Wargaming Zone     

Oblężenie Gdańska w 1813 roku.
Data: Wt 13 Kwi, 2004
Autor: Marcin Gawęda
Rola Gdańska jako twierdzy i bazy zaopatrzeniowej była wyraźna od chwili wybuchu wojny z Rosją. Miasto pełniło rolę najbardziej wysuniętej na wschód placówki francuskiej.

Przygotowania do obrony

Garnizon miasta

Oblężenie (pierwsza faza)

Zawieszenie broni

Oblężenie (druga faza)

Kapitulacja garnizonu

Przypisy




Rola Gdańska jako twierdzy i bazy zaopatrzeniowej była wyraźna od chwili wybuchu wojny z Rosją. Miasto pełniło rolę najbardziej wysuniętej na wschód placówki francuskiej. Pełną parą szły w mieście zbrojenia, rozbudowywano koszary, szpitale, gromadzono zapasy żywności, budowano umocnienia.

Ze znaczenia strategicznego Gdańska zdawał sobie Napoleon znakomicie sprawę i już 17 kwietnia 1811 roku pisał do marsz. Davouta w Hamburgu o roli twierdzy: „W wypadku pogwałcenia terytorium książę Poniatowski powinien bezzwłocznie ostrzec Pana i gubernatora Gdańska [...] Najważniejsze, aby garnizon Gdańska był całkowicie zaopatrzony w żywność. Sądzę, że powinien do 1 maja liczyć 12 tys. żołnierzy oraz 4 czy 5 generałów francuskich, sporo artylerii i wojsk inżynieryjnych”. Davout był wówczas odpowiedzialny za północną flankę imperium i w sensie wojskowym podporządkowani mu byli zarówno ks. Poniatowski jak i gubernator Gdańska gen. Rapp [1].

Gen. Jean Rapp (1771-1821) był gubernatorem Gdańska do 1812 roku, a potem ponownie, jako dowódca X Korpusu, od stycznia 1813 roku. Rapp służył w wojsku od 1788 roku, w 1796 roku został adiutantem gen. Desaix, walczył nad Renem, gdzie odniósł wiele ran. Uczestniczył także w wyprawie do Egiptu. Po śmierci gen. Desaix pod Marengo w 1800 roku, został wraz z Savarym adiutantem Napoleona. W 1803 roku otrzymał nominację na generała brygady (general de brigade). Odznaczył się wspaniałą szarżą pod Austerlitz, gdzie wziął do niewoli ks. Repnina, za co mianowano go generałem dywizji (general de division). W kampanii 1806-1807 roku dowodził awangardą korpusu Davouta, następnie został gubernatorem Torunia, a potem Gdańska. W kampanii 1812 roku ponownie pełnił funkcję adiutanta Napoleona, był ranny m. in. pod Możajskiem i Berezyną. Jak już mówiliśmy, w styczniu 1813 roku objął dowództwo garnizonu twierdzy Gdańsk [2].

Paryski "Moniteur" pisał 26 stycznia 1813 roku – z charakterystyczną przesadą – że "Gdańsk jest twierdzą nie do zdobycia", ale mimo posiadania przez załogę aż 600 dział, do obsadzenia wszystkich umocnień potrzeba było znacznie więcej żołnierzy niż stanowił garnizon. Problemem gen. Rappa był także fakt, że garnizon miasta składał się ze zlepku różnych oddziałów z wielu krajów sojuszniczych bądź satelickich wobec Francji. Na uwagę Rappa, że garnizon złożony z żołnierzy wielu narodowości jest mniej zwarty i sprawia wiele kłopotów, którą napisał gubernator już w połowie 1811 roku, Napoleon replikował, że jego uwagi pozbawione są sensu, a skład garnizonu z pułków i batalionów różnych narodów jest pożyteczny i że nie życzy sobie by w Gdańsku garnizon tworzyły oddziały jednej narodowości. „Dlaczego nie może on [tj. Rapp] zrozumieć – pisał Napoleon do Davouta – iż ja nie chcę pozostawić tak ważnej twierdzy jak Gdańsk w dyspozycji oddziałów tylko jednego narodu. Daj mu znać, że powinien zorganizować z oddziałów różnych narodów swoją szybką dywizję sprawną do działania i że garnizon Gdańska również musi się składać z różnych narodów” [3].

Fakt, że w chwili kiedy Rosjanie podchodzili pod twierdzę jej garnizon był zlepkiem różnych oddziałów wynikał jednak nie tylko z woli Napoleona, ale z sytuacji strategicznej. Cofająca się armia francuska była w opłakanym stanie i garnizon w dużej części tworzyły przypadkowe oddziały z różnych pułków czy batalionów pochodzące z 22 krajów.

W czerwcu 1812 roku gen. Rapp powiadomił Senat miasta, że stosownie do rozkazu Napoleona każdy mieszkaniec powinien zaopatrzyć się w żywność wystarczającą na 6 miesięcy na wypadek oblężenia miasta i uprzedził władze miejskie o możliwości rychłego opuszczenia miasta w związku z rozpoczętymi działaniami wojennymi. Sam Napoleon przed opuszczeniem Gdańska w czerwcu 1812 roku zapewniał Rappa, że szybko pobije Rosjan, w czym niemałą rolę odegrają Polacy. Natomiast dla samego Gdańska kluczową kwestią w wojnie francusko-rosyjskiej była postawa Prus, stąd doszło nawet 24 września 1811 roku do podpisania konwencji militarnej gen. Rappa z pruskim gen. Yorckiem, w której uzgodniono kwestie współpracy militarnej w obronie wybrzeża przed ewentualnym desantem nieprzyjaciela. Konwencja ta utorowała następnie drogę do podpisania traktatu zaczepno-obronnego z 24 lutego 1812 roku, na mocy którego Prusacy zobowiązali się do wystawienia korpusu ekspedycyjnego w sile 20 tys. żołnierzy. Jak wiadomo Napoleon przecenił lojalność Prusaków i nie rozszyfrował ich podwójnej gry, skoro ci jednocześnie zapewniali cara Aleksandra, że nie myślą poważnie o wojnie [4].

Zmiana nastrojów ludności Prus na wyraźnie antyfrancuskie stała się widoczna gołym okiem jesienią 1812 roku. Raporty konsula francuskiego z Elbląga mówiły o szerzeniu się „prawdziwej nienawiści do naszego narodu”. Sytuacja nieco zmieniła się na korzyść Francuzów po zajęciu przez nich Moskwy, ale ponownie pogorszyła się na wiadomość o odwrocie. Nasilały się też wieści, że do Gdańska i innych portów bałtyckich kieruje się flota angielsko-rosyjska, co okazało się zresztą prawdą – praktycznie od początku września Gdańsk był zablokowany przez ok. 25 jednostek angielskich. Zbombardowały one 1 września 1812 roku Nowy Port, ale nie wyrządziły w nim większych szkód i ograniczyły się wkrótce wyłącznie do blokady [5].

Po opuszczeniu Gdańska przez gen. Rappa w sierpniu 1812 roku funkcję gubernatora przejął najpierw gen. Daendele, a po nim gen. Joseph Lagrange, który pozostawał w Gdańsku do 16 grudnia 1812 roku, mając do dyspozycji garnizon w składzie 13 batalionów. Dobrze zaopatrzony i przygotowany do oblężenia Gdańsk został szybko ogołocony z zapasów żywności i materiałów wojennych, które Napoleon nakazał w sierpniu 1812 roku wysłać przez Kowno i Wilno do Smoleńska. Tak też postąpiono, chociaż znakomita część zapasów nie dotarła do Wielkiej Armii i została rozgrabiona po drodze lub przechwycona przez partyzantów rosyjskich. Ponieważ w kierunku Smoleńska odesłano także niepotrzebnych żołnierzy stan garnizonu zmniejszył się do 8 batalionów. Co gorsza ostra zima uniemożliwiła mieszkańcom Gdańska zaopatrzenie się w żywność na 6 miesięcy, a samo miasto wobec zastoju w porcie (wynik blokady angielsko-rosyjskiej) było gospodarczo zrujnowane [6].

Kiedy zdziesiątkowana Wielka Armia wycofywała się z Rosji do Księstwa Warszawskiego w planach Napoleona szczególne miejsce zajmowały twierdze Gdańsk, Toruń, Modlin i Zamość. Obrona tychże twierdz miała odegrać kluczową rolę w planowanej obronie linii Wisły i późniejszej ofensywie letniej. Główna rola przypadła tutaj twierdzy Gdańsk. Wymienione twierdze na linii Wisły nie były jedynymi, z których obroną Napoleon wiązał poważne nadzieje. Sądząc, że uporczywa obrona twierdz zwiąże część sił rosyjskich i utrudni komunikację na ich tyłach, francuskie załogi znalazły się także w szeregu twierdz na linii Odry (Głogów, Kostrzyn, Szczecin), a nawet na linii Łaby (Torgau, Wittenberga, Magdeburg, Hamburg). W wyniku wielkiej improwizacji do twierdz kierowano pojedyncze szwadrony i bataliony rozbijając w ten sposób niektóre odbudowywane już pułki polskie. O znaczeniu jakie Napoleon przywiązywał do obrony twierdz może świadczyć fakt, że w połowie czerwca 1813 roku w 14 garnizonach znajdowało się już 93 095 żołnierzy, z czego najliczniejszy był garnizon Gdańska liczący wówczas „dopiero” 23 500 żołnierzy (następny pod tym względem garnizon Hamburga liczył wówczas 12 116 ludzi) [7].

Napoleon żegnając się z Rappem, który w kampanii rosyjskiej był czterokrotnie ranny i ocalił cesarza przed niewolą pod Małojarosławcem, polecił: „Uda się Pan następnie do Gdańska, gdzie przejmie Pan obowiązki gubernatora. Nikt lepiej niż nieustraszony oficer, który pełnił już funkcje gubernatora tej twierdzy w 1811 r. nie zna jej siły i słabości. Nikt nie osiągnął lepszych kwalifikacji wojskowych od Pana, umiejętności administrowania, a nawet taktu dyplomatycznego. Napięta sytuacja wymaga do trudnej roli gubernatora dużego miasta [...] człowieka takiego jak Pan” [8].

Po wielu trudach gen. Rapp dotarł do Gdańska 15 grudnia 1812 roku mając odmrożony nos, uszy i dwa palce. Mimo złego stanu zdrowia z miejsca przystąpił do prac organizacyjnych, które miały przygotować twierdzę do długotrwałej obrony, stosownie do rozkazu Napoleona. Cesarz w liście z 4 stycznia pisał do gubernatora: „Gdańsk musi być zaopatrzony w żywność i uzbrojony tak, aby mógł pozostać w izolacji i osaczeniu przez 6 miesięcy” [9]. Już 9 stycznia, zaraz po przybyciu do Paryża, cesarz przesłał do szefa sztabu Wielkiej armii Louisa Alexandra Berthiera pismo, w którym rozkazał: „Dobrze zaopatrzcie Gdańsk, w taki sposób, aby miał zaopatrzenie dla 20 tysięcy ludzi na jeden rok. Jeśli będziecie zmuszeni do ewakuacji Wisły, co nie uważam za możliwe, zostawcie w Gdańsku spośród Francuzów, Polaków i Neapolitańczyków 18 do 20 tysięcy ludzi, co najmniej czterech generałów, dużo oficerów inżynierii, co najmniej 12 kompanii artylerii”. Dnia 11 stycznia rozkaz ten cesarz ponowił: „twierdza ta musi trzymać się jeden rok” [10].

Trzonem garnizonu miasta stał się schorowany, wynędzniały, głodny i obdarty X Korpus Jacquesa Macdonalda oraz oddziały, które znajdowały się od dawna w Gdańsku. 15 stycznia w liście do Napoleona marszałek Berthier informował, że w Gdańsku pozostały trzy dywizje z X Korpusu liczące w sumie 30 000 żołnierzy i oficerów, a gen. Rapp objął dowództwo twierdzy. Jednocześnie Berthier informował, że sytuacja w tym rejonie znacznie się pogorszyła z powodu zdrady pruskiego korpusu gen. Yorcka i oddania twierdzy Grudziądz Prusakom, co skomplikowało znacznie obronę linii Wisły [11].

31 stycznia 1813 roku w twierdzy znajdowało się już 39 656 żołnierzy w tym 19 generałów, ale zdolnych do walki było zaledwie 15 000 żołnierzy; reszta wymagała leczenia z chorób i odmrożeń oraz uzupełnienia uzbrojenia i umundurowania. Znakomicie prezentowała się zwłaszcza kadra oficerska o wielkim doświadczeniu i praktyce liniowej, wciąż jeszcze charakteryzująca się wysokim morale. Pewnym problemem była wielonarodowość garnizonu, gdyż żołnierze pochodzili aż z 22 krajów, przy czym przeważali Francuzi, na drugim miejscu byli Polacy [12].

Ostatecznie z końcem stycznia stan garnizonu i obsada ważniejszych stanowisk przedstawiała się następująco: VII dywizja piechoty, którą dowodził gen. dyw. Charles Louis Grandjean składała się z dwóch brygad: 1 brygada gen. bryg. Bachelu; 2 brygada gen. bryg. ks. Michał Radziwiłł. XXX dywizja piechoty pod dowództwem gen. dyw. Etienne Heudeleta składała się z trzech brygad: 1 brygada gen. Breissand (zginął w Gdańsku); 2 brygada gen. Husson (ranny w Gdańsku); 3 brygada gen. Gault (zginął w Gdańsku). XXXIII dywizja złożona była w dużej mierze z Neapolitańczyków pod dowództwem gen. Detresa i gen. Florestana Pepego. Wreszcie XXXIV dywizja piechoty dowodzona była przez gen. dyw. Franceschi i gen. bryg. Devilliersa. Ponadto w Gdańsku znajdowały się: brygada kawalerii, którą dowodził gen. Cavaignac (ponad 1700 dragonów, strzelców konnych i huzarów); 2400 artylerzystów różnych narodowości, którymi dowodził gen. Lepin; ok. 500 saperów, nad którymi to wojskami inżynieryjnymi komendę sprawował gen. Campredon. Pracami fortyfikacyjnymi kierował w Gdańsku płk. inż. Richemont, oddziałem marynarzy (51 oficerów i 749 marynarzy) dowodził wiceadmirał Dumanoir (jego szefem sztabu był kpt. Rousseau), administracją wojskową kierował podinspektor Reybaud, a intendentem na Gdańsk był Barthomeuf [13].

Jak już wspominaliśmy znaczną część garnizonu stanowili Polacy. W twierdzy znalazło się 196 oficerów oraz 4071 podoficerów i żołnierzy. W skład garnizonu wchodziły przerzedzone po kampanii 1812 roku: 10 pułk piechoty płk. Henryka Kamińskiego, 11 pułk piechoty płk. Cezarego Chlebowskiego, resztki 5 pułku piechoty Stefana Oskierki, 9 pułk ułanów mjr. Czosnowskiego, 16 bateria artylerii konnej kpt. Władysława Ostrowskiego (w tym 4 oficerów (m. in. ppor. Józef Bem) i 131 artylerzystów), bateria piesza kpt. Lepige oraz kompania saperów [14]. Najstarszym stopniem polskim oficerem był gen. bryg. ks. Michał Radziwiłł, o którym po bitwie pod Witebskiem Napoleon wyrażał się z uznaniem.

Ponieważ do obsadzenia wszystkich fortyfikacji miasta potrzeba było co najmniej 30 tysięcy ludzi, a jak pamiętamy Rapp miał zdolnych do walki nie więcej jak 15 tysięcy, nadrabiać musiał energią, pomysłowością i talentem, których to zresztą przymiotów mu nie brakowało. W krótkim czasie potrafił zdyscyplinować i zorganizować tą bardzo różnorodną armię w jeden organizm ściśle podporządkowany gubernatorowi. Rzecz to tym bardziej warta podkreślenia, że napotkał na trudności natury obiektywnej. Mianowicie od 25 lutego panowały ostre mrozy, które skuły lodem kanały, rowy i fosy umożliwiając sforsowanie ich po lodzie i pozbawiając ich naturalnych walorów obronnych. Stan oblężenia miasta ogłoszono już 31 grudnia 1812 roku, ale pierwsze oddziały Kozaków przybyły pod Gdańsk w połowie stycznia.

15 stycznia pojawiło się pod twierdzą ok. 7 tysięcy Kozaków wydzielonych z korpusu gen. Matwieja Płatowa. Wkrótce za nimi nadeszła piechota, w większości kiepsko uzbrojone i wyszkolone pospolite ruszenie z okolic Petersburga i Nowogrodu. Łącznie Rosjanie dysponowali na początku oblężenia (22 stycznia) ok. 12-15 tysiącami żołnierzy. Z nich najwartościowsza była jazda kozacka, ale ta z oczywistych względów, do oblężenia się nie nadawała. Dowództwo nad wojskami rosyjskimi blokującymi Gdańsk objął z rozkazu gen. hr. Ludwika Wittgensteina gen. Fiodor Loewis.

Ponieważ brakowało mu ciężkiej artylerii nie mógł on myśleć o poważnych działaniach przeciw twierdzy. Podzielił on swoje wojska na cztery zgrupowania: zachodnie pod dowództwem gen. Weljaminowa atakowało od strony Jelitkowa i Migowa, południowo-zachodnie gen. Kulniejewa nacierało na odcinku Migowo-Łostowice, południowe pod dowództwem płk. Turczaninowa działało na linii Łostowice-Niegowo, zaś wschodnie gen. Gorbuncewa nacierało przez Żuławy w stronę Wisły. Wydzielony specjalny oddział płk. Rosena starał się opanować Mierzeję Wiślaną. Sama Zatoka Gdańska była, jak pamiętamy, od grudnia 1812 roku zablokowana przez okręty angielskie, które współdziałały z nacierającymi od wschodu Rosjanami, ale Nowy Port i Wisłoujście znajdowały się w rękach obrońców. Kwatera główna Rosjan znajdowała się wówczas w Pruszczu Gdańskim [15].

W czasie pierwszego oblężenia brak sił i środków spowodował, że Rosjanie zadowolili się blokadą miasta i odcięciem go od dostaw żywności, co zresztą nastąpiło już 22 stycznia. Liczyli także na wywołanie konfliktu pomiędzy władzami miejskimi i dowództwem twierdzy. Jakkolwiek cel pierwszy osiągnięto, o tyle drugi nie miał szans powodzenia, gdyż jawnie bojkotowano odezwy Płatowa skierowane do Senatu i mieszkańców miasta, a nawet z inicjatywy polskiej napisano kontrodezwę.

Ścisła blokada miasta zaczęła dawać się we znaki już w lutym 1813 roku. Na początku lutego gen. Rapp musiał zmniejszyć racje żywnościowe dla żołnierzy do 4 uncji, a furażu dla koni do 4 funtów owsa dziennie. Pogarszały się warunki bytowe ludności cywilnej, gdyż w mieście rosły ceny żywności. W trudnej sytuacji znalazła się zwłaszcza biedota miejska dotknięta nie tylko złym wyżywieniem, ale i tęgimi mrozami. Senat skarżył się w lutym 1813 r. gubernatorowi, że ugina się pod ciężarami utrzymania koszar i szpitali w mieście. Jeśli w styczniu 1811 roku wydatki na ten cel wyniosły 39 tys. florenów, to już w styczniu 1813 roku osiągnęły pułap 60 tys. fl., w tym 18 tys. fl. pochłonęły wydatki związane z wyżywieniem żołnierzy X Korpusu. W takiej sytuacji Komisja do Spraw Koszar zażądała dodatkowo 80 tys. fl. na pościel, bieliznę, opał i oświetlenie [16].

W gdańskich szpitalach panowała wówczas dramatyczna sytuacja. Było w nich zimno, często panował tam głód i brud. W styczniu choroby pochłonęły blisko 2000 ludzi, zarówno żołnierzy jak i cywilów. W lutym liczba ta powiększyła się do 3000, a apogeum nastąpiło w marcu kiedy śmiertelność osiągnęła 130-150 ludzi na dobę. Dopiero w kwietniu fala epidemii tyfusu głodowego oraz innych chorób zakaźnych została opanowana i opadła. Ch. Auriol w swojej pracy poświęconej obronie Gdańska oblicza, że choroby zakaźne pochłonęły w przeciągu 3 miesięcy – od lutego do końca kwietnia – 10 tys. ofiar, a dalsze 8 tys. ludzi pozostawało jeszcze w szpitalach. Gen. Rapp twierdzi, że w marcu umierało dziennie 200 osób [17]. Śmiertelność wśród żołnierzy i cywilów była więc bardzo wysoka. Hans Georg Siegler w kronice Gdańska szacuje zmarłych w szpitalach na 15 000. Jak wielka była to liczba może świadczyć fakt, że z końcem 1812 r. cała ludność miasta obliczana jest na ok. 16 000 [18]. Niektórzy autorzy przyjmują liczby jeszcze wyższe niż podawana przez Sieglera, przy czym jeśli chodzi o wojsko choroby i mrozy dotknęły w największy sposób Neapolitańczyków, Hiszpanów, Francuzów i Niemców, mniej odpornych na warunki klimatyczne niż Polacy. W takiej sytuacji obudziła się opozycja antynapoleońska skupiona wokół Resursy Kupieckiej, ale wobec zarządzonych przez Rappa aresztowań do czynnych wystąpień nie doszło. Aresztowanie senatora Pegelauma, którego zresztą trybunał wojenny uniewinnił, był świetnym pretekstem dla Rappa do wprowadzenia nadzwyczajnej 3-milionowej kontrybucji. Niektórzy pamiętnikarze utrzymują, że aresztowanie senatora było prowokacją Rappa, mającą usprawiedliwić wprowadzenie wysokiej kontrybucji.

Jeden z przemyconych z Gdańska listów w ten sposób charakteryzował sytuację wokół miasta: „Garnizon, który jest dobrze zaopatrzony we wszystko zmniejsza się w następstwie panującej gorączki nerwowej [la fievre nerveuse], jaka dotknęła 7 do 8 tysięcy ludzi. Gen. Loewis, dowódca korpusu rosyjskiego, który stoi pod Gdańskiem, ma do 15 tys. ludzi, a z tego połowa to pospolite ruszenie. Wyrażane jest zadowolenie, że dotąd ogranicza się do blokady miasta i oszczędza przelewu krwi, ale ja raczej uważam, że rozmiary korpusu oblegającego nie pozwalają mu działać ofensywnie” [19].

Faktycznie korpus generała Loewisa nie był zbyt liczny, a co więcej złożony w znacznej części z oddziałów o małej wartości bojowej. Siły rosyjskie znacznie wzmocniły się dopiero wówczas, gdy komendę nad nimi objął wuj cara ks. Aleksander Wirtemberski. W sumie wojska rosyjskie składały się z następujących oddziałów: IV Korpusu pod dowództwem generał-lejtenanta ks. Wołkońskiego (3, 4 i 6 dywizje), II Korpusu pod dowództwem generał-lejtenanta Loewisa (17, 21?, 25 dywizje) i III Korpusu generał-lejtenanta Barazdina złożonego z 25 batalionów milicji z Petersburga i Nowogrodu. Oprócz tego pod komendą ks. Wirtemberskiego znalazło się także kilka pułków regularnej kawalerii i kilka pułków kozackich, a artyleria polowa złożona była z baterii ciężkiej, dwóch pieszych i jednej konnej. Z wojsk inżynieryjnych pod Gdańskiem znalazły się 2 kompanie pontonierów, 4 kompanie saperów i 2 kompanie minerów. Nie zabrakło także dwóch pułków marynarzy – w sumie 4 bataliony (w korpusie Loewisa). Przede wszystkim jednak silna była artyleria oblężnicza, gdyż poza działami oblężniczymi szacowanymi na 47 rosyjskich, 55 pruskich i 116 angielskich, na 11 okrętach floty znajdować się miało kolejnych 154 dział. Wojska pruskie ks. zu Dohna składały się z 10 pieszych batalionów landwehry i dwóch pułków landwehry konnej oraz 6-funtowej baterii artylerii pieszej. W sumie oblicza się siły oblegające Gdańsk na ok. 40 tys. ludzi [20].

Co się tyczy oddziałów pruskich ich udział w oblężeniu miasta był znacznie mniejszy niż w przypadku Rosjan. Prawdopodobnie w lutym przybyły pod Gdańsk pierwsze 2 bataliony wschodniopruskiej landwehry pod dowództwem księcia majora Ludwika zu Dohna, brata pruskiego ministra spraw wewnętrznych. Te niewielkie siły miały podkreślić pruskie pretensje do miasta i podporządkowane zostały pod względem operacyjnym ks. Wirtemberskiemu [21]. Podobnie rzecz się miała z napływającymi stopniowo pozostałymi batalionami landwehry.

Do poważniejszych walk wokół miasta doszło w marcu 1813 roku. W dniach 5 i 6 marca Rosjanie atakowali Chełm, Siedlce, Orunię i Wrzeszcz. W wielu miejscach doszło do zaciętych walk na bagnety. Dzielna postawa żołnierzy napoleońskich spowodowała, że w raporcie z 10 marca 1813 r. gen. Rapp napisał: „Polacy atakowali z okrzykiem: Vive l’Empereur! – podtrzymując swoją piękną reputację wojskową. Francuzi walczyli jak starzy nasi żołnierze pod Smoleńskiem i Możajskiem. Neapolitańczycy rywalizowali w odwadze i brawurze z innymi oddziałami” [22].

Korzystny przebieg walk dodał gen. Rappowi otuchy i zaczął on myśleć o działaniach ofensywnych, których celem byłoby poprawienie sytuacji prowiantowej garnizonu. 24 marca gen. Devilliers wykonał ataki pozorowane na pozycje rosyjskie, w których wziął udział także polski 11 pułk piechoty. W tym samym czasie główny atak na wieś Maczków wykonywał gen. Bachelu z 5 polskim pułkiem piechoty i baterią artylerii. Wioskę zajęli polscy woltyżerowie biorąc do niewoli szereg Rosjan. Mimo, że natarcie zakończyło się sukcesem i zajęciem kilku wsi, nie powiódł się główny cel akcji – zaprowiantowanie garnizonu – gdyż zajęte miejscowości były całkowicie splądrowane przez przeciwnika. Polacy wykazali się w walce, zwłaszcza o przedmieście Gdańska Święty Wojciech, gdzie 24 marca doszło do zaciętych starć. Z oficerów brygady gen. ks. M. Radziwiłła najbardziej wyróżnił się szef batalionu z 11 pułku piechoty major Piotr Szembek [23].

27 kwietnia gen. Bachelu dokonał udanego wypadu na mierzeję wiślaną mając 1200 piechurów, 350 konnych i dwie baterie artylerii polskiej. Pod dowództwem Bachelu w akcji uczestniczyli nie tylko Polacy i Francuzi, ale także Bawarzy i Westfalczycy. Na całej mierzei zabierano bydło, drób, siano i owies. W akcji wzięto do niewoli ok. 260 rosyjskich jeńców w tym 9 oficerów. Odznaczyli się major Deskur z 11 pułku, szef batalionu Kamiński z 5 pułku, adiutant-major Dąbski, podporucznicy Rasiewski i Broliński [24].

Zdaniem Zajewskiego francuski garnizon stracił do 1 maja ok. 10 tysięcy żołnierzy, ale 90% strat powstało w wyniku chorób, a nie walki. Tymczasem 27 kwietnia zmieniło się dowództwo naczelne sił oblegających Gdańsk. Otóż dowodzenie korpusem sojuszniczym przejął gen. ks. Aleksander Wirtemberski, wuj cara Aleksandra I, a nie tak jak się wcześniej spodziewano Barclay de Tolly, mimo, że oblegany przez niego Toruń skapitulował 18 kwietnia. Książę Wirtemberski przybył pod miasto już 1 maja i działania rosyjskie uległy nagłej aktywizacji. Aby pohamować aktywną obronę książę – w odpowiedzi na nocne wypady załogi miasta – również zaczął stosować wypady niewielkimi grupami żołnierzy, co zmuszało placówki francuskie do ustawicznego czuwania. Jednak większe sukcesy nie były możliwe z braku ciężkiej artylerii [25].

Nie znaczy to jednak, że oblegający zaprzestali całkowicie działań ofensywnych na wielką skalę. Rosjanie ponownie nacierali w dniach 31 maja, 3 i 8 czerwca, ale trzykrotnie nie odnieśli większych sukcesów. Co więcej to Francuzi pokrzepieni wieściami o zwycięstwie pod Lützen działali zaczepnie, m. in. 9 czerwca sukcesem zakończyła się akcja dywizji gen. Grandjean, której trzonem była brygada ks. Radziwiłła, na Orunię. Dzielnie biły się wówczas polskie pułki piechoty 10 i 11 oraz bateria artylerii konnej pod dowództwem kpt. Władysława Ostrowskiego i ppor. Józefa Bema. W samej Oruni doszło do zaciętej walki na bagnety brygady Radziwiłła z Rosjanami, w której nie brano jeńców. Straty zadane Rosjanom wyniosły zdaniem M. Kukiela 500 ludzi, a Prusakom 1300, co nie do końca wydaje się wiarygodne. Polaków, Bawarów i Westfalczyków miało paść w rannych i zabitych tylko 400 ludzi [26].

Przypuszczalnie właśnie udane wypady załogi spowodowały, że Rosjanie zgodzili się na podpisanie umowy o czasowym zawieszeniu działań zbrojnych pod Gdańskiem. Rozejm zawarty 10 czerwca 1813 r., najpierw jednomiesięczny, następnie kilkakrotnie przedłużany, trwał ostatecznie do 24 sierpnia 1813 r. Gwarantował on dostarczenie przez Rosjan potrzebnej załodze miasta żywności, ale zaraz doszło do przetargów o liczebność garnizonu, który należało zaopatrzyć. Gen. Rapp domagał się zaopatrzenia dla 30 tysięcy ludzi, podczas, gdy Rosjanie twierdzili, że nie ma więcej jak 20 tys. ludzi. Ostatecznie ustalono kompromisem, że żywność Rosjanie dostarczą dla 25 tys. załogi [27]. Ponieważ rozejm objął także wody Zatoki Gdańskiej okręty brytyjskie i rosyjskie zaprzestały ostrzeliwania z morza umocnień Wisłoujścia i Nowego Portu. Zawarty rozejm umożliwił załodze uzupełnienie zaopatrzenia, umocnienie fortyfikacji, usprawnienie systemu dowodzenia itp. Rozbudowano nowe punkty umocnione m. in. w rejonie Wrzeszcza, gdzie w alei postawiono nową baterię, wzniesiono w samym mieście nowe barykady i palisady, rozmieszczono nowe baterie artylerii o znamiennych nazwach: bateria Caulaincourta, Montbruna, Fiszera, Gudina itd. Na rozejmie skorzystali jednak także sprzymierzeni: ściągnięto pod Gdańsk ciężką artylerię oblężniczą – rosyjską i angielską. Od 12 lipca Rosjanie zaczęli ograniczać dostawy żywności dla miasta, a 16 sierpnia całkowicie je wstrzymali. Z dniem 24 sierpnia rozpoczęli działania bojowe, przy czym o zamiarze ich wszczęcia 18 sierpnia poinformowali stronę francuską [28].

Wieści o rozejmie gen. Rapp przyjął z ulgą, gdyż stan garnizonu był już alarmujący. Nie można było liczyć na zbyt długą obronę miasta, o co apelował Napoleon mamiąc gubernatora obietnicami odsieczy. Rapp nie ukrywał przed cesarzem, że sytuacja jest bardzo trudna. W liście do Napoleona z 17 czerwca pisał: „Nie można liczyć na obronę zbyt długą. Należałoby wzmocnić nas o 15 tys. żołnierzy i musielibyśmy posiadać więcej żywności. Bez tej pomocy twierdzy nie da się utrzymać do zimy, ponieważ garnizon liczy obecnie 21 tys. żołnierzy, z tego nie więcej jak 12 tys. zdolnych do walki. Tracę każdego miesiąca ponad 1100 ludzi” [29]. Co więcej gen. Rapp informował cesarza, że kontrybucja nałożona na miasto przyniosła zamiast 3 mln, tylko 1700 tys. franków, co pozwoliło tylko częściowo zapłacić zaległy żołd i nie rozwiązywało na długo problemu braku finansów.

Mimo poprawienia się sytuacji zaopatrzeniowej Gdańska w okresie zawieszenia broni, sytuacja garnizonu poprawiła się w sumie tylko nieznacznie. Chcąc ułatwić sobie obronę gubernator wydał rozkaz o wydaleniu z miasta osób nie regulujących ciążącej na nich kontrybucji. Komendant placu zmuszony został siłą wypędzić z miasta wszystkich opornych i bezdomnych. Ci, którzy nie zdołali opuścić miasta do końca zawieszenia broni, tj. do dnia 24 sierpnia, zostali zatrzymani przez rosyjskie placówki i utknęli w ten sposób na przedpolu. Ludzie ci konali potem z głodu na oczach obu walczących stron. Ulitowano się jedynie nad dziećmi, które na rozkaz ks. Wirtemberskiego zabrano. Łącznie gen. Rapp wydalił z Gdańska ok. 6 tys. osób [30].

Dotychczasowy przebieg walk mógł satysfakcjonować gen. Rappa. Jak podaje Kukiel w rękach francuskich znalazło się ok. 800 jeńców. Stan garnizonu był jednak bardzo zły. Ogromna ilość oficerów bez żołnierzy sprawiła, że sformowano z nich dwa bataliony – pułk Króla Rzymskiego (nazwanego tak na cześć syna Napoleona), który pełnił służbę wewnętrzną w twierdzy, zapewne na wzór żandarmerii wojskowej [31].

Wznowienie walk po rozejmie oddało całkowicie inicjatywę strategiczną w ręce oblegających. Jeśli chodzi o plany dowództwa garnizonu, to gen. Rapp przypuszczał, że Rosjanie zaatakują od strony Bramy Oliwskiej, tak jak marsz. Lefebvre w 1807 r. Były to błędne przypuszczenia, gdyż ks. Wirtemberski zdecydował się na główne natarcie w okolicach Biskupiej Górki wiedząc, że jest to kluczowy punkt twierdzy, gdyż tu znajdowały się najsilniejsze i kluczowe forty. Tym razem książę mógł sobie pozwolić na zakrojone na szerszą skalę działania ofensywne, ponieważ we wrześniu zaczęła napływać do portu we wsi Kolibki (dzisiaj dzielnica Gdyni) angielska artyleria oblężnicza. Można mówić, że od 29 września oblężenie weszło w decydującą fazę, kiedy to rozpoczęto ciężki ostrzał twierdzy. Dane rosyjskie mówią o 100 działach ciężkiej artylerii, 28 haubicach i 66 moździerzach. Wcześniej, bo 29 sierpnia, spadły na Gdańsk pierwsze race kongrewskie dostarczone i obsługiwane przez Anglików (1 oficer i 60 artylerzystów) [32].

29 sierpnia rozgorzały zacięte walki o Wrzeszcz, który mimo zaciętej obrony, m.in. przez grenadierów polskich z 11 pułku piechoty, został zajęty. Szczególnie zacięte walki toczyły się także w rejonie umocnionej siedziby rezydenta sasko-warszawskiego Kabrunna. Tylko kilka godzin panowali Rosjanie we Wrzeszczu, który w ciągu dnia został odbity na bagnety przez bataliony z 5 i 11 pułków piechoty z brygady ks. Radziwiłła. Zażarte walki trwały kilka dni i ostatecznie 2 lub 3 września Wrzeszcz wpadł w ręce Rosjan. Postawa polskich batalionów była znakomita. Docenił ją sam gen. Rapp, który po walkach 29 sierpnia napisał do marszałka Berthiera, że Polacy: „tak silne zadali straty, że nieprzyjaciel wycofał się pozostawiając liczne zwłoki u stóp palisady” [33].

W walce o Wrzeszcz Rosjanie oceniali własne straty na ok. 500 zabitych i drugie tyle rannych. Sam ks. Wirtemberski odniósł dwie niegroźne rany. W ciężkich walkach znaczne straty poniosły także wojska francuskie. Dotyczy to najbardziej dzielnie walczących na bagnety pułków polskich: 10 pułk miał 33 zabitych i rannych oficerów, 11 pułk stracił 13 oficerów, a 5 pułk 11 [34].

Ogień ciężkich dział oblężniczych i rac kongrewskich zadawał poważne straty żołnierzom garnizonu i wzniecał pożary w mieście. Jakby tego było mało do ostrzału Gdańska włączyły się okręty rosyjskie i angielskie. 4 września flota angielsko-rosyjska wystrzeliła na miasto 8500 bomb i granatów. Jeszcze gorzej było 16 września – na miasto spadło 15 tys. pocisków wystrzelonych przez okręty. Tego dnia doszło do ataku połączonych sił angielsko-rosyjskich na Nowy Port i Westerplatte. W ataku uczestniczyły 83 szalupy kanonierskie, 2 fregaty rosyjskie i 2 korwety angielskie. Na pokładach okrętów płynęły 3 bataliony rosyjskiej piechoty oraz 150 robotników. Siły te miały wylądować na Westerplatte i umocnić się tak zanim Francuzi zdołają wykonać kontratak. Kombinowanym atakiem od strony morza dowodził Anglik w służbie rosyjskiej, kontradmirał Alexis Samojłowicz Greig, syn słynnego admirała Samuela Greiga, także w służbie rosyjskiej, uznawanego za twórcę nowoczesnej floty rosyjskiej. Alexis Greig zasłynął w czasie wojny rosyjsko-tureckiej w roku 1807, ale przede wszystkim w latach 1828-1829, dając podwaliny pod późniejszą Flotę Czarnomorską [35]. Sam fakt, że admirałami we flocie rosyjskiej byli z pochodzenia Anglicy był wówczas czymś zupełnie naturalnym. Greig jednak w roku 1813 nie zapisał na swoje konto udanej akcji desantowej, gdyż szturm na Westerplatte nie powiódł się. Według danych rosyjskich straty atakujących wyniosły 1 oficera i 78 żołnierzy zabitych oraz 192 rannych, a jedna szalupa kanonierska wyleciała w powietrze. Straty francuskie według ich źródeł ograniczyć się miały do 2 zabitych i 3 rannych, co wydaje się mało prawdopodobne biorąc pod uwagę skoncentrowany ogień wielu dział – każda szalupa kanonierska o długości 80 stóp miała 3 działa: jedno kalibru 24 funty i dwa kalibru 18 funtów [36].

Warto przy tej okazji powiedzieć, że rola jaką w blokadzie i ostrzale miasta odegrała stosunkowo niewielka flota rosyjsko-angielska była bardzo znaczna. W wyniku wyprowadzenia do Anglii okrętów liniowych floty rosyjskiej, za Sundem pozostały wyłącznie siły lekkie – rosyjskie i angielskie. Z początkiem 1812 roku rozpoczęto w Rosji budowę kanonierek, które tak okazały się pomocne w oblężeniu Gdańska, z obawy, aby podobnej klasy okrętów nie wprowadzili na Bałtyk Francuzi. Już w akcjach pod Rygą we flocie kontradmirała Ottona von Mollera znalazły się 102 kanonierki, które wspierane były przez niewielką eskadrę brytyjską kontradmirała Thomasa Byama Martina. Od lutego 1813 roku okręty wojenne Martina i rosyjskie kanonierki blokowały Gdańsk. Francuski kontradmirał Dumanoir Le Pelley nie mógł przeszkodzić tej dokuczliwej blokadzie, chociaż jak twierdzi P. Wieczorkiewicz „swą dzielną postawą zatarł nieco swe niegodne zachowanie pod Trafalgarem" [37].

Jak już pisaliśmy powyżej głównym celem ks. Wirtemberskiego było opanowanie silnie umocnionej Biskupiej Górki. Teraz można było pokusić się o tą silną pozycję, gdyż systematycznie rosła liczba ciężkiej artylerii, która nieustannie bombardowała miasto. Poza artylerią angielską, siły rosyjskie zasilone zostały także przez 220 artylerzystów pruskich z Grudziądza oraz 5 haubic i 18 moździerzy. Ks. Wirtemberski po naradzie z grupą inżynierów wojskowych podjął zaskakującą decyzję o ataku na sąsiadujące z Biskupią Górką wzgórza dzisiejszego Zaroślaka. Co interesujące w naradzie uczestniczył także płk Pullet, który umacniał dla Prusaków Gdańsk w 1807 r. W nocy 10 października dwie kolumny szturmowe – jedna prowadzona przez mjr Ludwika Dohnę, a druga przez mjr Juliusa – po zaciekłej walce opanowały wzgórza Zaroślaka. Według danych rosyjskich obrońcy w wyniku zaskoczenia stracili 700 zabitych i rannych, natomiast atakujący tylko 86 zabitych i 360 rannych. W szturmie na Zaroślak udział wzięli także artylerzyści angielscy pod dowództwem płk Colina Campbella i mjr Jamesa Macdonalda. Anglicy ustawili wkrótce na wzgórzach wyrzutnie rakiet Congreve’a oraz inne ciężkie działa. Miało to istotne znaczenie, gdyż ze wzgórz można było wybornie ostrzeliwać forty Biskupiej Górki i samo miasto [38].

Gdańsk już od jakiegoś czasu był nieustannie pod silnym ostrzałem, który stopniowo się wzmagał zmieniając miasto w ruinę. Już 10 października silny ostrzał wzniecił pożary w wielu miejscach miasta, spłoną m. in. klasztor Dominikanów, a w nim chorzy jeńcy rosyjscy (rzekomo 25 osób). Od połowy października pożary szalały już w całym mieście. 31 października spłonęły ogromne magazyny zbożowe i mundurowe na Wyspie Spichrzów. Ostrzał w nocy z 31 października na 1 listopada uczynił z miasta pogorzelisko. Gen. Rapp podawał w raporcie: „132 piękne magazyny przynależące do kupiectwa gdańskiego w ciągu 10 godzin obróciły się w popiół [...] Pożar był tak silny iż wydawało mi się, że znów widzę pożar dwóch pięknych dzielnic Moskwy” [39].

Sytuacja garnizonu była już właściwie beznadziejna. W nocy z 24 na 25 października w kierunku miasta wystrzelono ok. 8 tys. pocisków. Od tego czasu niemal codziennie na Gdańsk spadały pociski zapalające wywołując pożary nie tylko pojedynczych domów, ale całych kompleksów budynków i magazynów. Coraz liczniejsze i groźniejsze pożary zmusiły gen. Rappa do zorganizowania specjalnej wojskowej służby przeciwpożarowej, a osobiście doświadczony skutkami pożaru Moskwy, zagroził karą śmierci dla ewentualnych podpalaczy, gdyby takowi się znaleźli wśród mieszańców Gdańska. Mimo tak trudnego położenia załoga nie zamierzała kapitulować, natomiast silne nastroje defetystyczne panowały wśród mieszczan, którzy występowali coraz częściej z żądaniami zaprzestania oporu. Trudno się tej postawie dziwić, gdyż w mieście szalały choroby, głód i drożyzna. Funt wołowiny zdrożał od stycznia do października 1813 r. z 0,40 do 5 franków, nawet funt koniny kosztował już 5 franków. Zjedzono wszystkie psy i koty, spożywano słodziny, otręby i chwasty. Napływały nawet informacje o fabrykowaniu kiełbas z ciał ludzi poległych. Nieprzerwane bombardowania, wyczerpywanie się zapasów żywności i beznadziejność dalszego oporu po wiadomościach o klęsce pod Lipskiem wpłynęły na wzrost dezercji. Tylko Francuzi i Polacy zdecydowani byli walczyć nadal, jednak nawet dla gen. Rappa stało się jasne, że dalszy opór nie ma już sensu i rozpoczął on pertraktacje [40].

Rozmowy kapitulacyjne toczyły się od 23 listopada, a honorową dla obrońców Gdańska kapitulację podpisano 29 listopada. Art. 1 mówił, że oddziały tworzące załogę twierdzy wyjdą z miasta 1 stycznia 1814 r. przez Bramę Oliwską, z tym, że oficerowie oraz jeden batalion zachowają swoją broń. Art. 4 mówił o tym, że po sporządzeniu listy imiennej Francuzi zostaną uwolnieni na słowo honoru. Z kolei art. 6 głosił, że Polacy mogą maszerować z Francuzami bądź zostać w kraju pod warunkiem, że „panowie oficerowie Polacy i inni dadzą słowo honoru na piśmie, że nie będą służyli przeciw mocarstwom koalicyjnym aż do całkowitej zmiany sytuacji” [41].

Aleksander I odmówił jednak ratyfikacji tego korzystnego dla garnizonu miasta traktatu, na wieść o tym, że załoga potajemnie niszczy broń. Z zeznań świadków i obliczeń rosyjskich wynikało, że na poufny rozkaz gen. Rappa zniszczono duże zapasy broni – rzekomo 120 tys. sztuk broni palnej, 40 tys. bagnetów, 8 tys. szabel i sporą ilość dział fortecznych. Na skutek tego – już po wydaniu Rosjanom twierdzy Wisłoujście i Ostrów – car zmienił artykuły 4 i 6. Teraz Francuzi mieli pomaszerować w głąb guberni kijowskiej, Polacy zaś wrócić do swoich domów, nie mieli już więc możliwości wyboru dokąd chcą się udać. Gen. Rapp nie miał innego wyjścia, jak podpisać nowy układ kapitulacyjny, co uczynił 29 grudnia [42]. Więziony w Kijowie powrócił do Francji po abdykacji Napoleona w 1814 r.

Wychodzące z twierdzy oddziały napoleońskie prezentowały się znakomicie i dziarsko maszerowały przed szpalerem wojsk rosyjskich i samym ks. Wirtemberskim. Z ponad 39-tysięcznego garnizonu przy życiu zostało 15 726 żołnierzy i oficerów, w tym 1500 chorych w szpitalach. Polacy opuścili Gdańsk 30 grudnia 1813 r. Według kapitana Ostrowskiego w styczniu 1813 r. było 4267 Polaków, natomiast rok później zostało ich 3626. Liczbę tę przyjmują zgodnie także M. Kukiel i B. Gembarzewski. Francuzi i Neapolitańczycy wyszli z Gdańska 2 stycznia 1814 r. Zdaniem M. Kukiela tych pierwszych miało być 6400, a drugich jeszcze 1600, natomiast inne dane przytaczane przez Bielskiego i Rezmera mówią o 6500 pierwszych i 1300 drugich. W odróżnieniu od Francuzów, którzy poszli do niewoli, Neapolitańczyków zwolniono na rozkaz cara. W czasie oblężenia zdezerterowało ok. tysiąca żołnierzy, głównie z krajów niemieckich. Gen. Rapp zanotował w swoim raporcie końcowym: „Mogę również stwierdzić, bez obawy braku umiaru, że nigdy nie widziałem żołnierzy bardziej otrzaskanych ze śmiercią i trudnościami, niż ci, co pozostali przy życiu z garnizonu Gdańska” [43].

Dotkliwe straty poniesiono w korpusie oficerskim. Generał Joseph Breissand, baron cesarstwa i Komendant Legii Honorowej zmarł 2 grudnia 1813 z ran odniesionych w trakcie nocnego wypadu na przedpole Gdańska pod Chełm (Stoltzenberg). Został pochowany w Gdańsku 4 grudnia 1813. Natomiast generał Jean Baptiste Marie Franceschi, także baron cesarstwa, podzielił los wielu chorych żołnierzy garnizonu – zmarł na tyfus 19 marca 1813.

Wprawdzie Rosjanie zdobyli w Gdańsku ogromne łupy – rzekomo 536 dział, 30 tys. karabinów, 6 tys. pistoletów i 27 tys. mundurów, ale w czasie oblężenia ponieśli także ogromne straty. Wedle zaniżonych danych podawanych przez ks. Wirtemberga straty rosyjskie były następujące: 2 oficerów sztabowych, 40 oficerów liniowych, 61 podoficerów, 8 doboszy i 1180 żołnierzy zabitych; 1 generał, 13 oficerów sztabowych, 110 oficerów liniowych, 177 podoficerów, 54 doboszy i 2742 żołnierzy rannych; do niewoli trafiło 9 oficerów, 20 podoficerów, 5 doboszy i 475 żołnierzy rosyjskich (tych naturalnie uwolniono po kapitulacji miasta), stracono także ok. tysiąca koni. Wojska pruskie zmniejszyły się o ok. 500 zabitych i przeszło tysiąc rannych. Natomiast warto podkreślić, że gen. Rapp informował Napoleona w raporcie z 29 grudnia, że straty rosyjsko-pruskie są znacznie większe niż podawano oficjalnie. Według szacunków strony francuskiej straty przeciwnika miały sięgać liczby 10-12 tys. oficerów i żołnierzy [44].

W historii wojskowości 10-miesięczna obrona Gdańska zyskała znaczny rozgłos. Usiłowały ją pomniejszyć historiografia rosyjska i pruska utrzymując, że rzeczywista obrona Gdańska trwała tylko 6 miesięcy i 29 dni. Historycy są na ogół zgodni, że długa obrona miasta była zasługą generała Rappa, który wykazał się znakomitymi walorami bojowymi i był niewątpliwie indywidualnością. Wspaniałą kartę dziejów zapisało także wojsko polskie, wielokrotnie nagradzane pochwałami przez gubernatora za swoje czyny bojowe, w dużej mierze odporne na głód, chłód i wrogą propagandę.



Przypisy:

[1] Historia Gdańska, red. E. Cieślak, t. III/2, Gdańsk 1993, s. 169.

[2] R. Bielecki, Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001, s. 491.

[3] Historia Gdańska, s. 169-170.

[4] Historia Gdańska, s. 171.

[5] Historia Gdańska, s. 172.

[6] Historia Gdańska, s. 172-173. Tak na marginesie blokada miasta w okresie napoleońskim zrujnowała miasto – kiedy w 1805 r. do Gdańska przypłynęły 1194 statki to w 1811 tylko 50, a rok później 34.

[7] G. Nafziger, Napoleon’s Dresden Campaigns. The Battles of August 1813, Emperor’s Press, Chicago 1994, s. 22.

[8] Historia Gdańska, s. 173.

[9] Historia Gdańska, s. 173-174.

[10] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu 1109-1945, Gdańsk 1993, s. 236-237.

[11] Historia Gdańska, s. 175.

[12] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 237.

[13] Historia Gdańska, s. 175.

[14] Historia Gdańska, s. 175. Podobnie jak w przypadku stanu całego garnizonu, tak i w przypadku Polaków liczby są rozbieżne, np. S. Kirkor oblicza Polaków w Gdańsku na 246 oficerów i 5155 podoficerów i żołnierzy. Jeszcze inne liczby przytacza B. Gembarzewski twierdząc, że 21 stycznia 1813 r. w twierdzy było 276 oficerów i 5568 podoficerów i żołnierzy polskich. W przypadku całego garnizonu spotyka się także dane na styczeń 1813 roku rzędu 35 i 36 tysięcy.

[15] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 237; Historia Gdańska, s. 177.

[16] Historia Gdańska, s. 178-179.

[17] Historia Gdańska, s. 179.

[18] H. G. Siegler, Danzig Chronik eines Jahrtausends, Droste Verlag 1991, s. 240.

[19] Historia Gdańska, s. 180.

[20] D. Smith, The Greenhill Napoleonic War Data Book, Londyn – Pennsylvania 1998, s. 480.

[21] H. G. Siegler, Danzig..., s. 240; M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 239.

[22] Historia Gdańska, s. 180.

[23] Historia Gdańska, s. 180; M. Kukiel, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej, Poznań 1912 (reprint, Poznań 1996), s. 442.

[24] M. Kukiel, Dzieje..., s. 442.

[25] Historia Gdańska, s. 181.

[26] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 239; M. Kukiel, Dzieje..., s. 443.

[27] Tak uważa Zajączkowski (Historia Gdańska, s. 183), natomiast Bielski i Rezmer przyjmują, że liczebność garnizonu ustalono na 17 tys. ludzi, początkowo gen. Rapp żądał jej dla 30 tys. ludzi i 1800 koni (Bitwy na Pomorzu..., s. 239).

[28] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 239-240.

[29] Historia Gdańska, s. 181.

[30] Historia Gdańska, s. 185

[30] Historia Gdańska, s. 183. W takim ujęciu twierdzenie przez Kukiela (Dzieje..., s. 446), że gen. Rapp wpuścił tych ludzi z powrotem do miasta nie wydaje się prawdopodobne.

[31] M. Kukiel, Dzieje..., s. 443.

[32] Historia Gdańska, s. 183.

[33] Historia Gdańska, s. 183.

[34] Historia Gdańska, s. 183-184; M. Kukiel, Dzieje..., s. 445.

[35] The Concise Dictionary of National Biography, t. I, Londyn, bdw, s. 533.

[36] Historia Gdańska, s. 184.

[37] P. Wieczorkiewicz, Historia wojen morskich. Wiek Żagla, wyd. Puls, Londyn 1995, s. 580-581.

[38] Historia Gdańska, s. 184.

[39] Historia Gdańska, s. 184. Spłonęło 24 tys. kwintali zboża, 15 tys. kwintali mąki, 40 tys. racji sucharów. Jak ocenia M. Kukiel (Dzieje..., s. 446) dla szczątkowej już załogi te zapasy żywności mogły wystarczyć na 4 miesiące. Niektóre dane podawane przez Bielskiego i Rezmera (Bitwy na Pomorzu..., s. 241.) mówią o spalonych 173 spichrzach.

[40] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 241.

[41] Historia Gdańska, s. 186.

[42] Historia Gdańska, s. 186.

[43] Historia Gdańska, s. 186-187; M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 242; M. Kukiel, Dzieje..., s. 447; B. Gembarzewski, Wojsko Polskie. Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1905 (reprint, Poznań 2003). 221.

[44] M. Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu..., s. 242.

Komentarze

Dodaj komentarz