gustawa Adolfa to tylko połowa pozycji, podczas gdy pozostałe przypadają na Niemców i Szkotów?

O ile jednak można się pewnych rzeczy nauczyć przeglądając samą listę armii (np. po klasach morale i uzbrojenia), o tyle jest jeszcze jeden element, gdzie głębsza wiedza historyczna jest konieczna. Mianowicie w listach armii zdarzają się poważne błędy. Są one nieuniknione z kilku powodów, m. in. z tego, że zazwyczaj omawiają wiele rodzajów armii. Przykładem może służyć lista armii z okresu 1550-1660 wydanych ongiś przez Newbury Rules do zasad wydanych przez tą samą firmę, w których mamy tylko dla tego okresu blisko sto rozmaitych armii, nie tylko europejskich, ale także afrykańskich, czy azjatyckich. Z punktu widzenia angielskich autorów być może złe potraktowanie husarii jest sprawą drugorzędną, ale dla nas na pewno nie. Otóż w liście armii wychodzi na jaw nieznajomość specyfiki środkowo-wschodniej europy. Bez wiedzy historycznej nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować i zmienić, a wówczas polska husaria swoją charakterystyką będzie przypominać niekarną średniowieczną jazdę francuską, bo tak kuriozalnie została scharakteryzowana (jako formacja fanatyczna). Dysponując wiedzą historyczną możemy likwidować takie rażące błędy. Pod warunkiem, że jesteśmy pewni, że ta wiedza jest naprawdę dogłębna. Być może wystarczy zmienić nazwa fanatyczna na impetyczna i dodać jakieś współczynniki do ataku na białą broń. Nie zmienia to faktu, że wiemy o tym, że formacja ta nie rzucała się na pierwszego napotkanego przeciwnika.

Są takie zasady, których można się nauczyć dosłownie w kilkanaście czy kilkadziesiąt minut, jeśli wiemy co kryje się za podstawowymi formacjami czy pojęciami. Przykładowo szybko opanujemy przepisy do epoki starożytnej jeśli wiemy co kryje się za pojęciem falanga czy peltaści i nikt nie musi nam tłumaczyć jakie są zalety, a jakie wady tej czy innej formacji. Z kolei jeśli nie wiemy jak wyglądał karakol w renesansie to nie zrozumiemy wielu elementów zawartych w przepisach. Po prostu każda epoka rządziła się swoimi prawami.

Wiedza historyczna – im większa tym lepiej – pozwala także na tworzenie własnych zasad i interpretację spornych sytuacji. Niejeden raz zdarzyło mi się uczestniczyć w rozgrywce, w której sytuacja sporna nie mogła zostać wyjaśniona przez mechanikę przepisów i gracze dochodzili do rozstrzygnięć w oparciu o... przykłady z historii. Aby dobrze grać w wargaming, należy nie tylko znać przepisy (lub czasem nawet ich nie „znać”), ale przede wszystkim „czuć epokę”. Nawet jeśli nie jest nigdzie napisane, że starej gwardii Napoleona nie wolno kłaść pod ostrzałem kul armatnich, prawdziwy wargamingowiec i napoleonista tego nie uczyni (?), natomiast nie zawaha się tak zrobić z gwardią brytyjską. Ale żeby wiedzieć dlaczego ktoś tak będzie pojmować tą sprawę, to trzeba wiedzieć czym różniła się i jedna i druga, i że dla Anglików położenie się w trawie nie było ujmą, ale dla francuskich wiarusów pewnie tak. Oczywiście powyższy przykład jest dość dyskusyjny – są dowody, że Legia Nadwiślańska kładła się w 1812 r. a z kolei wielu zalicza ją do gwardii – nie o to jednak tutaj chodzi. Chciałem raczej pokazać na tym jaskrawym przykładzie, że grać to nie znaczy wygrywać za wszelką cenę. Dla niektórych nie mniej ważne jest samo uczestnictwo, odpowiednie „wczucie w epokę”. Między innymi dlatego nie poprzestajemy na krótkich bitwach, ale rozgrywamy także wielotygodniowe kampanie na mapach wcielając się w rolę poszczególnych generałów. Znałem gracza, który ponad zabawę przedkładał zwycięstwo i „naginał” przepisy do swoich potrzeb szukając luki w paragrafach. Zaprawdę trudno wyobrazić mi sobie autora i prowadzącego kampanię (bo sam scenariusz bitewny już prędzej) bez głębszej wiedzy historycznej.

Można zaryzykować stwierdzenie, że największa na ogół wiedza graczy początkujących dotyczy II wojny światowej. Niestety manewry oskrzydlenia przeciwnika stosowane w takich rozgrywkach nie mogą być przenoszone na inne pola bitew. Niedawno w zadaniu taktycznym (zamieszczonym zresztą na naszej stronie wargamingowej) w jednym z rozwiązań zaproponowano daleki zagon na wzór zagonu wojsk pancernych z II wojny światowej. Okazało się, że to co jest charakterystyczne dla jednej epoki nie da się dosłownie zastosować w drugiej. Po prostu inaczej manewrują jednostki zmotoryzowane, a inaczej idąca wolno piechota, czy zmęczona wielogodzinnym marszem kawaleria. I tylko wiedza historyczna może pomóc w takim przypadku, żeby wiedzieć, że do takiego rajdu może nadaje się kawaleria nieregularna (np. kozacy czy Baszkirzy), ale raczej nie kawaleria regularna.

Na zakończenie jeszcze słowo o kampaniach. W tych rozgrywanych na prawdziwych mapach, z systemem rozkazów i rozgrywaniem poszczególnych starć na makietach , wiedza historyczna o epoce jest niezbędna. Nie tylko, żeby wiedzieć, że kirasjerzy nie przeprowadzali rozpoznania, ale także dlatego, że w wielu elementach mamy do czynienia z elementami role-playing, które wprowadza sędzia, w tym wypadku także twórca scenariusza kampanii.

I jeszcze jeden ważny aspekt – malowanie sprzętu i figurek. Wręcz trudno mi sobie wyobrazić kogoś kto maluje nie mając zielonego pojęcia o epoce. Czasem taka wiedza jest bardzo rozległa i przynosi wiele kłopotów, jednakże jej brak jest o wiele większym problemem. Do takiej trudnej do malowania epoki należą na pewno wojny napoleońskie. W gąszczu niezliczonych dołmanów, epoletów i wyłogów gubią się nawet wieloletni pasjonaci. Niejeden z moich znajomych wykorzystuje wiedze historyczną także do konwersji, czyli przerabiania istniejących figur i tworzenia tą drogą nowych.

Podsumowując wiedza historyczna nie jest niezbędna do gry, ale w wielu wypadkach bardzo pomaga. Są też takie elementy wargamingu, w których jest ona wręcz niezbędna. I dobrze jest mieć w gronie taką osobę, która jest dobrze osadzona w epoce, chociażby po to, aby scenariusz był w miarę prawdopodobny, żeby sporne sytuacje rozstrzygać z duchem epoki, wreszcie po to, aby móc poprowadzić kampanię. Tak więc czytajmy książki... Dlatego między innymi na naszej stronie znajdziecie także recenzje nowości wydawniczych (ale nie tylko).

Komentarze

Wt 03 Sty, 2006 Hubert napisał:
Tak, wydawałoby się, że pytanie postawione w artykule jest retoryczne. Jednak z drugiej strony, od wspomnianych reguł są wyjątki. Może faktycznie nie dałoby się podać przykładu gracza, który nie wiedząc nic o okresie, zabiera się do pierwszej bitwy znając tylko mechanikę i świetnie sobie radzi, ale to tylko dlatego, że rzadko komu chce się dogłębnie analizować przepisy, bez spróbowania rozgrywki i przekonania się, czy ta gra będzie mu się podobać.
Natomiast przykłady graczy, którzy po kilku (czasami wielu) bitwach dalej nie wiedzą wiele o okresie, ale dobrze sobie radzą już dało by się podać. W okresie napoleońskim np. potrafią odróżnić lekkiego kawalerzystę od ciężkiego, lansjera od kirasjera i to im wystarcza do gry.

Co do zaś tego, co potraf się dziać w czasie gry. Pole bitwy było raczej chaotycznym miejscem. Powiada się wręcz, że każdy plan funkcjonuje tylko do momentu pierwszego kontaktu z przeciwnikiem. Tak więc zwykle nie wszytko idzie po myśli gracza. Jednak w rzeczywistym świecie dowódca miał wpływ na to, jak losowe jest otaczające go środowisko. Przykładowo, jeżeli próbuje się przemiescić w dzień batalion pancerny po drodze w kolumnie marszowej, a droga została wcześniej rozpoznana i oznakowana, to szansa, że batalion gdzieś zabłądzi jest na prawdę minimalna. Jeżeli zaś tego batalionu użwywa się do ataku w nocy, w częściowo zalesionym terenie, w szyku rozwiniętym, a jeszcze lepiej porozdzielanego na poszczególne plutony, a pozycję wyjściową batalion osiągnął już po zmierzchu i zastał na niej jednostkę z którą nigdy wcześniej nie współdziałał, to mamy piękny przepis na katastrofę. Dobre przepisy powinny w jakiś sposób odzwierciedlać tą różnicę w losowości zachowań.

Pozdrawiam

Pi± 08 Kwi, 2005 klemens napisał:
Cóz, "
buchalteria", jest niestety nieodzowna, choć nie lubiana, często żmudna i nie zawsze zrozumiała jest przecież tak skonstruowaną wykładnią realiów historycznych.Dlatego nie wszystko hula jak po sznurku, nie ma heroizmu do bólu, żołnierze czasem zwiewają, nie każda szarża rusza i wogule często dzieje się tak jak byśmy nie chcieli.ZE znajomościa realiów hist. jest róznie, nawet kilkanaście opracowań/nie wspominając o żródłach/ nie czyni wiosny, a tak zwany wzrost grywalnośći bez "buchalteri " łatwo może się przerodzić w nadinterpretacje ktoregoś z graczy reprezentując jego "wizje".

Śr 30 Mar, 2005 rrober napisał:
Sorry - faktycznie wchodziłem przez bezpośredni link z prawej strony i nie przyszło mi do głowy zaglądać do spisu artykułów.

Śr 30 Mar, 2005 rrober napisał:
Oczywiście nie wyobrażam sobie wargamingu bez wiedzy historycznej (nawet pseudowiedzy czyli bardzo wąskiego traktowania pewnych zagadnień, bez obrazu ogólnego epoki). Taka była też moja droga - od książek do modelarstwa i wargamingu, ale znam przypadki ludzi, którzy od wargamingu przechodzili do książek. Poza tym nie uważam, żeby to wygrywanie za wszelką cenę (tzw "wygrywactwo" bez względu na realia gry i z pominięciem takich szczegółów jak uczciwość) stanowiło o pełnej przyjemności jaką można czerpać z naszych zainteresowań. "Nie chodzi oto by złapać zajączka, lecz oto by gonić go" :-)

Śr 30 Mar, 2005 Paweł napisał:
Gratuluje ciekawego pomysłu na artykuł. Zauważę jednak, że zasada: ,,duża wiedza o okresie historycznym = umiejętność gry" nie zawsze się spradza;-)
Pozdrawiam.

Śr 30 Mar, 2005 Marcin G napisał:
Znaleźć nazwisko autora nie jest - myślę - rzeczą trudną (na nowej odsłonie strony, którą przygotowujemy takich "luk", gdzie nie ma autora nie będzie więc podpisy autorów pod artykułami nie będą potrzebne, ale póki co faktycznie jak się nie wchodzi przez wiadomośc lub listę artykułów autora nie ma). Co do artykułu nie ma on charakteru prawdy objawionej i każdy może mieć własną opinię. A tak na marginesie Rrober - to jakie jest w końcu Towje zdanie na ten temat? Jak rozumiem odejśc od buchalterii lub poprawiać błędy autorów przepisów etc. mogą czynić tylko ludzie posiadający wiedzę historyczną na ten temat (tak mi się przynajmniej wydaje). To, ze czasami komuś się wydaje, że ttaką wiedzę ma - ooo! to już zupełnie inna historia :-)

Śr 30 Mar, 2005 Robert napisał:
Autor jest podpisany na liście artykułów;-) Pzdr. R

Śr 30 Mar, 2005 rrober napisał:
Drogi nieznajomy (niestety nikt nie podpisał się pod artykułem) - jak historia uczy można nawet malować figurki i sklejać modele nie posiadając nawet odrobiny wiedzy o realiach epoki (co nie raz widziały moje oczy).
Z perpektywy swojego kilkunastoletniego stażu wargamingowego (ach jak tem czas leci) mogę powiedzieć o dwóch zjawiskach, które sądząc z rozmów z kolegami są charakterystyczne nie tylko dla mnie: 1. im jestem starszy, tym bardziej odchodzę od wargamingu w stronę zainteresowań ciekawymi okresami historii ( i tym bardziej drażnią mnie systemy zamknięte, gdzie inwencja graczy, czy choćby możliwość prostowania ewidentnych błedów wynikających z niewiedzy historycznej autorów, są graniczone), 2. im dłużej uczestniczę w bitwach, tym bardziej drażni mnie buchalteria towarzysząca rozgrywkom - staram się przechodzić od papierków w stronę płynności gry. Pozdrawiam


Dodaj komentarz